Obudziłam się w środku nocy z potwornym bólem głowy. Słyszałam głośne szumy i takie dziwne, jakby buczenie. Podniosłam się, zakręciło mi się w głowie i znowu upadłam na poduszkę. Po 5 minutach nie wytrzymywałam już, szybko wstałam, żeby pójść po jakąś tabletkę. Schodziłam ze schodów na dół do kuchni i poczułam, że mam nogi jak z waty, czułam jak spadam i.. obudziłam się w szpitalu.
~Oczami rodziców~
Spaliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś huk dobiegający tak jakby z salonu. Szybko wybiegliśmy, zeszliśmy ze schodów i zobaczyliśmy Blankę leżącą na samym dole. Podbiegliśmy szybko do niej, podnieśliśmy ją i zobaczyliśmy sporą kałuże krwi na podłodze. Sprawdziliśmy najpierw jej głowę, miała głęboko rozciętą skórę z tyłu, na dole, przy szyi. Próbowaliśmy jakoś ją obudzić, krzyczeliśmy do niej, klepaliśmy po policzkach, ale nie odzyskiwała przytomności. Szybko zadzwoniliśmy na pogotowie, po 15 minutach przyjechali i zabrali ją do szpitala, pojechaliśmy razem z nią. Szpital był dosyć daleko, przez cały czas ratownicy również próbowali obudzić Blankę, ale ona nadal nie otwierała oczu. Później spytali nas jak to się stało. Oczywiście niewiele pomogliśmy, nie widzieliśmy co się działo. Dojechaliśmy pod szpital, ratownicy szybko wzięli Blankę na oddział, biegliśmy cały czas za nimi. Dotarliśmy pod salę, lekarz powiedział, że musimy poczekać. Byliśmy bardzo zdenerwowani.. Usiedliśmy na krzesełkach w poczekalni i czekaliśmy, aż lekarz wyjdzie i powie coś.. Cokolwiek..
- Co się stało?- wydukałam
Ledwo widziałam, błyszczały mi przed oczami tylko zarysy dwóch postaci, później poznałam, że to rodzice.
- Tylko spadłaś ze schodów kochanie, ale wszystko już jest dobrze..- powiedziała cicho mama i nachyliła się, żeby pocałować mnie w czoło.
W tym momencie drzwi się uchyliły i zobaczyłam lekarza. Wziął rodziców na bok i rozmawiali. Później podszedł do mnie, poprosił, żeby starsi wyszli.
- Panie doktorze, co się stało?- już dokładnie wszystko widziałam i słyszałam.
- Spadłaś ze schodów, uderzyłaś się o coś w głowę i straciłaś przytomność, ale powiedz mi jeszcze, czy pamiętasz, co się działo przed upadkiem, jak się czułaś?
- Pamiętam..- chwilkę się zastanowiłam- obudziłam się ze strasznym bólem głowy, na początku chyba nie mogłam się podnieść, ale.. ale później normalnie wstałam. A kiedy schodziłam ze schodów to nogi zrobiły mi się jak z waty. No i spadłam, czułam jak spadałam..
- Mhmmm.. A później już nic nie czułaś?
- Nie.. No to znaczy, nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko mnie boli panie doktorze..
- Głowa też dalej się boli?
- Tylko z tyłu..
- To od szwu, spokojnie, wszystko będzie dobrze.- uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu.
Po chwili weszli z powrotem rodzice. Zasypywali mnie pytaniami jak się czuję, czy mi coś przynieść, o czym rozmawiałam z doktorem itp. Wyjaśniłam im całą sytuację, po wiedzieli, że muszą niedługo iść. W sumie to nie dziwię im się, chyba w ogóle nie spali. Poprosiłam ich tylko, żeby się zapytali kiedy stąd wyjdę. Powiedzieli, że rozmawiali z doktorem i powiedział, że jeszcze nie wiadomo, to poprosiłam, żeby chociaż zadzwonili do Marco, powiedzieli, że jestem w szpitalu. Po chwili pożegnali się ze mną i wyszli. Dziwnie się czułam, więc położyłam się spać.
~Oczami Marco~
- Halo?
- Cześć Marco, tu tata Blanki.
- O! dzień dobry!
- Słuchaj Marco, Blanka kazała do ciebie zadzwonić i powiedzieć, że jest w szpitalu.. Mówiła też coś, że nie wyjdziecie.. Coś w tym stylu
Zamurowało mnie trochę. Przecież jeszcze jak byliśmy w centrum, wszystko było w porządku. Co mogło się jej stać?
- Yhmm.. Dziękuję, za informację. Ale co jej się stało?
- Wiesz... Chyba lepiej będzie, jeśli przyjedziesz do niej i sama Ci to powie. Oczywiście jeśli masz czas.
- Mam, mam. Oczywiście, że mam. A który szpital?
- Zaraz ci wyślę. Na razie
- Do widzenia..
Przez chwilę jeszcze stałem z telefonem przy uchu, ale ocknąłem się, kiedy mój mózg rozwalił głośny dźwięk smsa.
"Szpital przy Brandisstraße. "
Ubrałem buty, wziąłem kurtkę, kluczyki, portfel i szybko wsiadłem do samochodu. Kiedy byłem w drodze, mijałem kwiaciarnię z bardzo ładnymi różami. "Na pewno będzie jej miło"- pomyślałem. Wysiadłem z samochodu i starając się być niezauważonym, szybko kupiłem bukiet z 50 róż. Jechałem dalej i po 35 minutach byłem na miejscu. Wszedłem do sali, w której była Blanka, podszedłem, kwiaty położyłem na stoliku obok i przywitałem się. Usiadłem obok niej i czekałem, aż otworzy swoje błyszczące, brązowe oczy.
Przez ten czas rozmawiałem również z doktorem, powiedział, żebym jej nie budził, sama niedługo powinna się obudzić. Siedziałem przy niej cały czas i trzymałem ją za rękę. Patrzyłem się na nią. Była taka słodka gdy spała. W pewnym momencie coś zaczęło mi nie pasować. Brakowało mi czegoś.. Nagle usłyszałem długi pisk i kreskę. Szybko wybiegłem z sali i krzyknąłem na korytarzu po jakiegoś lekarza. Przybiegł ten sam, z którym wcześniej rozmawiałem. Potraktował ją defibrylatorem i zawołał więcej lekarzy. Kazali szybko wyjść z sali. Usiadłem na krzesełku na zewnątrz. Chwilę pomyślałem i łzy napłynęły mi do oczu, zaczęły ściekać po policzkach coraz mocniej i częściej. Wstałem, żeby chociaż trochę opanować emocje. Podszedłem do drzwi sali i słyszałem
"JESZCZE RAZ DEFIBRYLATOR! NIE ODZYSKUJE TĘTNA.. ONA ODCHODZI..."
Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Podszedłem do ściany, chwilę na nią popatrzyłem i starałem się opanować, ale nie mogłem.. Jeszcze raz podszedłem do drzwi i znowu usłyszałem głosy
"JEST.. TĘTNO WRACA.. MAMY JĄ"
Klęknąłem na ziemi, schowałem twarz w dłonie i zacząłem dziękować Bogu za to, że wszystko jest dobrze.. Po 10 minutach lekarze wyszli z sali, jeden z nich powiedział, że mogę z powrotem wejść. Zapłakany wszedłem i spytałem lekarza co się działo.
- Nie wiemy dlaczego nagle jej serce przestało bić.. Musimy to jeszcze zbadać. Ważne, że wszystko wróciło do normy. Dobrze, że szybko mnie zawołałeś.. Inaczej, źle by się to skończyło.. Teraz możesz zostać przy niej. Na pewno będzie chciała z kimś porozmawiać kiedy się przebudzi.. A przebudzi się na pewno nie długo.
Lekarz poklepał mnie po ramieniu i wyszedł. Spojrzałem się na Blankę, usiadłem koło niej, złapałem ją za rękę i modliłem się, żeby wszystko już było dobrze..
~Godzinę później~
- Ehmm.. Co.. Co się dzieje? Marco?- zapytałam powoli otwierając oczy.
- Marco, Marco. Cześć kochana - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło
- O co chodzi?.. Głowa strasznie mnie boli..
- Emm.. Wiesz.. Twoje serce na chwilę przestało bić.. Ale wszystko jest dobrze. Nic się nie martw, jestem przy tobie.- ścisnął moją dłoń troszkę mocniej. Po dłuższej chwili odpowiedziałam.
- Przestało bić?.. Jak?
- Nie wiem.. Lekarze sami nie wiedzą. Później pewnie wezmą cię na badania.
- Od kiedy tu jesteś? Długo czekałeś?
- Nie wiem.. Pewnie kilka godzin, albo czas mi tak szybko mija.. O właśnie!
Chwycił lekko moją brodę i delikatnie przechylił głowę w kierunku szafeczki.
- Jejku jakie piękne..
Zobaczyłam ogromny bukiet czerwonych róż. Marco dał mi jeszcze karteczkę na której było napisane:
" Wracaj do zdrowia. Kocham Cię ♥ Marco." Kiedy to przeczytałam, obróciłam karteczkę w stronę Marco, wskazałam na wyrazy "Kocham Cię" i zrobiłam minę w stylu "No co ty gadasz?!". Kiedy skapnął o co mi chodzi uśmiechnął się i pocałował.. Kiedy już lekko się odsunął i spojrzał mi prosto w oczy, powiedział
- Tak kocham cię. Kocham cię od naszego pierwszego spotkania. Kocham cię od pierwszego prawdziwego spojrzenia w oczy. Kocham cię od chwili, kiedy uświadomiłem sobie, że to właśnie ty.. Że to właśnie ty jesteś tą jedyną.
Zapadła chwilowa cisza. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć i jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się dzieje. Po chwili coś się we mnie ruszyło, łza poleciała mi po policzku i powiedziałam
- Ja ciebie też..
Ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej i ciągle patrzyłam w jego oczy.
- Nie płacz, księżniczko- zaśmiał się, otarł kroplę z mojego policzka i znowu się zbliżył i zaczął delikatnie muskać moje usta, po czym znowu zaczął całować. Tę cudowną chwilę oczywiście musiało coś przerwać. Do sali wszedł lekarz, powiedział, że musi mnie zabrać na badania.
- Idź, poczekam..- powiedział i wyszedł z sali.
Na badania zawieźli mnie na wózku inwalidzkim. Dziwnie się wtedy czułam. Wykonali mi szereg badań, po czym wezwali moich rodziców i odwieźli z powrotem na salę. Po 40 minutach zjawiła się mama z tatą, przywitali się ze mną, potem długo rozmawiali z lekarzem, a ja cały ten czas spędziłam z Marco.
- Poleżysz jeszcze do jutra wieczorem, rodzice po ciebie przyjadą.- rozległ się głos lekarza.
- Dobrze, dziękuję doktorze.
Po chwili rodzice podbieli do mojego łóżka, usiedli i zaczęli zasypywać stertą pytań. Kiedy już trochę się uspokoili, spojrzałam na Marco, żeby się jakoś dowiedzieć czy już czas i powiedziałam do rodziców.
- Mamo, tato, przedstawiam wam mojego nowego chłopaka- pokazałam głową na Reusa
Rodzice również się na niego spojrzeli, a ten nieśmiało się uśmiechnął i wyciągnął rękę do mamy, przedstawił się, później do taty
- A my cię znamy kochaniutki! Blanka co mecz mówi jaki ty jesteś cudowny!- odwzajemniła gest Marco i zaczęła się śmiać. Spojrzała się na mnie, a ja tylko schowałam twarz w dłonie i też zaczęłam się śmiać. Rozmawialiśmy jeszcze długo.. Koło 21 lekarz przyszedł i powiedział, że już koniec odwiedzin. Pożegnałam się z rodzicami i z Marco. Z Marco oczywiście troszkę inaczej się pożegnałam :D. Kiedy wyszli rozluźniłam się i zasnęłam.
~Następnego dnia wieczorem~
Po południu ucięłam sobie jeszcze krótką drzemkę. Marco niestety nie mógł przyjść, miał akurat dzisiaj trening. Kiedy się obudziłam zobaczyłam nad moim łóżkiem rodziców już pakujących moje rzeczy.
Przywitaliśmy się, pomogli mi wstać i razem jeszcze poszliśmy do gabinetu doktora.
- Panie doktorze, możemy już iść?
- Tak tak, tylko jeszcze dwa słowa.. Blanka ma się teraz oszczędzać. Wiem, że chcieliście wysłać ją do szkoły, ale to na razie nie możliwe. Nie może się przemęczać przez najbliższe 2 tygodnie, a do szkoły najlepiej niech pójdzie za miesiąc. Jeśli będzie odczuwała jakiekolwiek bóle łowy, proszę dawać jej ten lek- wręczył mamie buteleczkę z tabletkami- Słyszałem też, że córka biega. Niech nie robi tego przez przynajmniej pół roku. Wszystko musi się ustabilizować. No to... to wszystko. Trzymaj się młoda, do widzenia!- poklepał mnie po ramieniu a rodzicom podał rękę na pożegnanie.
Wyszliśmy z gabinetu, udaliśmy się w kierunku drzwi, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu..
_________________________
Dziękuję Wam za ponad 1000 wyświetleń <3 Jeśli czytasz, komentuj :) Pozdrawiam ;3 ;*
piątek, 31 stycznia 2014
środa, 29 stycznia 2014
Rozdział 9
Mimo, że mama o nic nie pytała, i tak opowiedziałam jej o wszystkim. Przez chwilę nie mogła uwierzyć, ale w końcu się przekonała. Powiedziała też, że skoro mam iść na kolejną randkę, jeśli mogę tak to nazwać, to musimy kupić coś nowego i jutro skoczymy na zakupy. Przytuliłam ją, pocałowałam w policzek i poszłam na górę. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamki i położyłam się. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć.
~Następnego dnia~
Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, była 12:50. Szybko napisałam do Klary i Arka, ogarnęłam się troszkę i zeszłam na dół. Mama już stała w kuchni i nakładała jedzenie na talerze.
- Hmmmm, obiad na śniadanie? Brzmi nieźle!- zaśmiałam się- cześć wam!
- No hej, jak się spało?- podszedł tata i pocałował mnie w czoło na przywitanie
- Ciężko.. W ogóle zasnąć nie mogłam.. Domyślacie się chyba czemu.
- Ba! Trudno się nie domyślić- wyłonił się głos mamy wśród dźwięków smażonych jajek.- siadajcie, już idę z obiadem.
Usiedliśmy i czekaliśmy aż mama podstawi talerze. Kiedy wszyscy usiedliśmy tata poruszył temat.
- Słuchaj Blanka.. W Dortmundzie będziemy dosyć długi czas, wiesz o tym..
- Yhmm no wiem..
- No właśnie.. Ale przecież musisz chodzić do szkoły. Minął już tydzień odkąd tu jesteśmy, więc za kilka dni przydałoby się chociaż zacząć szukać szkoły do której cię przyjmą.
Całkowicie zapomniałam o szkole.. Nie miałam czasu na myślenie o tym. Tak szczerze to poczułam się tu jak na wakacjach, mimo, że jest chłodno i jest wrzesień.
- No w sumie raja, ale... Ja nawet nie znam języka. Nawet z Marco gadam po angielsku.
- No właśnie po to pójdziesz do szkoły, żeby się nauczyć.- przerwała mi mama.
- No to możemy poszukać nawet dzisiaj jak macie czas..
Rodzice spojrzeli się na mnie, jakby nie wierzyli w to co powiedziałam. Chyba nie sądzili, że tak szybko się zgodzę. Skończyliśmy jeść posiłek, a w związku z tym, że była bardzo ładna pogoda i byłam trochę zaspana, to stwierdziłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się i wyszłam z domu. Przebiegłam przez tradycyjną trasę i wróciłam do domu. Po 50 minutach byłam z powrotem. Wzięłam prysznic, przebrałam się Sprawdziłam telefon, 3 wiadomości od: Klara, Arek, Marco. Oczywiście jako pierwszą sprawdziłam wiadomość od Marco.
No cześć :) Masz może czas, żeby jutro wpaść do mnie na trening, a później na mały wypad do kina? ;*
Przypomniało mi się, że miałam jechać z mamą na zakupy, nie sprawdzałam już wiadomości od przyjaciół, tylko zleciałam na dół i starałam się jak najszybciej wyciągnąć mamę z domu. Wyjechałyśmy po 20 minutach. Pojechałyśmy do najbliższego centrum handlowego, bo obie jeszcze nie znałyśmy Dortmundu. Po na wejściu zobaczyłyśmy duży plakat na którym najbardziej rzucał się w oczy chłopak w żółtej koszulce.. Piłkarz BVB.. Marco Reus. Na plakacie było napisane, że można się spotkać, wziąć autograf itp. Razem z mamą podeszłyśmy bliżej, żeby zobaczyć czy nie ma napisanej daty kiedy to będzie. 15 wrzesień. Spojrzałyśmy się na siebie.
- To na pewno nie dzisiaj! 15 jest chyba jutro..
Chciałam być przekonana, że go tam nie spotkam, ale tej pewności nie miałam. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy łazić po sklepach na parterze. Wjechałyśmy na 1 piętro i obchodziłyśmy kolejne sklepy. Na tym piętrze rozeszłyśmy się. Pochodziłam jeszcze chwilę i poszłam na jakąś kawę do najbliższej kawiarni. Po drodze zobaczyłam jakiś ogrodzony fotel ze stolikiem i stojących ochroniarzy. "Na pewno dla Marco"- powiedziałam " Ale skoro już tu stoją, to to musi być dzisiaj.. O nieee.. Ale na szczęście o tu nie ma" Szłam dalej i wykrakałam sobie. Kiedy mijałam róg, akurat grzebałam w torebce. W pewnym momencie poczułam taki silny odrzut i prawie upadłam, gdyby ktoś mnie nie złapał. Przeprosiłam mężczyznę na którego wpadłam i obróciłam się, żeby zobaczyć to był moim bohaterem. Tylko on ma taką blond czuprynę..
- Ehmm.. Cześć Marco.- uśmiechnęłam się nieśmiało
- No cześć - roześmiał się trochę
- Dzięki.. Gdyby nie ty, to już bym leżała..
A ten jeszcze bardziej się roześmiał.
- Takie śmieszne? - uśmiechnęłam się szerzej i po chwili też wybuchnęłam śmiechem.
- Nie ma za co, na prawdę.. Ale może.. W zamian za uratowanie życia, dałabyś się namówić na kawę i ciastko?
- Właśnie po to szłam, więc jasne że tak- uśmiechnęłam się - choodź!- złapałam się go pod rękę i poszliśmy razem do pobliskiej kawiarni.
Ludzie naokoło patrzyli się na nas jakby widzieli trójgłowego psa, a dziewczyny w moim wieku i trochę starsze, chyba chciały mnie zabić wzrokiem, ja tylko się z nich śmiałam.
Zamówiliśmy kawę i lody waniliowe, rozmawialiśmy sobie, wygłupialiśmy się i spytałam się go o to spotkanie
- No to dzisiaj.. Za godzinę..- powiedział tak jakby od niechcenia
- Nie chce ci się spotkać z fanami?
- Wiesz... Wolałbym ten czas spędzić z tobą- spojrzał w moje oczy i się uśmiechnął. Na chwilę zaniemówiłam, zachciało mi się płakać ze szczęścia- Możesz w sumie iść na te spotkanie ze mną, ale widzę, że jesteś na zakupach, a kobiecie na zakupach się nie przeszkadza..
- Ehmm.. Chętnie bym poszła, i nie chodzi nawet o zakupy, ale ja nie mogę. Wstydzę się, boję się, że źle mnie przyjmą, albo coś..
- No dobrze.. Too może, pójdziemy na zakupy razem? Podoradzam ci trochę- uśmiechnął się szeroko
- Seerio?
Nie ukrywam, trochę się zdziwiłam, że chłopak chce iść na zakupy..
- No serio, serio.- Wstał, podszedł do mnie i złapał mnie za rękę- No chodź.
Kiedy wstałam, zostawił rachunek i poszliśmy do mojego ulubionego sklepu. Przymierzałam mnóstwo ciuchów, Marco doradzał mi w czym najlepiej wyglądam. Godzina już minęła.. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Wróciłam do mamy, bo wydałam już całą swoją kasę, a mama jeszcze szalała między wieszakami. Powiedziałam mamie o całym spotkaniu, zapłaciłyśmy za zakupy i akurat kiedy wracałyśmy na parter, musiałyśmy minąć miejsce spotkania z Reusem.. Starałam się za bardzo nie patrzeć, ale kiedy mama mnie szturchnęła i obróciłam się, zobaczyłam chłopaka obok siebie. Najpierw przywitał się z mamą a później powiedział do mnie
- Wiesz co? Może zamiast tego kina, wpadnij do mnie. Będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami.
Oczywiście, jeśli twoja mama pozwoli..
- Wiesz...- rozejrzałam się po całej sali, oczy wszystkich ludzi utkwiły na nas i prawie oślepłam od blasku fleszy- w sumie to mogę wpaść. Później napisz o której i w ogóle. Na razie- chciałam jak najszybciej odejść, więc złapałam mamę za rękę i dałam krok do przodu. Obróciłam się, uśmiechnęłam i zjechałyśmy na parter.
- Mamo czy ty to widziałaś?..
- No właśnie nie wiem.. O co się zapytał, nie do końca wszystko zrozumiałam..
- Czy jutro zamiast do kina, to czy wpadnę do niego, będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami. Zapoznam się z nimi i w ogóle, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie mam córcia, nie mam..
Wyszłyśmy z centrum i pojechałyśmy do domu, akurat na kolację. Tata zrobił naleśniki, moje ulubione danie! :D Zostawiłyśmy torby wypełnione ubraniami w przedpokoju i usiadłyśmy do stołu, byłyśmy strasznie głodne. Opowiedziałyśmy tacie o całej historii z Reusem i tak dalej. Kiedy skończyłam jeść, wzięłam swoją torbę, poszłam do swojego pokoju, oczywiście o wszystkim poinformowałam Klarę i Arka i zaczęłam rozpakowywać ciuchy, przy okazji wybierałam co jutro na siebie założę. Później poszłam się trochę ogarnąć, położyłam się na łóżku i dłuuugo myślałam i myślałam.
___________________________
No i jest ! Przepraszam za kilkudniową nieobecność, ale nie było czasu na pisanie ;/ A przy okazji chciałam Wam bardzo podziękować za ponad 900 wejść <3 Jesteście kochani ;) Jeśli czytasz- zostaw komentarz. Buuziaki! ;*
~Następnego dnia~
Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, była 12:50. Szybko napisałam do Klary i Arka, ogarnęłam się troszkę i zeszłam na dół. Mama już stała w kuchni i nakładała jedzenie na talerze.
- Hmmmm, obiad na śniadanie? Brzmi nieźle!- zaśmiałam się- cześć wam!
- No hej, jak się spało?- podszedł tata i pocałował mnie w czoło na przywitanie
- Ciężko.. W ogóle zasnąć nie mogłam.. Domyślacie się chyba czemu.
- Ba! Trudno się nie domyślić- wyłonił się głos mamy wśród dźwięków smażonych jajek.- siadajcie, już idę z obiadem.
Usiedliśmy i czekaliśmy aż mama podstawi talerze. Kiedy wszyscy usiedliśmy tata poruszył temat.
- Słuchaj Blanka.. W Dortmundzie będziemy dosyć długi czas, wiesz o tym..
- Yhmm no wiem..
- No właśnie.. Ale przecież musisz chodzić do szkoły. Minął już tydzień odkąd tu jesteśmy, więc za kilka dni przydałoby się chociaż zacząć szukać szkoły do której cię przyjmą.
Całkowicie zapomniałam o szkole.. Nie miałam czasu na myślenie o tym. Tak szczerze to poczułam się tu jak na wakacjach, mimo, że jest chłodno i jest wrzesień.
- No w sumie raja, ale... Ja nawet nie znam języka. Nawet z Marco gadam po angielsku.
- No właśnie po to pójdziesz do szkoły, żeby się nauczyć.- przerwała mi mama.
- No to możemy poszukać nawet dzisiaj jak macie czas..
Rodzice spojrzeli się na mnie, jakby nie wierzyli w to co powiedziałam. Chyba nie sądzili, że tak szybko się zgodzę. Skończyliśmy jeść posiłek, a w związku z tym, że była bardzo ładna pogoda i byłam trochę zaspana, to stwierdziłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się i wyszłam z domu. Przebiegłam przez tradycyjną trasę i wróciłam do domu. Po 50 minutach byłam z powrotem. Wzięłam prysznic, przebrałam się Sprawdziłam telefon, 3 wiadomości od: Klara, Arek, Marco. Oczywiście jako pierwszą sprawdziłam wiadomość od Marco.
No cześć :) Masz może czas, żeby jutro wpaść do mnie na trening, a później na mały wypad do kina? ;*
Przypomniało mi się, że miałam jechać z mamą na zakupy, nie sprawdzałam już wiadomości od przyjaciół, tylko zleciałam na dół i starałam się jak najszybciej wyciągnąć mamę z domu. Wyjechałyśmy po 20 minutach. Pojechałyśmy do najbliższego centrum handlowego, bo obie jeszcze nie znałyśmy Dortmundu. Po na wejściu zobaczyłyśmy duży plakat na którym najbardziej rzucał się w oczy chłopak w żółtej koszulce.. Piłkarz BVB.. Marco Reus. Na plakacie było napisane, że można się spotkać, wziąć autograf itp. Razem z mamą podeszłyśmy bliżej, żeby zobaczyć czy nie ma napisanej daty kiedy to będzie. 15 wrzesień. Spojrzałyśmy się na siebie.
- To na pewno nie dzisiaj! 15 jest chyba jutro..
Chciałam być przekonana, że go tam nie spotkam, ale tej pewności nie miałam. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy łazić po sklepach na parterze. Wjechałyśmy na 1 piętro i obchodziłyśmy kolejne sklepy. Na tym piętrze rozeszłyśmy się. Pochodziłam jeszcze chwilę i poszłam na jakąś kawę do najbliższej kawiarni. Po drodze zobaczyłam jakiś ogrodzony fotel ze stolikiem i stojących ochroniarzy. "Na pewno dla Marco"- powiedziałam " Ale skoro już tu stoją, to to musi być dzisiaj.. O nieee.. Ale na szczęście o tu nie ma" Szłam dalej i wykrakałam sobie. Kiedy mijałam róg, akurat grzebałam w torebce. W pewnym momencie poczułam taki silny odrzut i prawie upadłam, gdyby ktoś mnie nie złapał. Przeprosiłam mężczyznę na którego wpadłam i obróciłam się, żeby zobaczyć to był moim bohaterem. Tylko on ma taką blond czuprynę..
- Ehmm.. Cześć Marco.- uśmiechnęłam się nieśmiało
- No cześć - roześmiał się trochę
- Dzięki.. Gdyby nie ty, to już bym leżała..
A ten jeszcze bardziej się roześmiał.
- Takie śmieszne? - uśmiechnęłam się szerzej i po chwili też wybuchnęłam śmiechem.
- Nie ma za co, na prawdę.. Ale może.. W zamian za uratowanie życia, dałabyś się namówić na kawę i ciastko?
- Właśnie po to szłam, więc jasne że tak- uśmiechnęłam się - choodź!- złapałam się go pod rękę i poszliśmy razem do pobliskiej kawiarni.
Ludzie naokoło patrzyli się na nas jakby widzieli trójgłowego psa, a dziewczyny w moim wieku i trochę starsze, chyba chciały mnie zabić wzrokiem, ja tylko się z nich śmiałam.
Zamówiliśmy kawę i lody waniliowe, rozmawialiśmy sobie, wygłupialiśmy się i spytałam się go o to spotkanie
- No to dzisiaj.. Za godzinę..- powiedział tak jakby od niechcenia
- Nie chce ci się spotkać z fanami?
- Wiesz... Wolałbym ten czas spędzić z tobą- spojrzał w moje oczy i się uśmiechnął. Na chwilę zaniemówiłam, zachciało mi się płakać ze szczęścia- Możesz w sumie iść na te spotkanie ze mną, ale widzę, że jesteś na zakupach, a kobiecie na zakupach się nie przeszkadza..
- Ehmm.. Chętnie bym poszła, i nie chodzi nawet o zakupy, ale ja nie mogę. Wstydzę się, boję się, że źle mnie przyjmą, albo coś..
- No dobrze.. Too może, pójdziemy na zakupy razem? Podoradzam ci trochę- uśmiechnął się szeroko
- Seerio?
Nie ukrywam, trochę się zdziwiłam, że chłopak chce iść na zakupy..
- No serio, serio.- Wstał, podszedł do mnie i złapał mnie za rękę- No chodź.
Kiedy wstałam, zostawił rachunek i poszliśmy do mojego ulubionego sklepu. Przymierzałam mnóstwo ciuchów, Marco doradzał mi w czym najlepiej wyglądam. Godzina już minęła.. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Wróciłam do mamy, bo wydałam już całą swoją kasę, a mama jeszcze szalała między wieszakami. Powiedziałam mamie o całym spotkaniu, zapłaciłyśmy za zakupy i akurat kiedy wracałyśmy na parter, musiałyśmy minąć miejsce spotkania z Reusem.. Starałam się za bardzo nie patrzeć, ale kiedy mama mnie szturchnęła i obróciłam się, zobaczyłam chłopaka obok siebie. Najpierw przywitał się z mamą a później powiedział do mnie
- Wiesz co? Może zamiast tego kina, wpadnij do mnie. Będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami.
Oczywiście, jeśli twoja mama pozwoli..
- Wiesz...- rozejrzałam się po całej sali, oczy wszystkich ludzi utkwiły na nas i prawie oślepłam od blasku fleszy- w sumie to mogę wpaść. Później napisz o której i w ogóle. Na razie- chciałam jak najszybciej odejść, więc złapałam mamę za rękę i dałam krok do przodu. Obróciłam się, uśmiechnęłam i zjechałyśmy na parter.
- Mamo czy ty to widziałaś?..
- No właśnie nie wiem.. O co się zapytał, nie do końca wszystko zrozumiałam..
- Czy jutro zamiast do kina, to czy wpadnę do niego, będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami. Zapoznam się z nimi i w ogóle, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie mam córcia, nie mam..
Wyszłyśmy z centrum i pojechałyśmy do domu, akurat na kolację. Tata zrobił naleśniki, moje ulubione danie! :D Zostawiłyśmy torby wypełnione ubraniami w przedpokoju i usiadłyśmy do stołu, byłyśmy strasznie głodne. Opowiedziałyśmy tacie o całej historii z Reusem i tak dalej. Kiedy skończyłam jeść, wzięłam swoją torbę, poszłam do swojego pokoju, oczywiście o wszystkim poinformowałam Klarę i Arka i zaczęłam rozpakowywać ciuchy, przy okazji wybierałam co jutro na siebie założę. Później poszłam się trochę ogarnąć, położyłam się na łóżku i dłuuugo myślałam i myślałam.
___________________________
No i jest ! Przepraszam za kilkudniową nieobecność, ale nie było czasu na pisanie ;/ A przy okazji chciałam Wam bardzo podziękować za ponad 900 wejść <3 Jesteście kochani ;) Jeśli czytasz- zostaw komentarz. Buuziaki! ;*
wtorek, 21 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 8
Obudziłam się o 19, akurat na kolację. Przebrałam się w coś luźniejszego, uczesałam się w niedbałego koka, wzięłam telefon i zeszłam na dół. Pięknie pachniało z kuchni. Rodzice siedzieli już przy stole i jedli naleśniki. Przysiadłam się do nich bo byłam strasznie głodna. Kiedy już zaczęłam jeść mama się odezwała.
- Noo Blanka. Zbliża się twoja osiemnastka. Mam nadzieję, planujesz coś?
- Emmm..-przełknęłam kęs- Ale to dopiero za 3 miesiące..
- Według ciebie dopiero, ale jak chcesz jakąś imprezę, to już teraz trzeba zacząć załatwiać.- powiedział tata stanowczym tonem.
- No niby tak.. Nie wiem. Jeszcze o niczym nie myślałam. Dajcie kilka dni. Nawet nie wiem czy chcę jakąś imprezę, czy mogę zrobić domówkę jakąś. Bo chyba wtedy jeszcze nie wrócimy do domu, nie?
- No wtedy jeszcze będziemy tu. No to masz 3 dni na zastanowienie się. Jak się zdecydujesz to od razu mów nam - uśmiechnęła się mama
Wtedy nie myślałam o osiemnastce. Byłam jeszcze zbyt oszołomiona wszystkimi wydarzeniami. Skończyłam jeść i poszłam na kanapę obejrzeć wiadomości sportowe. W sumie nie było nic ciekawego. Kiedy tak sobie leżałam poczułam wibrację od telefonu na brzuchu. Zobaczyłam sms'a
Od: Marco
Cześć Śliczna ;* Może dasz się namówić na jakąś kolację?
O matko, matko.... Nie wiedziałam co odpisać! To niecodzienna sytuacja. Ale nie każdy ma okazję iść z Marco Reusem na kolację! Zebrałam się na odwagę i napisałam
Jasne :) A kiedy?
Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź
Hmm.. Najlepiej jutro.. Koło 16, masz wtedy czas? ;)
Oczywiście napisałam, że mam i biegusiem poleciałam na górę coś ładnego wybrać, żeby jakoś wyglądać. Aż prawie się wywróciłam po drodze o dywan.. Byłam strasznie podekscytowana i w ogóle zajarana tym, że idę na kolację z Marco! Ale co chwilę przez głowę przelatywała mi myśl: "A jeśli mnie nie polubi? Albo jak zaliczę jakąś wtopę?" Ale jak najszybciej starałam się te myśli w głowy wypędzić. Po 2 godzinach grzebania w ubraniach wybrałam to:
- Noo Blanka. Zbliża się twoja osiemnastka. Mam nadzieję, planujesz coś?
- Emmm..-przełknęłam kęs- Ale to dopiero za 3 miesiące..
- Według ciebie dopiero, ale jak chcesz jakąś imprezę, to już teraz trzeba zacząć załatwiać.- powiedział tata stanowczym tonem.
- No niby tak.. Nie wiem. Jeszcze o niczym nie myślałam. Dajcie kilka dni. Nawet nie wiem czy chcę jakąś imprezę, czy mogę zrobić domówkę jakąś. Bo chyba wtedy jeszcze nie wrócimy do domu, nie?
- No wtedy jeszcze będziemy tu. No to masz 3 dni na zastanowienie się. Jak się zdecydujesz to od razu mów nam - uśmiechnęła się mama
Wtedy nie myślałam o osiemnastce. Byłam jeszcze zbyt oszołomiona wszystkimi wydarzeniami. Skończyłam jeść i poszłam na kanapę obejrzeć wiadomości sportowe. W sumie nie było nic ciekawego. Kiedy tak sobie leżałam poczułam wibrację od telefonu na brzuchu. Zobaczyłam sms'a
Od: Marco
Cześć Śliczna ;* Może dasz się namówić na jakąś kolację?
O matko, matko.... Nie wiedziałam co odpisać! To niecodzienna sytuacja. Ale nie każdy ma okazję iść z Marco Reusem na kolację! Zebrałam się na odwagę i napisałam
Jasne :) A kiedy?
Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź
Hmm.. Najlepiej jutro.. Koło 16, masz wtedy czas? ;)
Oczywiście napisałam, że mam i biegusiem poleciałam na górę coś ładnego wybrać, żeby jakoś wyglądać. Aż prawie się wywróciłam po drodze o dywan.. Byłam strasznie podekscytowana i w ogóle zajarana tym, że idę na kolację z Marco! Ale co chwilę przez głowę przelatywała mi myśl: "A jeśli mnie nie polubi? Albo jak zaliczę jakąś wtopę?" Ale jak najszybciej starałam się te myśli w głowy wypędzić. Po 2 godzinach grzebania w ubraniach wybrałam to:
Postanowiłam na razie nie mówić rodzicom o wypadzie z Reusem, pomyślałam, że zaskoczę ich jutro. Jeśli będą mieli jakieś plany to przecież zrozumieją. Poszłam jeszcze wziąć prysznic, położyłam się na łóżku i dłuugo myślałam o tym wszystkim.. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
~Następny dzień~
- Dzieeń dobry! - krzyknęłam schodząc po schodach.
- Cześć! Co ty taka dziwnie zadowolona? Po wstaniu?- odpowiedziała mama z uśmiechem na ustach
- A booo dzisiaj się wybieram na kolację! - krzyknęłam szczerząc się od ucha do ucha
- Oooo! A mogę wiedzieć kto jest takim szczęściarzem?
- Nie uwierzysz..
- Oj mów! - powiedziała z zaciekawieniem na ustach
- Z.. Marco Reusem - dalej pokazywałam zęby.
- No nie gadaj...- mina troszkę jej się zmieniła, ale dalej się uśmiechała
- No na prawdę!- krzyknęłam i rzuciłam się mamie na szyję - A gdzie tata?
- W pracy, siadaj, zaraz dam ci śniadanie
Usiadłam sobie przy stole a mama skoczyła do kuchni po kanapki i postawiła na stole. Wypytywała się o milion rzeczy i jeszcze trochę.. W pewnym momencie miałam tego troszeczkę dosyć, ale to zrozumiałe, że mama była szczęśliwa i bardzo ciekawa wszystkiego. Zjadłam, oczywiście napisałam do Klary i Arka o wszystkim. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam pisząc Arkowi o randce.. Jeśli mogę tak to nazwać :). Wiedziałam, że Arek się we mnie podkochuje od dawna. Ale w sumie to moje życie, jest przyjacielem, więc powinien być szczęśliwy razem ze mną! Od Klary otrzymałam odpowiedź po kilku sekundach. Na początku musiałam ją przekonywać z 5 razy, że nie kłamie, ale w końcu uwierzyła. Arek nie odpisywał w ogóle. Zbliżała się 12, postanowiłam pójść sobie trochę pobiegać, lepiej poznać okolicę i tak dalej. Przebrałam się i wybiegłam z domu. Biegłam przez park, koło jakiegoś dużego placu i przez małe osiedle.Już byłam pod domem ii nagle JEBUT! Leżę na ziemi.. Powoli się podnosiłam. Od razu zobaczyłam na kolana i na łokcie
- Żebym tylko nie miała nic zdarte- powtarzałam szybko
I na szczęście byłam cała.. Do domu te kilka metrów wróciłam już pieszo, wolałam się nie narażać. Weszłam do salonu, było już koło 13, akurat był obiad. Zjadłam troszkę i poleciałam się ogarniać. Wzięłam prysznic, nałożyłam lekki makijaż, uczesałam się w luźnego, ale schludnego koka i poszłam założyć sukienkę. Sto tysięcy razy przeglądałam się w lustrze i pytałam mamy czy dobrze wyglądam. Oczywiście każda odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Pięknie wyglądasz, uwierz","Ślicznie", "No no, na prawdę ładnie!", "Na pewno mu się spodobasz!" . Moje rozmyślania nad wyglądem przerwał dzwonek telefonu. Zobaczyłam
Od: Marco
Wyjrzyj przez okno Piękna ;* :)
Cooo? To już?! 16? Tak, była już 16. Tak szybko zleciał mi czas.. Wyjrzałam przez okno w kuchni i zobaczyłam przystojnego blondyna w marynarce i jeansach opierającego się o swój czarny samochód z uwodzicielskim uśmieszkiem na twarzy. Nawet nie wiem czy się uśmiechnęłam kiedy mnie zobaczył. Kompletnie nie kontrolowałam tego, nogi mi się ugięły i zrobiło mi się trochę słabo, odeszłam od okna, popatrzyłam na mamę, a ta mnie przytuliła i powiedziała " Trzymaj się, powodzenia" i pocałowała w czoło. Nic nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się, założyłam buty, lekką kurtkę, jeszcze raz się przejrzałam w lustrze i stanęłam za drzwiami domu. Poczułam dziwny, zimny dreszcz przechodzący przez całe moje ciało i podeszłam do Marco.
- To jak? Jedziemy? - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do samochodu.
- Oczywiście! Dzięki.-odpowiedziałam nieśmiało uśmiechając się i wsiadłam do auta
Po chwili Marco pojawił się obok mnie. Poczułam jego piękny zapach perfum. Złapał za kierownicę, spojrzał się na mnie, ja na niego.
- Too mogę wiedzieć gdzie mnie zabierasz? - ciągle mówiłam tak jakbym miała kulkę w gardle.
- Heh.. No zobaczysz - uśmiechnął się i nacisnął na gaz.
Miałam cichą nadzieję, że nie zabiera mnie do jakieś bardzo ekskluzywnej restauracji. Nigdy nie wiem którego widelca do czego użyć. W pewnym momencie zupełnie się rozluźniłam. Kulka z gardła zniknęła i zimny dreszcz ustąpił. Kiedy jechaliśmy żadne nie pozwoliło na to, żeby chociaż chwilę było cicho. Na początku mówił tylko Marco, a później ja się dołączyłam. Wygłupialiśmy się, śpiewaliśmy i śmialiśmy przez całą drogę. W trasie byliśmy już dobre 40 minut, więc zapytałam się jeszcze raz
- Marco... Powiedz mi gdzie jedziemy, prooooszę - zrobiłam słodkie oczka i minę proszącego pieska
- Oj no zaraz się dowiesz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi - zaśmiał się.
I rzeczywiście. Po 5 minutach stanęliśmy przed jakąś. Nie była to restauracja, to dobrze, ale to była knajpa, w której zwykle popijano sobie piwko z kolegami. Weszliśmy do tej knajpy, poczułam zapach spalonych frytek i pomyślałam" O nie.. Ja nie chcę tu być" , ale oczywiście nic nie mówiłam. Jednak nie siadaliśmy do żadnego stolika, ominęliśmy ladę i szliśmy do jakichś drzwi. Wyszliśmy przez nie z powrotem na zewnątrz, skręciliśmy w prawo i zobaczyłam cudowny zachód słońca odbijający się w wodzie rzeki. I mostek nad rzeką, na którym stał stolik ze świecami.. Zaczęło mi się płakać ze szczęścia, starałam się to powstrzymać, ale mi się nie udało.
- Nie płacz, coś Ty.. - przytulił mnie i pocałował w policzek.
Wziął mnie za rękę, podprowadził do stolika, odsunął jedno krzesło i powiedział patrząc głęboko w moje oczy
- Zapraszam Panią na kolację przy świecach- uśmiechnął się
Odsunął się i złapał za oparcie krzesła. Stanęłam przy stoliku, a jak siadałam, Marco podsunął mi krzesło. Po chwili sam usiadł i patrzył się w moje oczy. Za kilka sekund pojawił się obok nas kelner z lampkami wina na tacce. Postawił na stoliku, spojrzał się na Marco i powiedział
- No no. Dobrze Pan wybiera - starał się cicho ale ja i tak usłyszałam.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Podziękowałam za komplement, a kelner odszedł po drugą część zamówienia.
- No więc. Za chwilę- blondyn podniósł lampkę wina i wystawił do "stuknięcia"
- Za chwilę - uśmiechnęłam się i zrobiłam to samo.
Wypiliśmy po łyczku wina i na stole pojawiła się kolacja. Podczas jedzenia nie obyło się bez wygłupów! Prawie cały czas się śmialiśmy. W pewnym momencie nawet Marco rzucił pomysł, żeby pobawić się w "Kto dalej wyrzuci jedzeniem z łyżeczki". Zgodziłam się, bo w sumie mogła być dobra zabawa i nie myliłam się! Bawiliśmy się świetnie, mimo że bardzo dziwnie. Na dworze zrobiło się zimno, bo już był wieczór, a przecież to był początek jesieni. Kiedy o tym powiedziałam, Marco oddał mi swoją marynarkę, poszedł jeszcze po koc, nie wiem skąd go wziął, ale przyszedł z kocem, usiedliśmy na mostku i patrzeliśmy w gwiazdy. W pewnym momencie poczułam rękę chłopaka na swoim ramieniu. Spojrzałam się na niego, on na mnie, uśmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze bardziej. Normalnie, to może bym tego nie zrobiła, ale było coraz zimniej. Opowiadaliśmy sobie różne historie, przeszło nawet na historie o duchach, ale kazałam mu przestać, bo strasznie się bałam. Później bym się cykała przez tydzień chodzić sama po ciemku. Była już 21, wstaliśmy, przeszliśmy przez knajpkę i poszliśmy do samochodu. Marco podwiózł mnie pod sam dom. Wyszłam z auta i stanęłam, żeby pożegnać się z Marco. Podszedł do mnie, złapał za rękę i udał się w stronę moich drzwi. Stanęliśmy na wycieraczce, spojrzał prosto w moje oczy i powiedział.
- Too.. Do zobaczenia, mam nadzieję.- powiedział troszkę nieśmiało
- Do zobaczenia- odpowiedziałam i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Dziękuję..
- Za co?
- Za ten dzień.. Za wszystko. Cieszę się, że spotkałem akurat ciebie wtedy na stadionie.
- Hah.. Ja też dziękuję. - zobaczyłam mamę, która stała w oknie kuchni i wykręcała głowę, żeby cokolwiek zobaczyć- Oo.. Twoja marynarka. Proszę.- uśmiechnęłam się
- Dzięki. Odezwę się. Pa Śliczna - uśmiechnął się szeroko i tym razem to on pocałował mnie w policzek.
Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam i kiedy odjeżdżał pomachałam mu i weszłam do domu. Poszłam do salonu, nie ściągałam butów ani kurtki, obróciłam się w kierunku mamy
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!! - wydarłam się jak najgłośniej mogłam, zaczęłam się śmiać i płakać ze szczęścia i rzuciłam się na mamę. Ona mnie tylko przytuliła i cieszyła się razem ze mną. Na razie o nic nie pytała, wiedziała, że nawet nie będę w stanie nic odpowiedzieć. Po kilku minutach płakania i śmiania się, puściłam jej szyję i wtedy mama już się domyśliła się, że nie musi się już o nic pytać, domyśliła się, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
-------------------------------------------------------
Kolejny rozdział po krótkiej przerwie! :) Jeśli czytasz- komentuj. To dla mnie bardzo ważne! To mnie motywuje do dalszego pisania :) Buuuuuziaki! :*
niedziela, 19 stycznia 2014
Tak na marginesie :)
Witajcie kochani!!! Przepraszam za moją kilkudniową nieobecność, ale wiecie.. Szkoła.. ;// Ale już niedługo będzie następny rozdział ! <3 I bardzo Was proszę, jeśli przeczytaliście, to zostawiajcie komentarze pod rozdziałami, bo nie wiem czy pisać dalej.. :) Od teraz, każdy może komentować, nawet ten kto nie ma konta na Google ! Buuuuuuziak! ;*
wtorek, 14 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 7
Pierwsza noc w Dortmundzie. Jak to fajnie brzmi .. Wstałam, poszłam się trochę ogarnąć, ubrać i zeszłam na dół na śniadanie. W jadalni czekali już na mnie rodzice, przy kanapkach i ciepłym kakałku. Przywitałam się z nimi i zabrałam się do jedzenia. Podczas posiłku gadaliśmy sobie, śmialiśmy się i kiedy zapadła cisza mama wydukała.
- No powiedz jej już..- podniosła wzrok na tatę.
- Jeszcze nie - odpowiedział starając się tak mówić, żebym się nie kapnęła o co chodzi.
- No jak chcesz..
- Ale o czym?!- wtrąciłam się
- Ehmmm.. No dobra, skoro tak szybko chcesz wiedzieć, to dzisiaj cię gdzieś zabieram.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
- Oooo! A gdzie?
- A to już niespodzianka, skoczę do pracy na chwilę, a ty za 2 godziny bądź gotowa.- zaczął wstawać z krzesła
- Noo dobra! A jak mam się ubrać?
- Hmm.. To nie jest kwestia dla mnie.. Emm.. Mama ci podpowie! - puścił oczko, odwrócił się i wyszedł..
Myślałam na tym, żeby mamy się zapytać, czy wie dokąd tata mnie zabiera. Ale w sumie to niee.. Zepsułabym sobie niespodziankę. Dokończyłam śniadanie i śmignęłam na górę, żeby wziąć prysznic i jakoś się ubrać. Na początku próbowałam dobrać coś sama, ale za dużo tego było, więc zawołałam mamę. Po 15 minutach przebierania, wybierania i dobierania ciuchów wybrałyśmy to. Uczesałam się, umalowałam i usiadłam na sofie w salonie, włączyłam wiadomości sportowe, napisałam do Arka i Klary i czekałam na tatę. Przy okazji jeszcze pomogłam mamie do końca porozkładać ubrania w szafkach. O 12 tata wrócił.
- To co? Gotowa?- krzyknął, nawet nie zdejmując kurtki.
- Gotowa!- odpowiedziałam radośnie i pobiegłam do taty.- paa mamo!- zamknęłam za sobą drzwi i poleciałam do samochodu.
- Ale weź mi powiedz gdzie właściwie jedziemy!
- No zobaczysz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi- zaśmiał się, a ja lekko klepnęłam go po ramieniu.
Po 15 minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek, trochę przypominał biuro, ale był bez żadnego szyldu ani nic..
- To tu?- zapytałam wyglądając przez okno
- No tu, tu. Wysiadaj. Zaraz się spóźnimy - wstał z fotela - No już już!- uśmiechnął się.
- No wysiadam
Otworzyłam drzwi od samochodu, postawiłam nogi na chodniku i poszłam przed siebie z tatą obok. Weszliśmy do budynku, tata wszedł na chwilę w jakieś drzwi, kazał mi poczekać, ale po niecałej minucie wyszedł. Wyszliśmy z tego biura i zakręciliśmy. Po 2 minutach zobaczyłam too. Nie miałam pojęcia jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć! Może dlatego że było tam tyle drzew i byłam zajęta rozmową i rozglądaniem się na około. Ale kiedy ujrzałam to cudo, nogi mi się ugięły. Roześmiałam się nie dowierzając, że na prawdę tu jestem.
- Na prawdę tato?!- spojrzałam na niego błyszczącymi oczami
- Na prawdę! Na prawdę zabieram cię na stadion. Na razie tylko na trening, ale mam nadzieję, że to wystarczy?- przekrzywił głowę i uśmiechnął się
- Matko Boska! Tato nawet nie wiesz jak bardzo wystarczy! Jeejuu! Kocham cię! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję
- Dobra, dobra.. Chodź, bo się spóźnimy.
Puściłam tatę i razem udaliśmy się w kierunku stadionu. Cały czas śmiałam się i cieszyłam jak jakaś psychopatka. W końcu weszliśmy do środka. Na murawie jeszcze nikogo nie było, więc tata kazał mi usiąść na trybuny. Ale kiedy się dowiedziałam, że tata ma iść do Jurgena Kloppa, nie pozwoliłam, aby szedł sam. Trochę się denerwowałam, bo przecież nie umiem nic nawet powiedzieć po niemiecku. A jak się mnie o coś zapyta, a ja będę stała jakbym dostała gongiem po głowie? Co w tedy? Jednak chęć zobaczenia go, przewyższała moje zmartwienia. Poszłam z tatą w kierunku szatni. Najpierw zapukaliśmy, kiedy dali znak, że można wejść otworzyliśmy drzwi i tam zobaczyłam ich.. Reus, Błaszczykowski, Piszczek i reszta zawodników BVB. Ugięły mi się nogi i zapomniałam o całym bożym świecie. Nawet się nie zorientowałam, kiedy tata zaczął wychodzić. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, bo tata wychodził a ja dalej stałam, uśmiechałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. Musiał mnie nieźle szturchnąć żebym się ocknęła. Później się ze mnie cały czas śmiał :D. Okazało się, że trenera nie było w szatni, więc poszliśmy do takiego pomieszczenia zapełnionego kluczami od szatni, schowków itp. Zapukaliśmy, a po chwili weszliśmy do środka. Faceci przywitali się uściskiem ręki, w sumie spodziewałam się tego.. ale po chwili rękę podał też mi.. A tego to kompletnie bym się nie spodziewała! Nieśmiało odwzajemniłam gest i powiedziałam "Dzień dobry", oczywiście po niemiecku. Chwilę rozmawiali i wracaliśmy razem na miejsce treningu. Klopp jeszcze musiał skoczyć do chłopaków na chwilę. Ja z tatą poszliśmy na trybuny i czekaliśmy aż wyjdą.
- I jak? Podoba ci się? - zapytał się przerywając ciszę.
- Czy mi się podoba? Tato, tu jest cudownie.. Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu! Dziękuję..- przytuliłam się do niego, a po policzku spłynęła mi łza, oczywiście ze szczęścia.- O patrz, patrz! Wychodzą! Jeezu jacy oni przystojni.. - podparłam się ręką.
- Może któremuś się spodobasz.. - roześmiał się i spojrzał na mnie.
Również spojrzałam na niego wzrokiem w stylu : "żartujesz sobie człowieku?.." i też zaczęłam się śmiać. Po chwili odwróciłam wzrok i zapatrzyłam się w piłkarzy. Trening trwał około 2 godziny. Może niektórych by nudziło siedzenie 2 godziny i wgapianie się w dziwaczne ćwiczenia, jednak ja wgapiałam się w każdy jeden ruch. Zauważyłam, że niektórzy bardzo często zwracali na nas uwagę. To pewnie dlatego, że nie miewają gości na swoich treningach. Po tym jak piłkarze zeszli z boiska, my z tatą również zeszliśmy z trybun. Tata jeszcze na chwilę musiał pójść do Jurgena, tym razem mówił, żebym została na zewnątrz. W pewnej chwili poczułam potrzebę pójścia do toalety. Nie chciałam wchodzić i im przeszkadzać, żadnej sprzątaczki ani nikogo nie było, więc sama musiałam poszukać jakiegoś miejsca. Napisałam do taty, że jakby coś, szukam toalety i jak skończy to niech zadzwoni. Chodziłam tymi korytarzami, chodziłam i chodziłam aż w końcu trafiłam. Weszłam, nawet nie przeglądałam się w lusterku i już byłam przy drzwiach do miejsca z sedesem, kiedy za rogiem kogoś zobaczyłam. Gorsze było to, że to był facet. A najgorsze było to, że to był.. Marco Reus... Ja oczywiście głupia nie zwróciłam uwagi na oznakowanie drzwi. Spojrzałam na twarz chłopaka. Śmiejącą się twarz.. I to jeszcze jak..
- O MY GOD!- nie umiałam po niemiecku, więc powiedziałam po angielsku i walnęłam facepalm'a.
- Hhahahah! Ok ok, zdarza się. Jestem Marco, alee my się już chyba dzisiaj widzieliśmy?- powiedział również po angielsku wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu wydukałam
- Blanka. Tak tak, w szatni- odwzajemniłam gest
- Blaa.. Blee... nn. Blenka! - próbował wymówić moje imię
- No może być Blenka! Miło mi
- Mi również. Emm.. Chyba chciałaś iść do toalety..
- A taak..Przepraszam.
- Wyjdę na zewnątrz, poczekam na ciebie! - krzyknął i zaraz usłyszałam trzask drzwi.
Weszłam do małego pomieszczenia, załatwiłam swoją potrzebę, wyszłam i oparłam się o ścianę patrząc w lustro
- Haa... Gadałam z Marco Reus'em... Z Reus'em!- pomyślałam.
I dopiero wtedy uświadomiłam sobie powagę całej sytuacji. Umyłam ręce, ogarnęłam się troszkę i wyszłam na zewnątrz. Naprzeciwko drzwi, oparty o ścianę piłkarz czekał na mnie.
- Niecierpliwiłem się..
- Wiesz.. Kobieta przed lustrem - zaśmiałam sie i on również
- Pan Kler to twój tata tak?
- Skąd wiesz?
- Noo.. idzie się domyślić.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
Akurat w tym momencie tata musiał zadzwonić... Świetnie.. Gadam z zawodnikiem BVB i akurat musimy wracać. Przeprosiłam Marco i odebrałam telefon. Kiedy powiedziałam, że muszę już lecieć dziwnie posmutniał. Odprowadził mnie pod drzwi pokoiku w którym siedział Klopp. Przez drogę cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i trochę wygłupialiśmy. Kiedy tata zobaczył mnie z Reus'em strasznie wytrzeszczył oczy.
- Emm więc. Musisz już iść? - zapytał się Marco.
- No niestety chyba tak..
- A wrócisz jeszcze?
- No nie wiem.. Może tata jeszcze zabierze mnie na trening!
- Too może zostaniemy w kontakcie?
"W kontakcie? O jeny... To się dzieje na prawdę?"- pomyślałam.
- Wymiana numerami telefonów?
- No to dawaj swój
Podałam mu swój numer, on podał mi swój, jeszcze sprawdziliśmy czy dobrze i nadszedł czas na pożegnanie.
- Więc.. Do zobaczenia! Mam nadzieję - spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się
- Do zobaczenia, na pewno
Odwróciłam wzrok i podbiegłam do taty.
- O nic nie pytaj. W samochodzie ci o wszystkim opowiem- wzięłam tatę pod rękę i wyszliśmy z terenu stadionu.
W czasie drogi do domu, powiedziałam całą historię, oczywiście kochany tatuś się śmiał jak opętany. Ale kiedy powiedziałam, że mam jego numer i że on chce się spotkać, kompletnie nie mógł uwierzyć. Musiałam pokazywać dowody. Kiedy wróciłam do domu na obiad i opowiedziałam o wszystkim też mamie, musiałam zrobić to samo. Po obiedzie napisałam do Klary i Arka o całym dniu i poszłam się na chwilę zdrzemnąć.
- No powiedz jej już..- podniosła wzrok na tatę.
- Jeszcze nie - odpowiedział starając się tak mówić, żebym się nie kapnęła o co chodzi.
- No jak chcesz..
- Ale o czym?!- wtrąciłam się
- Ehmmm.. No dobra, skoro tak szybko chcesz wiedzieć, to dzisiaj cię gdzieś zabieram.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
- Oooo! A gdzie?
- A to już niespodzianka, skoczę do pracy na chwilę, a ty za 2 godziny bądź gotowa.- zaczął wstawać z krzesła
- Noo dobra! A jak mam się ubrać?
- Hmm.. To nie jest kwestia dla mnie.. Emm.. Mama ci podpowie! - puścił oczko, odwrócił się i wyszedł..
Myślałam na tym, żeby mamy się zapytać, czy wie dokąd tata mnie zabiera. Ale w sumie to niee.. Zepsułabym sobie niespodziankę. Dokończyłam śniadanie i śmignęłam na górę, żeby wziąć prysznic i jakoś się ubrać. Na początku próbowałam dobrać coś sama, ale za dużo tego było, więc zawołałam mamę. Po 15 minutach przebierania, wybierania i dobierania ciuchów wybrałyśmy to. Uczesałam się, umalowałam i usiadłam na sofie w salonie, włączyłam wiadomości sportowe, napisałam do Arka i Klary i czekałam na tatę. Przy okazji jeszcze pomogłam mamie do końca porozkładać ubrania w szafkach. O 12 tata wrócił.
- To co? Gotowa?- krzyknął, nawet nie zdejmując kurtki.
- Gotowa!- odpowiedziałam radośnie i pobiegłam do taty.- paa mamo!- zamknęłam za sobą drzwi i poleciałam do samochodu.
- Ale weź mi powiedz gdzie właściwie jedziemy!
- No zobaczysz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi- zaśmiał się, a ja lekko klepnęłam go po ramieniu.
Po 15 minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek, trochę przypominał biuro, ale był bez żadnego szyldu ani nic..
- To tu?- zapytałam wyglądając przez okno
- No tu, tu. Wysiadaj. Zaraz się spóźnimy - wstał z fotela - No już już!- uśmiechnął się.
- No wysiadam
Otworzyłam drzwi od samochodu, postawiłam nogi na chodniku i poszłam przed siebie z tatą obok. Weszliśmy do budynku, tata wszedł na chwilę w jakieś drzwi, kazał mi poczekać, ale po niecałej minucie wyszedł. Wyszliśmy z tego biura i zakręciliśmy. Po 2 minutach zobaczyłam too. Nie miałam pojęcia jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć! Może dlatego że było tam tyle drzew i byłam zajęta rozmową i rozglądaniem się na około. Ale kiedy ujrzałam to cudo, nogi mi się ugięły. Roześmiałam się nie dowierzając, że na prawdę tu jestem.
- Na prawdę tato?!- spojrzałam na niego błyszczącymi oczami
- Na prawdę! Na prawdę zabieram cię na stadion. Na razie tylko na trening, ale mam nadzieję, że to wystarczy?- przekrzywił głowę i uśmiechnął się
- Matko Boska! Tato nawet nie wiesz jak bardzo wystarczy! Jeejuu! Kocham cię! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję
- Dobra, dobra.. Chodź, bo się spóźnimy.
Puściłam tatę i razem udaliśmy się w kierunku stadionu. Cały czas śmiałam się i cieszyłam jak jakaś psychopatka. W końcu weszliśmy do środka. Na murawie jeszcze nikogo nie było, więc tata kazał mi usiąść na trybuny. Ale kiedy się dowiedziałam, że tata ma iść do Jurgena Kloppa, nie pozwoliłam, aby szedł sam. Trochę się denerwowałam, bo przecież nie umiem nic nawet powiedzieć po niemiecku. A jak się mnie o coś zapyta, a ja będę stała jakbym dostała gongiem po głowie? Co w tedy? Jednak chęć zobaczenia go, przewyższała moje zmartwienia. Poszłam z tatą w kierunku szatni. Najpierw zapukaliśmy, kiedy dali znak, że można wejść otworzyliśmy drzwi i tam zobaczyłam ich.. Reus, Błaszczykowski, Piszczek i reszta zawodników BVB. Ugięły mi się nogi i zapomniałam o całym bożym świecie. Nawet się nie zorientowałam, kiedy tata zaczął wychodzić. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, bo tata wychodził a ja dalej stałam, uśmiechałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. Musiał mnie nieźle szturchnąć żebym się ocknęła. Później się ze mnie cały czas śmiał :D. Okazało się, że trenera nie było w szatni, więc poszliśmy do takiego pomieszczenia zapełnionego kluczami od szatni, schowków itp. Zapukaliśmy, a po chwili weszliśmy do środka. Faceci przywitali się uściskiem ręki, w sumie spodziewałam się tego.. ale po chwili rękę podał też mi.. A tego to kompletnie bym się nie spodziewała! Nieśmiało odwzajemniłam gest i powiedziałam "Dzień dobry", oczywiście po niemiecku. Chwilę rozmawiali i wracaliśmy razem na miejsce treningu. Klopp jeszcze musiał skoczyć do chłopaków na chwilę. Ja z tatą poszliśmy na trybuny i czekaliśmy aż wyjdą.
- I jak? Podoba ci się? - zapytał się przerywając ciszę.
- Czy mi się podoba? Tato, tu jest cudownie.. Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu! Dziękuję..- przytuliłam się do niego, a po policzku spłynęła mi łza, oczywiście ze szczęścia.- O patrz, patrz! Wychodzą! Jeezu jacy oni przystojni.. - podparłam się ręką.
- Może któremuś się spodobasz.. - roześmiał się i spojrzał na mnie.
Również spojrzałam na niego wzrokiem w stylu : "żartujesz sobie człowieku?.." i też zaczęłam się śmiać. Po chwili odwróciłam wzrok i zapatrzyłam się w piłkarzy. Trening trwał około 2 godziny. Może niektórych by nudziło siedzenie 2 godziny i wgapianie się w dziwaczne ćwiczenia, jednak ja wgapiałam się w każdy jeden ruch. Zauważyłam, że niektórzy bardzo często zwracali na nas uwagę. To pewnie dlatego, że nie miewają gości na swoich treningach. Po tym jak piłkarze zeszli z boiska, my z tatą również zeszliśmy z trybun. Tata jeszcze na chwilę musiał pójść do Jurgena, tym razem mówił, żebym została na zewnątrz. W pewnej chwili poczułam potrzebę pójścia do toalety. Nie chciałam wchodzić i im przeszkadzać, żadnej sprzątaczki ani nikogo nie było, więc sama musiałam poszukać jakiegoś miejsca. Napisałam do taty, że jakby coś, szukam toalety i jak skończy to niech zadzwoni. Chodziłam tymi korytarzami, chodziłam i chodziłam aż w końcu trafiłam. Weszłam, nawet nie przeglądałam się w lusterku i już byłam przy drzwiach do miejsca z sedesem, kiedy za rogiem kogoś zobaczyłam. Gorsze było to, że to był facet. A najgorsze było to, że to był.. Marco Reus... Ja oczywiście głupia nie zwróciłam uwagi na oznakowanie drzwi. Spojrzałam na twarz chłopaka. Śmiejącą się twarz.. I to jeszcze jak..
- O MY GOD!- nie umiałam po niemiecku, więc powiedziałam po angielsku i walnęłam facepalm'a.
- Hhahahah! Ok ok, zdarza się. Jestem Marco, alee my się już chyba dzisiaj widzieliśmy?- powiedział również po angielsku wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu wydukałam
- Blanka. Tak tak, w szatni- odwzajemniłam gest
- Blaa.. Blee... nn. Blenka! - próbował wymówić moje imię
- No może być Blenka! Miło mi
- Mi również. Emm.. Chyba chciałaś iść do toalety..
- A taak..Przepraszam.
- Wyjdę na zewnątrz, poczekam na ciebie! - krzyknął i zaraz usłyszałam trzask drzwi.
Weszłam do małego pomieszczenia, załatwiłam swoją potrzebę, wyszłam i oparłam się o ścianę patrząc w lustro
- Haa... Gadałam z Marco Reus'em... Z Reus'em!- pomyślałam.
I dopiero wtedy uświadomiłam sobie powagę całej sytuacji. Umyłam ręce, ogarnęłam się troszkę i wyszłam na zewnątrz. Naprzeciwko drzwi, oparty o ścianę piłkarz czekał na mnie.
- Niecierpliwiłem się..
- Wiesz.. Kobieta przed lustrem - zaśmiałam sie i on również
- Pan Kler to twój tata tak?
- Skąd wiesz?
- Noo.. idzie się domyślić.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
Akurat w tym momencie tata musiał zadzwonić... Świetnie.. Gadam z zawodnikiem BVB i akurat musimy wracać. Przeprosiłam Marco i odebrałam telefon. Kiedy powiedziałam, że muszę już lecieć dziwnie posmutniał. Odprowadził mnie pod drzwi pokoiku w którym siedział Klopp. Przez drogę cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i trochę wygłupialiśmy. Kiedy tata zobaczył mnie z Reus'em strasznie wytrzeszczył oczy.
- Emm więc. Musisz już iść? - zapytał się Marco.
- No niestety chyba tak..
- A wrócisz jeszcze?
- No nie wiem.. Może tata jeszcze zabierze mnie na trening!
- Too może zostaniemy w kontakcie?
"W kontakcie? O jeny... To się dzieje na prawdę?"- pomyślałam.
- Wymiana numerami telefonów?
- No to dawaj swój
Podałam mu swój numer, on podał mi swój, jeszcze sprawdziliśmy czy dobrze i nadszedł czas na pożegnanie.
- Więc.. Do zobaczenia! Mam nadzieję - spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się
- Do zobaczenia, na pewno
Odwróciłam wzrok i podbiegłam do taty.
- O nic nie pytaj. W samochodzie ci o wszystkim opowiem- wzięłam tatę pod rękę i wyszliśmy z terenu stadionu.
W czasie drogi do domu, powiedziałam całą historię, oczywiście kochany tatuś się śmiał jak opętany. Ale kiedy powiedziałam, że mam jego numer i że on chce się spotkać, kompletnie nie mógł uwierzyć. Musiałam pokazywać dowody. Kiedy wróciłam do domu na obiad i opowiedziałam o wszystkim też mamie, musiałam zrobić to samo. Po obiedzie napisałam do Klary i Arka o całym dniu i poszłam się na chwilę zdrzemnąć.
poniedziałek, 13 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 6 - DORTMUND!!!
~Dzień wyjazdu, 8:00~
- To jak? Gotowa? - zapytała z uśmiechem na ustach mama.
- Czekaj, czekaj, pomyśle czy niczego nie zapomniałam.. Hmmm.. Dobra, jest okej. Gotowa!
- No to lecimy!
Wyszłyśmy z domu, zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się w kierunku lotniska. Samolot miałyśmy dopiero za 2 godziny, więc nie musiałyśmy się specjalnie spieszyć. Nie ukrywam, że byłam coraz bardziej podekscytowana. W końcu Dortmund to moje ulubione miasto i jeszcze w dodatku BVB! Na ich punkcie kompletnie szalałam.. Marzyłam o tym, żeby w trakcie pobytu, pójść na chociaż jeden mecz. I miałam wielką nadzieję, że moje marzenie się spełni.
Przez całą drogę na lotnisko, nie rozmawiałyśmy. Z Polą i Arkiem też jeszcze nie pisałam.
W pewnym momencie mama wyrwała mnie z letargu:
- No Blanka, wysiadaj, jesteśmy!
Podniosłam głowę i przez sekundkę nie wiedziałam o co chodzi. Wyjrzałam przez okno w samochodzie, otworzyłam drzwi, a uśmiech zajmował coraz więcej powierzchni na mojej twarzy. Wzięłyśmy walizki z bagażnika, zapłaciłyśmy i podziękowałyśmy, i poszłyśmy w stronę portu lotniczego. Na miejscu nie musiałyśmy czekać długo, przyszłyśmy w samą porę.
Samolotem leciałyśmy około półtora godziny. Czas zleciał mi dosyć dobrze. Żartowałyśmy sobie, wygłupiałyśmy się i nie było żadnych komplikacji. Kiedy wylądowałyśmy, poczułam takie dziwne ciepło w środku. Nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę tatę. Nie czekając ani chwili, zamówiłyśmy taksówkę. Mama w miarę umiała niemiecki, więc jakoś sobie poradziłam. Ja stałam i czułam się jakbym była wśród kosmitów, bo prawie nic nie rozumiałam. Jakoś nie ciągnęło mnie do nauki niemca w szkole. Jechałyśmy ulicami Dortmundu i może mi się wydawało, a może nie, ale nigdy nie widziałam tak pięknego miasta. Po półgodzinnej jeździe dotarłyśmy pod dom taty. Na początku nie miałyśmy zielonego pojęcia, czy dobrze trafiłyśmy. Adres się zgadzał, ale ten dom był jakiś taki za piękny. Wymieniłyśmy spojrzenia i patrzyłyśmy w ten budynek, jakbyśmy zobaczyły osła tańczącego breakdance. W pewnym momencie, jakiś kompletnie nam nie znany mężczyzna wybiegł przed dom i dał gest ręką, żebyśmy bez krępowania wchodziły. Chwilkę się zastanawiałyśmy, ale skoro wołał, to weszłyśmy. Kiedy minęłyśmy próg, zobaczyłyśmy mega booskie pokoje. Poszłyśmy troszkę dalej wgłąb domu i przy kuchni zobaczyłam mężczyznę, którego tak bardzo chciałam zobaczyć. Roześmiałam i rzuciłam się tacie na szyję. On oczywiście też ogromnie się cieszył, ale w pewnym momencie powiedział.
- No dobra młoda, z mamą też się muszę przywitać.
Zbliżyli się do siebie, a ja sobie usiadłam przy stole i chociaż troszkę starałam się rozmawiać z mężczyzną, który zaprosił nas do domu. Dowiedziałam się, że ma na imię Alan i ma 34 lata. Jednak informacja, której jeszcze się dowiedziałam, kompletnie mnie zamurowała. Alan jest zastępcą trenera BVB!!! Oczywiście tysiąc myśli w głowie, odnośnie meczów itp. Naszą rozmowę przerwał tata. Przedstawił Alana mamie i mi. Mówił, że jest jego przyjacielem z pracy. Ale skoro Alan jest zastępcą Kloppa, to tata nie prowadzi firmy? Pogubiłam się. Zapytałam o to taty.
- No właaśnie.. - zaczął niepewnie - Miałem o tym powiedzieć później, ale Blanka już zaczęła, więc.. Zmieniłem pracę..- spojrzał się na mamę.
- A kim teraz jesteś? - szybko się wtrąciłam.
- Pewnie to Cię ucieszy.- uśmiech na mojej twarzy był coraz większy- To jest taka fucha, że ogarniam wszystkie mecze BVB i je spisuje, łącznie z wynikami.
- Czyli że..?
- Czyli że mam wstępy na mecze Borussi!
- Jeeejuu! Tato to cudoownie!
Biegałam po pokoju jak poparzona i widać było, że każdy był rozbawiony tą sytuacją.
- A co z firmą?- zapytała podejrzliwie mama.
- Oddałem ją mojemu dobremu przyjacielowi na czas próbny. Spokojnie... Wszystko jest w dobrych rękach- powiedział i objął mamę ramieniem.
- To co Blanka? - powiedziała, kiedy już się uspokoiłam- idziemy się rozpakować?
- No a jak!! Lecimy!
Pierwsza wleciałam na górę i wybrałam sobie pokój z łazienką. Zaczęłam rozkładać swoje rzeczy w szafkach, a kiedy skończyłam zajrzałam do pokoju mamy. Ona też już była prawie rozpakowana, więc poczekałam na nią, ogarnęłam jej sypialnię i zeszłyśmy na dół.
______________________________________________
Taki trochę krótki i lipny, no ale jest! :D
- To jak? Gotowa? - zapytała z uśmiechem na ustach mama.
- Czekaj, czekaj, pomyśle czy niczego nie zapomniałam.. Hmmm.. Dobra, jest okej. Gotowa!
- No to lecimy!
Wyszłyśmy z domu, zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się w kierunku lotniska. Samolot miałyśmy dopiero za 2 godziny, więc nie musiałyśmy się specjalnie spieszyć. Nie ukrywam, że byłam coraz bardziej podekscytowana. W końcu Dortmund to moje ulubione miasto i jeszcze w dodatku BVB! Na ich punkcie kompletnie szalałam.. Marzyłam o tym, żeby w trakcie pobytu, pójść na chociaż jeden mecz. I miałam wielką nadzieję, że moje marzenie się spełni.
Przez całą drogę na lotnisko, nie rozmawiałyśmy. Z Polą i Arkiem też jeszcze nie pisałam.
W pewnym momencie mama wyrwała mnie z letargu:
- No Blanka, wysiadaj, jesteśmy!
Podniosłam głowę i przez sekundkę nie wiedziałam o co chodzi. Wyjrzałam przez okno w samochodzie, otworzyłam drzwi, a uśmiech zajmował coraz więcej powierzchni na mojej twarzy. Wzięłyśmy walizki z bagażnika, zapłaciłyśmy i podziękowałyśmy, i poszłyśmy w stronę portu lotniczego. Na miejscu nie musiałyśmy czekać długo, przyszłyśmy w samą porę.
Samolotem leciałyśmy około półtora godziny. Czas zleciał mi dosyć dobrze. Żartowałyśmy sobie, wygłupiałyśmy się i nie było żadnych komplikacji. Kiedy wylądowałyśmy, poczułam takie dziwne ciepło w środku. Nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę tatę. Nie czekając ani chwili, zamówiłyśmy taksówkę. Mama w miarę umiała niemiecki, więc jakoś sobie poradziłam. Ja stałam i czułam się jakbym była wśród kosmitów, bo prawie nic nie rozumiałam. Jakoś nie ciągnęło mnie do nauki niemca w szkole. Jechałyśmy ulicami Dortmundu i może mi się wydawało, a może nie, ale nigdy nie widziałam tak pięknego miasta. Po półgodzinnej jeździe dotarłyśmy pod dom taty. Na początku nie miałyśmy zielonego pojęcia, czy dobrze trafiłyśmy. Adres się zgadzał, ale ten dom był jakiś taki za piękny. Wymieniłyśmy spojrzenia i patrzyłyśmy w ten budynek, jakbyśmy zobaczyły osła tańczącego breakdance. W pewnym momencie, jakiś kompletnie nam nie znany mężczyzna wybiegł przed dom i dał gest ręką, żebyśmy bez krępowania wchodziły. Chwilkę się zastanawiałyśmy, ale skoro wołał, to weszłyśmy. Kiedy minęłyśmy próg, zobaczyłyśmy mega booskie pokoje. Poszłyśmy troszkę dalej wgłąb domu i przy kuchni zobaczyłam mężczyznę, którego tak bardzo chciałam zobaczyć. Roześmiałam i rzuciłam się tacie na szyję. On oczywiście też ogromnie się cieszył, ale w pewnym momencie powiedział.
- No dobra młoda, z mamą też się muszę przywitać.
Zbliżyli się do siebie, a ja sobie usiadłam przy stole i chociaż troszkę starałam się rozmawiać z mężczyzną, który zaprosił nas do domu. Dowiedziałam się, że ma na imię Alan i ma 34 lata. Jednak informacja, której jeszcze się dowiedziałam, kompletnie mnie zamurowała. Alan jest zastępcą trenera BVB!!! Oczywiście tysiąc myśli w głowie, odnośnie meczów itp. Naszą rozmowę przerwał tata. Przedstawił Alana mamie i mi. Mówił, że jest jego przyjacielem z pracy. Ale skoro Alan jest zastępcą Kloppa, to tata nie prowadzi firmy? Pogubiłam się. Zapytałam o to taty.
- No właaśnie.. - zaczął niepewnie - Miałem o tym powiedzieć później, ale Blanka już zaczęła, więc.. Zmieniłem pracę..- spojrzał się na mamę.
- A kim teraz jesteś? - szybko się wtrąciłam.
- Pewnie to Cię ucieszy.- uśmiech na mojej twarzy był coraz większy- To jest taka fucha, że ogarniam wszystkie mecze BVB i je spisuje, łącznie z wynikami.
- Czyli że..?
- Czyli że mam wstępy na mecze Borussi!
- Jeeejuu! Tato to cudoownie!
Biegałam po pokoju jak poparzona i widać było, że każdy był rozbawiony tą sytuacją.
- A co z firmą?- zapytała podejrzliwie mama.
- Oddałem ją mojemu dobremu przyjacielowi na czas próbny. Spokojnie... Wszystko jest w dobrych rękach- powiedział i objął mamę ramieniem.
- To co Blanka? - powiedziała, kiedy już się uspokoiłam- idziemy się rozpakować?
- No a jak!! Lecimy!
Pierwsza wleciałam na górę i wybrałam sobie pokój z łazienką. Zaczęłam rozkładać swoje rzeczy w szafkach, a kiedy skończyłam zajrzałam do pokoju mamy. Ona też już była prawie rozpakowana, więc poczekałam na nią, ogarnęłam jej sypialnię i zeszłyśmy na dół.
______________________________________________
Taki trochę krótki i lipny, no ale jest! :D
sobota, 11 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 5
~Następny dzień, 6:30~
- O Matko Boska...- zaraz po ziewnięciu, jak co rano, zaczęłam marudzić na cały świat, bo oczywiście byłam nie wyspana.
Wyszłam z pokoju, wzięłam ze sobą ciuchy i od razu poszłam do łazienki, ogarnęłam się trochę, ubrałam się i udałam się do kuchni. W kuchni siedziała już mama z kawą i papierosem w ręku. Zdziwiło mnie to że już była ubrana.
- Cześć! Co na śniadanie?- powiedziałam zaspana.
- Hej.. Śniadania nie jemy. Zjemy na mieście. Nie idziesz dzisiaj na lekcje. Zarzucaj buty i wychodzimy - odparła gasząc peta w popielniczce.
- Ale jak ? co? Jak to nie na lekcje? A gdzie niby..?
- Ubieraj się, zobaczysz.- uśmiechnęła się i lekko wypchnęła mnie z kuchni.
Szłyśmy ulicami Warszawy mijając różne kafejki, salony gier, centrum handlowe itp. po drodze zaszłyśmy do jakiejś budki z kanapkami, wzięłyśmy na wynos, kupiłyśmy picie i zjadłyśmy w drodze. Doszłyśmy do murów mojej szkoły. "Jezu, co ja znowu zrobiłam...? A jeśli chodzi o tą akcje w centrum?."- pomyślałam. Zaczęło mi się robić gwałtownie gorąco i kiedy mama coś do mnie mówiła, głos mi się załamywał. Poszłyśmy pod drzwi dyrektora. "Już po mnie.."- dalej tkwiłam w przekonaniu, że do domu "wrócę na smyczy" i jeszcze w dodatku "z batem nad plecami". Ku mojemu zaskoczeniu mama weszła na luzie i spokojnie zaczęła rozmawiać z dyrektorem. Póki co, nie wiedziałam kompletnie o co chodzi, rozmawiali cicho, a nie chciałam podsłuchiwać czy coś, bo to by dziwnie wyglądało. Więc stałam jeszcze trochę zdenerwowana pod ścianą..
- A za ile wrócicie?- usłyszałam lekko podwyższony głos dyrektora.
"A skąd wracać? Kto ma wracać?- pomyślałam i wyostrzyłam słuch jeszcze bardziej.
- Postaramy się za pięć miesięcy.. Ewentualnie na następny rok szkolny..
Zapadła chwilowa cisza.
Pierwsza moja myśl była taka, że jedziemy do taty, ale kiedy mama powiedziała, że możemy wrócić na następny rok szkolny, zwątpiłam.. Zastanawiałam się nad tym dopóki dyrektor nie powiedział.
- No dobrze.. Szkoda mi jej trochę. To bardzo zdolna dziewczyna, nie chciałbym, żeby opuszczała naszą szkołę.. Ale dobrze, skoro nie ma innego wyjścia, to nie mam nic przeciwko..
- Dziękuję bardzo panie dyrektorze- odpowiedziała mama wyraźnie kończąc rozmowę.
Mimo to, nie byłam jeszcze do końca pewna, czy chodzi o ten Dortmund. Wysoki, szczupły mężczyzna podszedł do mnie i powiedział cicho:
- Uważaj tam na siebie i ucz się dobrze. Mam nadzieję, że jak wrócisz, to nie będziesz miała żadnych problemów.- uśmiechnął się przyjaźnie i uścisnął moją rękę.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Nie zamurowało mnie, ale po prostu nie miałam żadnych słów na języku.
- Dobrze panie dyrektorze.- odpowiedziałam najprostszymi słowami i odwzajemniłam uśmiech.
- Do widzenia i jeszcze raz dziękuję..- obróciła się i powiedziała trzymając klamkę.
- Do widzenia..- odpowiedział siadając na swój wielki, skórzany fotel.
Wyszłyśmy z gabinetu i szłyśmy korytarzami szkoły..
- Tak właściwie to o co chodzi, mamo?
- Nie domyśliłaś się jeszcze?.. Lecimy do Dortmundu.
Przystanęłam, a uśmiech zajął mi prawie pół twarzy.
- Kocham Cie mamo!! - krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
- Wiem .. Ale mogłaś trochę ciszej bo lekcje są..
- A tamm..
Milion myśli i jeszcze trochę krążyło w mojej głowie. Zastanawiało mnie kiedy niby mamy tam jechać, ale wolałam jeszcze nie pytać.
Wyszłyśmy ze szkoły i zakręciłyśmy w prawo. Nie kierowałyśmy się do domu, tylko prosto do centrum handlowego.
- Na zakupy?.. - spojrzałam się na mamę
- No chyba musimy sobie kupić coś nowego jak jedziemy do Dortmundu..- zaśmiała się
- Jesteś najlepszą mamą na świecie!- wzięłam ją pod rękę i udałyśmy się do centrum
Po 10 minutach byłyśmy już przed sklepami. Zawsze rozchodzimy się, dzielimy się kasą, i kupujemy co nam się podoba. Jednak tym razem było inaczej. W każdym sklepie byłyśmy razem. Ja doradzałam mamie, a ona mi. I w sumie było 100 razy lepiej. Łaziłyśmy po wszystkich pomieszczeniach, w niektórych nawet po prostu stałyśmy żeby popatrzeć na te drogie ciuchy. Do domu wróciłam z maksymalnym poczuciem szczęścia. Napisałam do Poli, żeby wpadła, że muszę jej coś opowiedzieć.
Rozpakowałam wszystkie ciuchy które kupiłyśmy i rozłożyłam je na łóżku. Doszłam do wniosku, że teraz zapytam się mamy kiedy lecimy. W drodze z pokoju do pokoju wymyśliłam pretekst.
- Maamoo? A kiedy tak właściwie lecimy do tego Dortmundu?
- Jutro, więc się szybko pakuj..
- Ołłł... No ok.. Pola za chwilę wpadnie.
Nie powiem, że nie zszokowała mnie ta wiadomość. Myślałam, że gdzieś na tydzień, dwa.. Poszłam do piwnicy szukać walizki. Kiedy wchodziłam po schodach z torbą i z walizką, spotkałam Polę zmierzającą do mojego mieszkania..
- Heej!- krzyknęłam za jej plecami.
- O Boooże! Hej. Wystraszyłaś mnie- osunęła się po barierce przy schodach i zaczęła się śmiać.
Skoro ona zaczęła się śmiać, no to ja też.
- Po co ci ta walizka?. - jej mina trochę się zmieniła. Jej twarz wyrażała trochę smutku ze zdziwieniem, ale jeszcze był cień uśmiechu.
- Noo właśnie.. Miałam ci o tym powiedzieć. Chodź, nie będziemy gadać na klatce.
Weszłyśmy do mieszkania, wniosłam walizkę do mojego pokoju i Poli kazałam do niego wejść.
- No więc.. Jadę do taty. Do Dortmundu..
Jej mina już kompletnie się zmieniła. Zesmutniała a w jednym oku zakręciła się łza.
- Ale jak to? Na ile? - powiedziała łamiącym głosem
- Na tyle ile mówiłam.. Pięć miesięcy.. Chodź tu, daj miśka.
Przytuliłyśmy się najczulej jak mogłyśmy. Popłakała się, w moim sercu też się coś ruszyło, ale nie mogłam się popłakać, bo przecież cieszyłam się jak nigdy!
- Zadzwonić po Arka?
- A jak myślisz? Nie odezwałby się już nigdy gdybyś nie zadzwoniła i mu o tym nie powiedziała.- odpowiedziała stanowczym tonem
Po 15 minutach Arek zapukał do drzwi.
- Heej!
- No hej, co jest? - zapytał wchodząc do domu i ściągając kaptur.
- No wchodź i idź do mojego pokoju to ci powiem.
Usiedliśmy wszyscy w pokoju na podłodze. Widziałam, że Arek trochę się zmartwił kiedy zobaczył jeszcze troszkę roztrzęsioną Polę z podkrążonymi oczami.
- No więc.. Pola już o tym wie.. Jadę do Dortmundu.. - utkwiłam spojrzenie z oczach Arka.
- Egghmm.. A jednak? Na ile?
- Tak jak mówiłam, czyli pięć miesięcy..
- Yhmm..Nie żeby coś, ale wiesz.. Twoja sprawa..- powiedział cicho i spuścił wzrok na podłogę.
- Areek! Wiesz dobrze, że nienawidzę jak tam gadasz..
- No ale to racja. - odpowiedział z jakąś pretensją w głosie..
- Dobra.. Chcecie coś do picia?
- No mi możesz herbatę zrobić- odezwała się Pola.
- A ty Arek?
- Nie, dzięki.
Poszłam do kuchni, wzięłam sobie soku, zrobiłam tą herbatę i wróciłam do nich.
- Dzięki..
- Wiesz co Blanka?.. Będziemy za tobą strasznie tęsknić..
Jak usłyszałam te słowa z ust Arka, coś się we mnie ruszyło. Łzy zakręciły mi się z oczach i wybuchłam płaczem. Widząc to, przyjaciele mnie przytulili jak najmocniej i siedzieliśmy tak dobre 5 minut.
- Dobra, już jest ok.. Pomożecie mi się spakować?
- Jeszcze pytasz! Jasne że tak!
- Kochani jesteście..
Wyczyściliśmy walizkę i zaczęliśmy wkładać do niej najróżniejsze rzeczy. Przy okazji urządziliśmy sobie bitwę na poduszki.
Zapełniliśmy już walizkę i wyszliśmy z pokoju. Na mówiłam ich, żeby zostali na kolacji. Mama zrobiła moją ulubioną sałatkę grecką. Poli i Arkowi też smakowała. Po kolacji jeszcze chwilę pogadaliśmy z mamą i jeszcze raz wszyscy się przytuliliśmy. Obiecaliśmy sobie, że cały czas będziemy w kontakcie. Odprowadziłam Polę pod drzwi i Arka na sam dół.
- Na prawdę będę za tobą bardzo tęsknił..
- Wiesz przecież, że ja za tobą też..
Po tym co powiedziałam mocno mnie przytulił i pocałował.. Zarumieniłam się jak nie wiem, uśmiechnęłam się i szybko spuściłam wzrok.
- Na razie, będziemy w kontakcie.. - odpowiedziałam nieśmiało otwierając drzwi od klatki.
- Cześć!
Stanęłam jeszcze na chwilę na korytarzu, oparłam się o ścianę i zdawałam sobie sprawę z tego co przed chwilą się wydarzyło. Po niedługim czasie weszłam z powrotem na górę, poszłam do pokoju ogarnęłam się i starałam się zasnąć..
- O Matko Boska...- zaraz po ziewnięciu, jak co rano, zaczęłam marudzić na cały świat, bo oczywiście byłam nie wyspana.
Wyszłam z pokoju, wzięłam ze sobą ciuchy i od razu poszłam do łazienki, ogarnęłam się trochę, ubrałam się i udałam się do kuchni. W kuchni siedziała już mama z kawą i papierosem w ręku. Zdziwiło mnie to że już była ubrana.
- Cześć! Co na śniadanie?- powiedziałam zaspana.
- Hej.. Śniadania nie jemy. Zjemy na mieście. Nie idziesz dzisiaj na lekcje. Zarzucaj buty i wychodzimy - odparła gasząc peta w popielniczce.
- Ale jak ? co? Jak to nie na lekcje? A gdzie niby..?
- Ubieraj się, zobaczysz.- uśmiechnęła się i lekko wypchnęła mnie z kuchni.
Szłyśmy ulicami Warszawy mijając różne kafejki, salony gier, centrum handlowe itp. po drodze zaszłyśmy do jakiejś budki z kanapkami, wzięłyśmy na wynos, kupiłyśmy picie i zjadłyśmy w drodze. Doszłyśmy do murów mojej szkoły. "Jezu, co ja znowu zrobiłam...? A jeśli chodzi o tą akcje w centrum?."- pomyślałam. Zaczęło mi się robić gwałtownie gorąco i kiedy mama coś do mnie mówiła, głos mi się załamywał. Poszłyśmy pod drzwi dyrektora. "Już po mnie.."- dalej tkwiłam w przekonaniu, że do domu "wrócę na smyczy" i jeszcze w dodatku "z batem nad plecami". Ku mojemu zaskoczeniu mama weszła na luzie i spokojnie zaczęła rozmawiać z dyrektorem. Póki co, nie wiedziałam kompletnie o co chodzi, rozmawiali cicho, a nie chciałam podsłuchiwać czy coś, bo to by dziwnie wyglądało. Więc stałam jeszcze trochę zdenerwowana pod ścianą..
- A za ile wrócicie?- usłyszałam lekko podwyższony głos dyrektora.
"A skąd wracać? Kto ma wracać?- pomyślałam i wyostrzyłam słuch jeszcze bardziej.
- Postaramy się za pięć miesięcy.. Ewentualnie na następny rok szkolny..
Zapadła chwilowa cisza.
Pierwsza moja myśl była taka, że jedziemy do taty, ale kiedy mama powiedziała, że możemy wrócić na następny rok szkolny, zwątpiłam.. Zastanawiałam się nad tym dopóki dyrektor nie powiedział.
- No dobrze.. Szkoda mi jej trochę. To bardzo zdolna dziewczyna, nie chciałbym, żeby opuszczała naszą szkołę.. Ale dobrze, skoro nie ma innego wyjścia, to nie mam nic przeciwko..
- Dziękuję bardzo panie dyrektorze- odpowiedziała mama wyraźnie kończąc rozmowę.
Mimo to, nie byłam jeszcze do końca pewna, czy chodzi o ten Dortmund. Wysoki, szczupły mężczyzna podszedł do mnie i powiedział cicho:
- Uważaj tam na siebie i ucz się dobrze. Mam nadzieję, że jak wrócisz, to nie będziesz miała żadnych problemów.- uśmiechnął się przyjaźnie i uścisnął moją rękę.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Nie zamurowało mnie, ale po prostu nie miałam żadnych słów na języku.
- Dobrze panie dyrektorze.- odpowiedziałam najprostszymi słowami i odwzajemniłam uśmiech.
- Do widzenia i jeszcze raz dziękuję..- obróciła się i powiedziała trzymając klamkę.
- Do widzenia..- odpowiedział siadając na swój wielki, skórzany fotel.
Wyszłyśmy z gabinetu i szłyśmy korytarzami szkoły..
- Tak właściwie to o co chodzi, mamo?
- Nie domyśliłaś się jeszcze?.. Lecimy do Dortmundu.
Przystanęłam, a uśmiech zajął mi prawie pół twarzy.
- Kocham Cie mamo!! - krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
- Wiem .. Ale mogłaś trochę ciszej bo lekcje są..
- A tamm..
Milion myśli i jeszcze trochę krążyło w mojej głowie. Zastanawiało mnie kiedy niby mamy tam jechać, ale wolałam jeszcze nie pytać.
Wyszłyśmy ze szkoły i zakręciłyśmy w prawo. Nie kierowałyśmy się do domu, tylko prosto do centrum handlowego.
- Na zakupy?.. - spojrzałam się na mamę
- No chyba musimy sobie kupić coś nowego jak jedziemy do Dortmundu..- zaśmiała się
- Jesteś najlepszą mamą na świecie!- wzięłam ją pod rękę i udałyśmy się do centrum
Po 10 minutach byłyśmy już przed sklepami. Zawsze rozchodzimy się, dzielimy się kasą, i kupujemy co nam się podoba. Jednak tym razem było inaczej. W każdym sklepie byłyśmy razem. Ja doradzałam mamie, a ona mi. I w sumie było 100 razy lepiej. Łaziłyśmy po wszystkich pomieszczeniach, w niektórych nawet po prostu stałyśmy żeby popatrzeć na te drogie ciuchy. Do domu wróciłam z maksymalnym poczuciem szczęścia. Napisałam do Poli, żeby wpadła, że muszę jej coś opowiedzieć.
Rozpakowałam wszystkie ciuchy które kupiłyśmy i rozłożyłam je na łóżku. Doszłam do wniosku, że teraz zapytam się mamy kiedy lecimy. W drodze z pokoju do pokoju wymyśliłam pretekst.
- Maamoo? A kiedy tak właściwie lecimy do tego Dortmundu?
- Jutro, więc się szybko pakuj..
- Ołłł... No ok.. Pola za chwilę wpadnie.
Nie powiem, że nie zszokowała mnie ta wiadomość. Myślałam, że gdzieś na tydzień, dwa.. Poszłam do piwnicy szukać walizki. Kiedy wchodziłam po schodach z torbą i z walizką, spotkałam Polę zmierzającą do mojego mieszkania..
- Heej!- krzyknęłam za jej plecami.
- O Boooże! Hej. Wystraszyłaś mnie- osunęła się po barierce przy schodach i zaczęła się śmiać.
Skoro ona zaczęła się śmiać, no to ja też.
- Po co ci ta walizka?. - jej mina trochę się zmieniła. Jej twarz wyrażała trochę smutku ze zdziwieniem, ale jeszcze był cień uśmiechu.
- Noo właśnie.. Miałam ci o tym powiedzieć. Chodź, nie będziemy gadać na klatce.
Weszłyśmy do mieszkania, wniosłam walizkę do mojego pokoju i Poli kazałam do niego wejść.
- No więc.. Jadę do taty. Do Dortmundu..
Jej mina już kompletnie się zmieniła. Zesmutniała a w jednym oku zakręciła się łza.
- Ale jak to? Na ile? - powiedziała łamiącym głosem
- Na tyle ile mówiłam.. Pięć miesięcy.. Chodź tu, daj miśka.
Przytuliłyśmy się najczulej jak mogłyśmy. Popłakała się, w moim sercu też się coś ruszyło, ale nie mogłam się popłakać, bo przecież cieszyłam się jak nigdy!
- Zadzwonić po Arka?
- A jak myślisz? Nie odezwałby się już nigdy gdybyś nie zadzwoniła i mu o tym nie powiedziała.- odpowiedziała stanowczym tonem
Po 15 minutach Arek zapukał do drzwi.
- Heej!
- No hej, co jest? - zapytał wchodząc do domu i ściągając kaptur.
- No wchodź i idź do mojego pokoju to ci powiem.
Usiedliśmy wszyscy w pokoju na podłodze. Widziałam, że Arek trochę się zmartwił kiedy zobaczył jeszcze troszkę roztrzęsioną Polę z podkrążonymi oczami.
- No więc.. Pola już o tym wie.. Jadę do Dortmundu.. - utkwiłam spojrzenie z oczach Arka.
- Egghmm.. A jednak? Na ile?
- Tak jak mówiłam, czyli pięć miesięcy..
- Yhmm..Nie żeby coś, ale wiesz.. Twoja sprawa..- powiedział cicho i spuścił wzrok na podłogę.
- Areek! Wiesz dobrze, że nienawidzę jak tam gadasz..
- No ale to racja. - odpowiedział z jakąś pretensją w głosie..
- Dobra.. Chcecie coś do picia?
- No mi możesz herbatę zrobić- odezwała się Pola.
- A ty Arek?
- Nie, dzięki.
Poszłam do kuchni, wzięłam sobie soku, zrobiłam tą herbatę i wróciłam do nich.
- Dzięki..
- Wiesz co Blanka?.. Będziemy za tobą strasznie tęsknić..
Jak usłyszałam te słowa z ust Arka, coś się we mnie ruszyło. Łzy zakręciły mi się z oczach i wybuchłam płaczem. Widząc to, przyjaciele mnie przytulili jak najmocniej i siedzieliśmy tak dobre 5 minut.
- Dobra, już jest ok.. Pomożecie mi się spakować?
- Jeszcze pytasz! Jasne że tak!
- Kochani jesteście..
Wyczyściliśmy walizkę i zaczęliśmy wkładać do niej najróżniejsze rzeczy. Przy okazji urządziliśmy sobie bitwę na poduszki.
Zapełniliśmy już walizkę i wyszliśmy z pokoju. Na mówiłam ich, żeby zostali na kolacji. Mama zrobiła moją ulubioną sałatkę grecką. Poli i Arkowi też smakowała. Po kolacji jeszcze chwilę pogadaliśmy z mamą i jeszcze raz wszyscy się przytuliliśmy. Obiecaliśmy sobie, że cały czas będziemy w kontakcie. Odprowadziłam Polę pod drzwi i Arka na sam dół.
- Na prawdę będę za tobą bardzo tęsknił..
- Wiesz przecież, że ja za tobą też..
Po tym co powiedziałam mocno mnie przytulił i pocałował.. Zarumieniłam się jak nie wiem, uśmiechnęłam się i szybko spuściłam wzrok.
- Na razie, będziemy w kontakcie.. - odpowiedziałam nieśmiało otwierając drzwi od klatki.
- Cześć!
Stanęłam jeszcze na chwilę na korytarzu, oparłam się o ścianę i zdawałam sobie sprawę z tego co przed chwilą się wydarzyło. Po niedługim czasie weszłam z powrotem na górę, poszłam do pokoju ogarnęłam się i starałam się zasnąć..
poniedziałek, 6 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 4
Obudziłam się, spojrzałam na zegarek była 9:24.
- 9:24 !? Już jestem spóźniona.. W sumie nic straconego - powiedziałam do siebie i wyszłam z pokoju.
Porozglądałam się po mieszkaniu szukając mamy, nigdzie jej nie było, więc pewnie jest w sypialni. Nie chciałam jej przeszkadzać, więc nawet nie wchodziłam. Zrobiłam sobie śniadanie i napisałam do Poli, że dzisiaj nie będzie mnie w szkole. Usiadłam przy stole w kuchni, zjadłam i po chwili usłyszałam kroki między pokojami.
- Heej hej ! - krzyknęłam.- Jak się spało?
- Nie spało się. Całą noc nawet przez 5 min nie spałam. A czemu ty nie w szkole?
- Ahmm.. Bo dopiero wstałam, nie nastawiłam budzika.. Zostanę dzisiaj z tobą, pomogę ci w sprzątaniu i w ogóle.
- Kochana jesteś..- powiedziała, schyliła się i pocałowała mnie w czoło.
- Wieeeem ! :D - zaśmiałam się.- Zrobić ci kawy?
- Niee, sama sobie zrobię.
- No ok, to ja idę się trochę ogarnąć.
Wyszłam z kuchni, poszłam się umyć, ubrać i posprzątać w pokoju. Kiedy szłam do salonu, usłyszałam głos mamy. Rozmawiała przez telefon, oparłam się o ścianę, żeby posłuchać z kim gada.
- Ale kochanie, jak do ciebie? Mamy to wszystko tu zostawić? Blanka ma przecież tu znajomych, chodzi do szkoły, musiałaby zostawić Polę.. A przecież nie mogę jej tu samej zostawić.
"Do taty?.."- pomyślałam. Wytrzeszczyłam oczy i weszłam do kuchni.. Mama gwałtownie się obróciła, rozłączyła i odłożyła telefon. Później jak gdyby nigdy nic dalej robiła śniadanie.
- Do taty?.. Tata chce żebyśmy przyjechały?! - krzyknęłam podekscytowana
- Noo.. ehmm.. Tata chce żebyśmy przyjechały na te 5 miesięcy.. Ale póki co nie rób sobie nadziei..
- Ale maamuś! Byłoby suuper! Do Dortmundu.. Miałybyśmy zapewnione mieszkanie, jedzenie i wszystko.. Tam też bym chodziła do szkoły. W prawdzie niezbyt umiem niemiecki, ale bym się nauczyła.. Mamo prooszę! Zgódź się!- zrobiłam minę zbitego pieska i usiadłam przy stole.
- Idź ogarnąć w salonie. Przemyślę to.. Idź.
Lekko się uśmiechnęłam i wyszłam z kuchni.
- Zajebiście- powiedziałam szeptem do siebie. "Tak bardzo chciałabym tam pojechać! Mecz BVB, przystojni chłopcy, wolność od Klary i w ogóle.. W prawdzie zostawiłabym Polę i Arka, ale to tylko 5 miesięcy. Pola ma przecież chłopaka, Arek ma własnych kumpli.." Milion myśli wirowało mi w głowie.. Włączyłam muzykę i zaczęłam sprzątać.
W trakcie sprzątania przyszedł do mnie sms.
Od : Pola ;**
" Siema. Wpadniesz do mnie około 16? Powiesz mi co z Twoją mamą i w ogóle.. :D "
Odpowiedziałam, że pewnie i przy okazji powiem jej bardzo ważną rzecz.
~3 godziny później~
- Mamoo! O której obiad? Mamo?..
Łaziłam po mieszkaniu rozglądając się za mamą. Spała w sypialni.. "Mam nadzieję, że jej nie obudziłam"- pomyślałam- "No to wychodzi na to że sama zrobię obiad.."
Poszłam do kuchni i wzięłam się za obieranie ziemniaków i szukałam czegoś, co można by było zrobić do zjedzenia z tymi ziemniakami. Po kilku minutach zastanawiania się, rozbiłam jajka na patelnię i usmażyłam. Akurat kiedy wykładałam obiad na talerze, mama weszła do kuchni.
- Ohohoo! Niecodzienny widok! Dzięki kochanie - po tym mocno mnie przytuliła.
- No widzisz. Ludzie się zmieniają. Smacznego - zaśmiałam się i położyłam obiad na stole. Usiadłam z mamą i zaczęłam jeść. W prawdzie danie nie było jakieś tam wyszukane i rewelacyjne, ale dało się przełknąć.
- Za jakąś godzinę idę do Poli jakby coś. Żeby nie było, że nic nie mówiłam.
- No ok ok. Ogarnięte jest to spoko.
- Aaaa.. Przemyślałaś to z wyjazdem? - zapytałam niepewnie.
- Nie zawracaj mi na razie tym głowy.- powiedziała chłodno i odwróciła wzrok
Nic na to nie odpowiedziałam. Przełknęłam ostatni kęs, podziękowałam i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam płytę Boba Marleya i położyłam się na łóżku układając najróżniejsze scenariusze pobytu w Dortmundzie, które i tak pewnie się nie wydarzą. Wyobrażałam sobie tamtejsze szkoły, chłopaków, mecz BVB i w ogóle. Popatrzyłam na zegarek, była już 16, więc ogarnęłam się trochę i zeszłam na dół do Poli.
~U Poli~
- Dzień dobry! Hej hej ! - krzyknęłam przechodząc przez próg jej mieszkania.
- Siemano! Ściągaj buty, wchodź.
Poszłam do jej pokoju, usiadłam sobie na łóżku i tylko czekałam aż padnie pierwsze pytanie.
- Czemu do szkoły nie poszłaś?
- Po pierwsze: zaspałam, po drugie: nie chciało mi się, po trzecie: chciałam trochę pomóc mamie, była trochę roztrzęsiona jeszcze. Całą noc nie spała. Wątpię czy dałaby sobie radę beze mnie - zaśmiałam się mówiąc ostatnie zdanie.
- Aż tak źle w toją mamą? Moja już o wszystkim wie, pytała się, czy może odwiedzić
- Raczej taak. Najlepiej teraz, mama dopiero wstała.
Pola słysząc moje słowa, wyszła z pokoju i przekazała mamie wiadomość. Po chwili zostałyśmy same.
- Dzwonimy po Arka? Fajnie by było, gdyby o wszystkim wiedział. - zapytałam z nadzieją, że Pola się zgodzi.
- Noo dzwoń, dzwoń.
Za 15 minut, chłopak był pod drzwiami, opowiedziałyśmy mu o wszystkim.
- Oooo właśnie.. Muszę Wam jeszcze o czymś powiedzieć.
- O czym?- zapytali równocześnie ze zdziwieniem.
- Chyba będę wyjeżdżała do Dortmundu... Do taty..
Na chwilę zaniemówili, spojrzeli na siebie i Arek się odezwał.
- Na długo?..
- Nooo. na 5 miesięcy. Nie wiem czy to długo..
Byłam trochę zaskoczona, że tak się tym przejęli. A szczególnie Arek..
- Noo to trochę długo.. Ale dlaczego?!- kontynuował.
- No, mama przecież straciła pracę, nie mam za co żyć, a tata wraca dopiero za ponad 5 miesięcy, więc pojechałybyśmy i wróciły razem z nim. Ale nie martwcie się, jeszcze nic nie jest pewne.
Kiedy to powiedziałam, Arek trochę odetchnął. Pola jeszcze przetwarzała informacje, bo w ogóle się nie ruszała, tylko gapiła się na mnie jakby mnie nie rozumiała. Była już 19, mama Poli przyszła, to zaczęliśmy się zbierać, przytuliliśmy się wszyscy i ja z Arkiem wyszliśmy na klatkę.
- Jak wyjedziesz, to będę za tobą cholernie tęsknił..
Łza zakręciła mu się w oku, przytulił mnie i zszedł na dół po schodach.. Przez chwilę stałam nieruchomo. Później się ocknęłam i poszłam na górę, cały czas myśląc o Arku i Poli.
Przez to wszystko kompletnie zapomniałam o szkole! Wróciłam do domu. Mama znowu spała, więc cicho się ogarnęłam i poszłam do pokoju. Zrobiłam sobie kakao, usiadłam na łóżku w swoim pokoju, wzięłam do ręki książkę od historii i zaczęłam powtarzać sobie ostatnie lekcje.
- 9:24 !? Już jestem spóźniona.. W sumie nic straconego - powiedziałam do siebie i wyszłam z pokoju.
Porozglądałam się po mieszkaniu szukając mamy, nigdzie jej nie było, więc pewnie jest w sypialni. Nie chciałam jej przeszkadzać, więc nawet nie wchodziłam. Zrobiłam sobie śniadanie i napisałam do Poli, że dzisiaj nie będzie mnie w szkole. Usiadłam przy stole w kuchni, zjadłam i po chwili usłyszałam kroki między pokojami.
- Heej hej ! - krzyknęłam.- Jak się spało?
- Nie spało się. Całą noc nawet przez 5 min nie spałam. A czemu ty nie w szkole?
- Ahmm.. Bo dopiero wstałam, nie nastawiłam budzika.. Zostanę dzisiaj z tobą, pomogę ci w sprzątaniu i w ogóle.
- Kochana jesteś..- powiedziała, schyliła się i pocałowała mnie w czoło.
- Wieeeem ! :D - zaśmiałam się.- Zrobić ci kawy?
- Niee, sama sobie zrobię.
- No ok, to ja idę się trochę ogarnąć.
Wyszłam z kuchni, poszłam się umyć, ubrać i posprzątać w pokoju. Kiedy szłam do salonu, usłyszałam głos mamy. Rozmawiała przez telefon, oparłam się o ścianę, żeby posłuchać z kim gada.
- Ale kochanie, jak do ciebie? Mamy to wszystko tu zostawić? Blanka ma przecież tu znajomych, chodzi do szkoły, musiałaby zostawić Polę.. A przecież nie mogę jej tu samej zostawić.
"Do taty?.."- pomyślałam. Wytrzeszczyłam oczy i weszłam do kuchni.. Mama gwałtownie się obróciła, rozłączyła i odłożyła telefon. Później jak gdyby nigdy nic dalej robiła śniadanie.
- Do taty?.. Tata chce żebyśmy przyjechały?! - krzyknęłam podekscytowana
- Noo.. ehmm.. Tata chce żebyśmy przyjechały na te 5 miesięcy.. Ale póki co nie rób sobie nadziei..
- Ale maamuś! Byłoby suuper! Do Dortmundu.. Miałybyśmy zapewnione mieszkanie, jedzenie i wszystko.. Tam też bym chodziła do szkoły. W prawdzie niezbyt umiem niemiecki, ale bym się nauczyła.. Mamo prooszę! Zgódź się!- zrobiłam minę zbitego pieska i usiadłam przy stole.
- Idź ogarnąć w salonie. Przemyślę to.. Idź.
Lekko się uśmiechnęłam i wyszłam z kuchni.
- Zajebiście- powiedziałam szeptem do siebie. "Tak bardzo chciałabym tam pojechać! Mecz BVB, przystojni chłopcy, wolność od Klary i w ogóle.. W prawdzie zostawiłabym Polę i Arka, ale to tylko 5 miesięcy. Pola ma przecież chłopaka, Arek ma własnych kumpli.." Milion myśli wirowało mi w głowie.. Włączyłam muzykę i zaczęłam sprzątać.
W trakcie sprzątania przyszedł do mnie sms.
Od : Pola ;**
" Siema. Wpadniesz do mnie około 16? Powiesz mi co z Twoją mamą i w ogóle.. :D "
Odpowiedziałam, że pewnie i przy okazji powiem jej bardzo ważną rzecz.
~3 godziny później~
- Mamoo! O której obiad? Mamo?..
Łaziłam po mieszkaniu rozglądając się za mamą. Spała w sypialni.. "Mam nadzieję, że jej nie obudziłam"- pomyślałam- "No to wychodzi na to że sama zrobię obiad.."
Poszłam do kuchni i wzięłam się za obieranie ziemniaków i szukałam czegoś, co można by było zrobić do zjedzenia z tymi ziemniakami. Po kilku minutach zastanawiania się, rozbiłam jajka na patelnię i usmażyłam. Akurat kiedy wykładałam obiad na talerze, mama weszła do kuchni.
- Ohohoo! Niecodzienny widok! Dzięki kochanie - po tym mocno mnie przytuliła.
- No widzisz. Ludzie się zmieniają. Smacznego - zaśmiałam się i położyłam obiad na stole. Usiadłam z mamą i zaczęłam jeść. W prawdzie danie nie było jakieś tam wyszukane i rewelacyjne, ale dało się przełknąć.
- Za jakąś godzinę idę do Poli jakby coś. Żeby nie było, że nic nie mówiłam.
- No ok ok. Ogarnięte jest to spoko.
- Aaaa.. Przemyślałaś to z wyjazdem? - zapytałam niepewnie.
- Nie zawracaj mi na razie tym głowy.- powiedziała chłodno i odwróciła wzrok
Nic na to nie odpowiedziałam. Przełknęłam ostatni kęs, podziękowałam i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam płytę Boba Marleya i położyłam się na łóżku układając najróżniejsze scenariusze pobytu w Dortmundzie, które i tak pewnie się nie wydarzą. Wyobrażałam sobie tamtejsze szkoły, chłopaków, mecz BVB i w ogóle. Popatrzyłam na zegarek, była już 16, więc ogarnęłam się trochę i zeszłam na dół do Poli.
~U Poli~
- Dzień dobry! Hej hej ! - krzyknęłam przechodząc przez próg jej mieszkania.
- Siemano! Ściągaj buty, wchodź.
Poszłam do jej pokoju, usiadłam sobie na łóżku i tylko czekałam aż padnie pierwsze pytanie.
- Czemu do szkoły nie poszłaś?
- Po pierwsze: zaspałam, po drugie: nie chciało mi się, po trzecie: chciałam trochę pomóc mamie, była trochę roztrzęsiona jeszcze. Całą noc nie spała. Wątpię czy dałaby sobie radę beze mnie - zaśmiałam się mówiąc ostatnie zdanie.
- Aż tak źle w toją mamą? Moja już o wszystkim wie, pytała się, czy może odwiedzić
- Raczej taak. Najlepiej teraz, mama dopiero wstała.
Pola słysząc moje słowa, wyszła z pokoju i przekazała mamie wiadomość. Po chwili zostałyśmy same.
- Dzwonimy po Arka? Fajnie by było, gdyby o wszystkim wiedział. - zapytałam z nadzieją, że Pola się zgodzi.
- Noo dzwoń, dzwoń.
Za 15 minut, chłopak był pod drzwiami, opowiedziałyśmy mu o wszystkim.
- Oooo właśnie.. Muszę Wam jeszcze o czymś powiedzieć.
- O czym?- zapytali równocześnie ze zdziwieniem.
- Chyba będę wyjeżdżała do Dortmundu... Do taty..
Na chwilę zaniemówili, spojrzeli na siebie i Arek się odezwał.
- Na długo?..
- Nooo. na 5 miesięcy. Nie wiem czy to długo..
Byłam trochę zaskoczona, że tak się tym przejęli. A szczególnie Arek..
- Noo to trochę długo.. Ale dlaczego?!- kontynuował.
- No, mama przecież straciła pracę, nie mam za co żyć, a tata wraca dopiero za ponad 5 miesięcy, więc pojechałybyśmy i wróciły razem z nim. Ale nie martwcie się, jeszcze nic nie jest pewne.
Kiedy to powiedziałam, Arek trochę odetchnął. Pola jeszcze przetwarzała informacje, bo w ogóle się nie ruszała, tylko gapiła się na mnie jakby mnie nie rozumiała. Była już 19, mama Poli przyszła, to zaczęliśmy się zbierać, przytuliliśmy się wszyscy i ja z Arkiem wyszliśmy na klatkę.
- Jak wyjedziesz, to będę za tobą cholernie tęsknił..
Łza zakręciła mu się w oku, przytulił mnie i zszedł na dół po schodach.. Przez chwilę stałam nieruchomo. Później się ocknęłam i poszłam na górę, cały czas myśląc o Arku i Poli.
Przez to wszystko kompletnie zapomniałam o szkole! Wróciłam do domu. Mama znowu spała, więc cicho się ogarnęłam i poszłam do pokoju. Zrobiłam sobie kakao, usiadłam na łóżku w swoim pokoju, wzięłam do ręki książkę od historii i zaczęłam powtarzać sobie ostatnie lekcje.
niedziela, 5 stycznia 2014
ROZDZIAŁ 3
- Czeeść mamo!- krzyknęłam i rzuciłam plecak w kąt przedpokoju.
- No cześć. Co ty dzisiaj tak późno?
- Poszłyśmy z Polą jeszcze na kawę, musiałyśmy obgadać projekt w szkole. Ooo właśnie!. - wytrzeszczyłam oczy i opowiedziałam mamie o obrazie będącym przepustką do szkoły do Londynu.
- Łoohohoo ! I jak ci wyszło? Co namalowałaś?
- No w sumie to myślę, że nawet dobrze, chociaż wątpię w to, że się dostanę. Jakoś starałam się przedstawić cały wczorajszy dzień. Pomysł niby ciekawy, ale nie wiem jak inni to odbiorą.
- Yhmm.. No dobra, zobaczymy jak to będzie! Ile ci nałoży ziemniaków?
- Tak średnio. Nie jestem aż tak głodna.
- Okej. Idź do salonu, nie kręć mi się tu, przyniosę ci obiad zaraz.
Wyszłam z kuchni, położyłam się na kanapie i włączyłam TV. Nie było nic ciekawego, leciało to samo co wczoraj i przed wczoraj.. i tydzień temu.. Trąbią o jednym i tym samym ciągle. No to się wkurzyłam i wyłączyłam i akurat weszła mama z talerzem. Usiadłam do stołu i kiedy jadłam, poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od Poli.
Od: Pola ;**
Hej hej kaleko! Idziemy na spacer za godzinę? Nudzi mi się niesamowicie... Jak nie masz żadnych planów to wpadnij po mnie. :*
"Jakby nie mogła wejść na piętro wyżej i powiedzieć. Leń.. :D" - pomyślałam i odpisałam, że spoko i wpadnę po nią.
Skończyłam jeść i poszłam umyć po sobie naczynia. Z drugiego pokoju usłyszałam mamę rozmawiającą z kimś przez telefon.
- " No jasne, będę u ciebie za chwilę.."- i się rozłączyła.
- Kochanie ja muszę lecieć na jakieś 3 godzinki, spotkanie służbowe, zostań w domu i czekaj na mnie, paa! - wzięła torebkę i trzasnęła drzwiami.
- Ale maaamo! - krzyknęłam jak najgłośniej, żeby mnie usłyszała, jednak moje starania poszły na marne.
"No zajebiście.. Doobra, co się będę, wezmę klucze, jakby coś to powiem, że jestem u Poli." Pomyślałam, wzięłam fona, torebkę, portfel, lekką kurtkę i wyszłam. Skoczyłam po Polę, jak zwykle musiałam na nią czekać. Po 15 minutach wyszłyśmy od niej z mieszkania. Zrobiłyśmy sobie wyścigi, kto szybciej zejdzie po schodach. Oczywiście ja prawie zabiłam się na tych schodach, bo poplątały mi się nogi, ale to pomińmy. Mimo tego nie wywaliłam się i wygrałam! Śmiałyśmy się z tego dooosyć długo, później poszłyśmy na pizze i podczas jedzenia strasznie nam odwalało. Śmiałyśmy się na cały głos, rozlałyśmy 2 cole i upadł nam jeden kawałek pizzy na podłogę. Za karę później musiałyśmy to wszystko sprzątać. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, jak wyszłyśmy poznałyśmy się z ochroniarzem (był mega przystojny. <3) !. I śmiałyśmy się z tego jeszcze dłuugo i długo :D Kiedy byłyśmy w h&m w centrum handlowym, spotkałyśmy Klarę, ze swoją chyba przyjaciółką - Zuzą. Ją również zdążyłam poznać wcześniej. Stały przy wieszakach i czymś się podniecały. Wstąpiłyśmy tylko na chwilkę, bo Pola chciała zobaczyć cenę okularów przeciwsłonecznych, a wylądowałyśmy za sklepem z oczyszczonymi portfelami. Dlaczego? W jakiś sposób w mojej torebce znalazł się dosyć drogi naszyjnik, który niby chciałam ukraść. A tym sposobem była ta cała Klara. Kiedy stałyśmy przy okularach, musiały podejść i wsunąć mi ten naszyjnik, a ja nawet nie zorientowałam się kiedy. Widziałam je obok siebie, że przechodzą, ale nie poczułam, żeby ruszyły moją torbę.. I wylądowałyśmy na podłodze i w dodatku musiałyśmy zapłacić karę 100 zł! Jeszcze kiedy rozmawiałyśmy z ochroniarzem te dwie wychodziły i Klara stanęła koło mnie.
- O Jezu, Blancia, stało się coś?!
W jej głosie wyraźnie było słychać perfidną ironię.. Nie ukrywam tego, że wtedy tam wybuchłam. Zaczęłam się drzeć "CO TY SOBIE W OGÓLE DZIEWCZYNO WYOBRAŻASZ?! " itp. itd. Już nawet nie pamiętam, za bardzo byłam zła. Uspokoiła mnie Pola i ochroniarz. Zostałyśmy wyprowadzone z centrum, ale na szczęście nie dostałyśmy zakazu wstępu. W wejściu jeszcze raz ją usłyszałam.
- Haha! Co ty sobie myślałaś zabierając ten naszyjnik?! Jesteś skończona w szkole.! hahhaah! To było żałosne..- zaakcentowała wyraz " zabierając". Byłam pewna, że to ona.
- To jeszcze nie koniec..- powiedziałam cicho.
Nie chciałam się jeszcze za bardzo wychylać. Narobiłabym sobie jeszcze więcej niepotrzebnych problemów. Jeśli to się będzie powtarzało, zaczekam z zemstą na sam koniec i wtedy ona będzie płakać.
Poszłyśmy z Polą do mnie, ogarnęłyśmy jeszcze raz ciąg wydarzeń i zastanawiałyśmy się, czy powiedzieć o tym naszym mamom. W sumie moja mama nie kazała mi wychodzić z domu, więc może lepiej nie? Ale w sumie dostałam karę i to pieniężną za coś, czego nie zrobiłam.. Nie.. Nic nie powiem. Pola też stwierdziła, że się nie wygada, żeby mnie nie wkopać.
Była już 21. Kiedy sobie siedziałyśmy i piłyśmy kakao, mama weszła do domu. Miała dziwny wyraz twarzy. Pierwsza myśl to : "O Boże.. Już o tym wie.. Co powiedzieć?! " . Ale nic nie mówiła, więc też nie odzywałam się na ten temat.
-Siema!
-Czeeść! O, cześć Pola! - krzyknęła roztargniona
- Dzień dobry.
- Na jakim spotkaniu byłaś? - zapytałam z nutką podejrzenia w głosie.
- No mówiłam ci, że służbowym. Właśnie.. służbowym. Yyy . tak..
- Mamo, co ty się tak jąkasz? Co jest?
- No widzisz. Takie to życie.. Wylali mnie..- ugięły jej się nogi i uklękła na podłodze.
- CO?! - wykrzyknęłam razem z Polą- To... to nie możliwe przecież! Dlaczego?! Przecież to dzięki tobie powstała ostatnia gazeta, dzięki tobie ta redakcja się trzymała..!- dopowiedziałam.
- No właśnie.. Tak jak m-mówisz córciu..- powiedziała drżącym głosem i rozpłakała się..
Obie ją przytuliłyśmy najczulej jak potrafimy.
- Nie martw się mamo.. Będzie dobrze..
Nic nie powiedziała, dalej wypłakiwała się na nasze rękawy. Siedziałyśmy tak na podłodze dobre 15 minut. Przerwał dzwonek telefonu mamy. Na ekranie widniało połączenie przychodzące od taty. Odebrałam. Powiedziałam, że u mnie wszystko spoko. Zastanawiałam się czy powiedzieć o mamie. W odpowiednim momencie mama powiedziała mi, żebym o wszystkim się wygadała. No więc się wygadałam. Później dałam mamę do telefonu i odprowadziłam Polę. Poszłam do pokoju i starałam się chociaż trochę skupić na nauce. Nie mogłam.. W głowie ciągle wirowały mi myśli "Co teraz będzie? Za co kupimy coś na obiad? Przecież tata przyjeżdża dopiero za ponad 5 miesięcy. Jak my sobie damy radę? Będę musiała wydawać oszczędności na wyjazd do Londynu na przyszłe wakacje.." Dałam sobie spokój z nauką, może nie będę musiała jutro iść do szkoły, żeby zostać z mamą. Poszłam powiedzieć dobranoc i położyłam się u siebie na łóżku. Długo starałam się zasnąć. Kombinowałam, jak dobrze rozwiązać sytuację. Pogrążyłam się w śnie dopiero koło drugiej..
- No cześć. Co ty dzisiaj tak późno?
- Poszłyśmy z Polą jeszcze na kawę, musiałyśmy obgadać projekt w szkole. Ooo właśnie!. - wytrzeszczyłam oczy i opowiedziałam mamie o obrazie będącym przepustką do szkoły do Londynu.
- Łoohohoo ! I jak ci wyszło? Co namalowałaś?
- No w sumie to myślę, że nawet dobrze, chociaż wątpię w to, że się dostanę. Jakoś starałam się przedstawić cały wczorajszy dzień. Pomysł niby ciekawy, ale nie wiem jak inni to odbiorą.
- Yhmm.. No dobra, zobaczymy jak to będzie! Ile ci nałoży ziemniaków?
- Tak średnio. Nie jestem aż tak głodna.
- Okej. Idź do salonu, nie kręć mi się tu, przyniosę ci obiad zaraz.
Wyszłam z kuchni, położyłam się na kanapie i włączyłam TV. Nie było nic ciekawego, leciało to samo co wczoraj i przed wczoraj.. i tydzień temu.. Trąbią o jednym i tym samym ciągle. No to się wkurzyłam i wyłączyłam i akurat weszła mama z talerzem. Usiadłam do stołu i kiedy jadłam, poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od Poli.
Od: Pola ;**
Hej hej kaleko! Idziemy na spacer za godzinę? Nudzi mi się niesamowicie... Jak nie masz żadnych planów to wpadnij po mnie. :*
"Jakby nie mogła wejść na piętro wyżej i powiedzieć. Leń.. :D" - pomyślałam i odpisałam, że spoko i wpadnę po nią.
Skończyłam jeść i poszłam umyć po sobie naczynia. Z drugiego pokoju usłyszałam mamę rozmawiającą z kimś przez telefon.
- " No jasne, będę u ciebie za chwilę.."- i się rozłączyła.
- Kochanie ja muszę lecieć na jakieś 3 godzinki, spotkanie służbowe, zostań w domu i czekaj na mnie, paa! - wzięła torebkę i trzasnęła drzwiami.
- Ale maaamo! - krzyknęłam jak najgłośniej, żeby mnie usłyszała, jednak moje starania poszły na marne.
"No zajebiście.. Doobra, co się będę, wezmę klucze, jakby coś to powiem, że jestem u Poli." Pomyślałam, wzięłam fona, torebkę, portfel, lekką kurtkę i wyszłam. Skoczyłam po Polę, jak zwykle musiałam na nią czekać. Po 15 minutach wyszłyśmy od niej z mieszkania. Zrobiłyśmy sobie wyścigi, kto szybciej zejdzie po schodach. Oczywiście ja prawie zabiłam się na tych schodach, bo poplątały mi się nogi, ale to pomińmy. Mimo tego nie wywaliłam się i wygrałam! Śmiałyśmy się z tego dooosyć długo, później poszłyśmy na pizze i podczas jedzenia strasznie nam odwalało. Śmiałyśmy się na cały głos, rozlałyśmy 2 cole i upadł nam jeden kawałek pizzy na podłogę. Za karę później musiałyśmy to wszystko sprzątać. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, jak wyszłyśmy poznałyśmy się z ochroniarzem (był mega przystojny. <3) !. I śmiałyśmy się z tego jeszcze dłuugo i długo :D Kiedy byłyśmy w h&m w centrum handlowym, spotkałyśmy Klarę, ze swoją chyba przyjaciółką - Zuzą. Ją również zdążyłam poznać wcześniej. Stały przy wieszakach i czymś się podniecały. Wstąpiłyśmy tylko na chwilkę, bo Pola chciała zobaczyć cenę okularów przeciwsłonecznych, a wylądowałyśmy za sklepem z oczyszczonymi portfelami. Dlaczego? W jakiś sposób w mojej torebce znalazł się dosyć drogi naszyjnik, który niby chciałam ukraść. A tym sposobem była ta cała Klara. Kiedy stałyśmy przy okularach, musiały podejść i wsunąć mi ten naszyjnik, a ja nawet nie zorientowałam się kiedy. Widziałam je obok siebie, że przechodzą, ale nie poczułam, żeby ruszyły moją torbę.. I wylądowałyśmy na podłodze i w dodatku musiałyśmy zapłacić karę 100 zł! Jeszcze kiedy rozmawiałyśmy z ochroniarzem te dwie wychodziły i Klara stanęła koło mnie.
- O Jezu, Blancia, stało się coś?!
W jej głosie wyraźnie było słychać perfidną ironię.. Nie ukrywam tego, że wtedy tam wybuchłam. Zaczęłam się drzeć "CO TY SOBIE W OGÓLE DZIEWCZYNO WYOBRAŻASZ?! " itp. itd. Już nawet nie pamiętam, za bardzo byłam zła. Uspokoiła mnie Pola i ochroniarz. Zostałyśmy wyprowadzone z centrum, ale na szczęście nie dostałyśmy zakazu wstępu. W wejściu jeszcze raz ją usłyszałam.
- Haha! Co ty sobie myślałaś zabierając ten naszyjnik?! Jesteś skończona w szkole.! hahhaah! To było żałosne..- zaakcentowała wyraz " zabierając". Byłam pewna, że to ona.
- To jeszcze nie koniec..- powiedziałam cicho.
Nie chciałam się jeszcze za bardzo wychylać. Narobiłabym sobie jeszcze więcej niepotrzebnych problemów. Jeśli to się będzie powtarzało, zaczekam z zemstą na sam koniec i wtedy ona będzie płakać.
Poszłyśmy z Polą do mnie, ogarnęłyśmy jeszcze raz ciąg wydarzeń i zastanawiałyśmy się, czy powiedzieć o tym naszym mamom. W sumie moja mama nie kazała mi wychodzić z domu, więc może lepiej nie? Ale w sumie dostałam karę i to pieniężną za coś, czego nie zrobiłam.. Nie.. Nic nie powiem. Pola też stwierdziła, że się nie wygada, żeby mnie nie wkopać.
Była już 21. Kiedy sobie siedziałyśmy i piłyśmy kakao, mama weszła do domu. Miała dziwny wyraz twarzy. Pierwsza myśl to : "O Boże.. Już o tym wie.. Co powiedzieć?! " . Ale nic nie mówiła, więc też nie odzywałam się na ten temat.
-Siema!
-Czeeść! O, cześć Pola! - krzyknęła roztargniona
- Dzień dobry.
- Na jakim spotkaniu byłaś? - zapytałam z nutką podejrzenia w głosie.
- No mówiłam ci, że służbowym. Właśnie.. służbowym. Yyy . tak..
- Mamo, co ty się tak jąkasz? Co jest?
- No widzisz. Takie to życie.. Wylali mnie..- ugięły jej się nogi i uklękła na podłodze.
- CO?! - wykrzyknęłam razem z Polą- To... to nie możliwe przecież! Dlaczego?! Przecież to dzięki tobie powstała ostatnia gazeta, dzięki tobie ta redakcja się trzymała..!- dopowiedziałam.
- No właśnie.. Tak jak m-mówisz córciu..- powiedziała drżącym głosem i rozpłakała się..
Obie ją przytuliłyśmy najczulej jak potrafimy.
- Nie martw się mamo.. Będzie dobrze..
Nic nie powiedziała, dalej wypłakiwała się na nasze rękawy. Siedziałyśmy tak na podłodze dobre 15 minut. Przerwał dzwonek telefonu mamy. Na ekranie widniało połączenie przychodzące od taty. Odebrałam. Powiedziałam, że u mnie wszystko spoko. Zastanawiałam się czy powiedzieć o mamie. W odpowiednim momencie mama powiedziała mi, żebym o wszystkim się wygadała. No więc się wygadałam. Później dałam mamę do telefonu i odprowadziłam Polę. Poszłam do pokoju i starałam się chociaż trochę skupić na nauce. Nie mogłam.. W głowie ciągle wirowały mi myśli "Co teraz będzie? Za co kupimy coś na obiad? Przecież tata przyjeżdża dopiero za ponad 5 miesięcy. Jak my sobie damy radę? Będę musiała wydawać oszczędności na wyjazd do Londynu na przyszłe wakacje.." Dałam sobie spokój z nauką, może nie będę musiała jutro iść do szkoły, żeby zostać z mamą. Poszłam powiedzieć dobranoc i położyłam się u siebie na łóżku. Długo starałam się zasnąć. Kombinowałam, jak dobrze rozwiązać sytuację. Pogrążyłam się w śnie dopiero koło drugiej..
ROZDZIAŁ 2
- Spodobał Ci się, co?- zapytała mama
Spojrzałam na nią jakby powiedziała, że widziała kosmitów.
- No coś ty, mamo.. To przyjaciel przecież. Od kilku lat się przecież przyjaźnimy. Przecież..
- Widzę jak na ciebie patrzy i jak ty na niego. - przerwała mi.
Przekrzywiłam głowę i wytrzeszczyłam oczy.
- Nie no, przestań, mamuś :D - powiedziałam i zaczęłam się śmiać. - idę się trochę ogarnąć na jutro.
Oczywiście , powiedziałam to tylko dlatego, żeby wyjść z salonu i uniknąć niekomfortowej sytuacji i wywiadów. Weszłam do pokoju, i zaczęłam udawać, że coś robię. Wcale mi się nie chciało iść jutro do szkoły.. Myślałam jakby tu mamę przekonać, żeby chociaż jutro nie iść! Ale w sumie to by było dziwne gdybym nie poszła jutro, a w środę już tak.. "Odpuszczę.. jakoś przeżyję ten tydzień"- pomyślałam i położyłam się na łóżko. Wzięłam lapka i zaczęłam oglądać najlepsze akcje BVB. Spojrzałam na zegarek i była już 24. Nawet nie wiem jak mi tak szybko czas zleciał. I kiedy już się wygodnie położyłam przypomniało mi się, że nie zrobiłam nic na jutro do szkoły.. Świetnie!
-Doobra, może nic nie było, ewentualnie od kogoś spisze przed lekcjami. - powiedziałam sama do siebie i uświadomiłam sobie że to było dosyć dziwne..
Odłożyłam laptopa, poleżałam jeszcze z 15 min i zasnęłam.
~Następnego ranka~
Miałam dosyć dziwny sen. Były jakieś murzyny latające na magicznych dywanach i kareta, którą prowadził niedźwiedź i ja w niej jechałam. Śnili mi się też moi przyjaciele i Klara, która wisiała w siatce na drzewie, bo byliśmy w dżungli :D Tak, to była jedyna fajna rzecz.
Ogarnęłam się, umyłam, zjadłam śniadanie i spakowałam. Mamy już nie było w domu. Jak już miałam wyjść zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam, a na klatce stała Pola z jakimś chłopakiem.
- Ehmmm.. Cześć? No teraz to mnie zaskoczyłaś..liście! ZaskoczyLIŚCIE :D
- No cześć! No więc, to jest Konrad.
Zobaczyłam wysokiego, chudego chłopaka z lokowaną burzą czarnych włosów na głowie i dużym nosem.
- Cześć- powiedział i wystawił rękę.
- No cześć, cześć - uśmiechnęłam się i jak zamknęłam drzwi podałam mu dłoń .- Rozumiem Pola, że to jest....?
- Mój chłopak ! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję i dała buziaka w policzek.
- No to gratulacje! W końcu! :D - Zaśmiałam się i przytuliłam ich oboje.- To jak, idziemy?
Oczywiście, jako troszcząca się przyjaciółka, zrobiłam wywiad z Konradem. Okazało się , że jest o rok starszy i chodzi do szkoły obok. Ta szkoła była trochę mniejsza od naszej i miała niższy poziom. Domyślałam się, że teraz Pola będzie się zrywała z lekcji i uciekała na przerwach, żeby się z nim jak najwięcej widzieć.
Weszłyśmy do szkoły i oczywiście ten sam widok: grupy szkolne. Poszłyśmy na pierwszą lekcję, czyli na historię. Najnudniejszy przedmiot w szkole z równie masakryczną i starą nauczycielką. Ale jakoś przeżyłam to 45 minut męki! Po dzwonku wyszłam z klasy i od razu usłyszałam głos Poli.
- Ej, Blanka, ja lecę do Konrada na chwilę, poczekasz?
- Ehm.. No tak, pewnie, że zaczekam.
No i moje domyślenia się sprawdziły! Dopiero pierwsza przerwa, a ona już znika.. W sumie, może to i dobrze? Nie mam pojęcia.Jak zadzwonił dzwonek, sama poszłam pod sale nr 56, salę od fizyki. Wychodziło na to, że Pola trochę się spóźni, albo w ogóle nie przyjdzie na lekcje. Usiadłam w ławce a nauczyciel zaczął sprawdzać obecność.
- Pakińska!..
Nikt nie odpowiadał.
- Pakińska!! Panno Kler, nie wie Pani co się z nią dzieje?
- Ona się spóźni, panie profesorze..
Po czym kompletnie nieogarnięta, do klasy wbiegła Pola.
- Już jestem panie profesorze, przepraszam za spóźnienie.
- Masz szczęście, że tylko tyle się spóźniłaś..- pokręcił głową, wstał i zaczął tłumaczyć temat.
- Co ty tak długo z nim robiłaś? - powiedziałam szeptem uśmiechając się.
- A jak myślisz?- odpowiedziała i lekko się zaśmiała.
- No dobra.. Opowiesz mi na przerwie..
Każdy słuchał i zapisywał w zeszycie co mówił nauczyciel, kiedy zadzwonił dzwonek. Wyszłyśmy z klasy i od razu szturchnęłam Polę, żeby opowiedziała mi jak było. Była tak rozpromieniona, że nawet nie potrafiła prostego zdania sklecić. Ale w końcu opowiedziała wszystko. "Jejku.. szczęściara"- pomyślałam.
- Jak staliśmy pod ścianą i zaczęliśmy się całować, wszystkie dziewczyny przechodzące obok, przeszywała zazdrość. Widać było. Zabijały nas po prostu wzrokiem! - gadała dalej podekscytowana- Chyba wychodzi na to, że jestem z najprzystojniejszym chłopakiem z ich szkoły!
Nie mogła przestać o tym nawijać. Usłyszałyśmy dzwonek i poszłyśmy na lekcję..
Plastyka. Ten przedmiot akurat uwielbiałam. Jedyny przedmiot w szkole, który sprawiał mi przyjemność. Dzisiaj mieliśmy malować na płótnach. Na początku lekcji nauczycielka powiedziała nam rzecz, która pobudziła mnie bardziej niż lodowaty prysznic z rana. Powiedziała, że najładniejsze 2 obrazy ze szkoły, będą przepustką do szkoły malarskiej do Londynu. Oczy mi się zaświeciły jak nigdy. Na namalowanie obrazu mieliśmy 3 godziny, reszta lekcji była odwołana. Byłam pewna, że każdy namaluje piękny obraz, bo tu trafiały tylko osoby z jakimiś zdolnościami, ja byłam w klasie plastycznej, więc konkurencja była.. i to nawet spora. No ale cóż. Zaczęłam malować. Najgorsze było to, że nie miałam żadnej inspiracji. Ale pomyślałam o wczorajszym dniu i wpadłam na pomysł, żeby przedstawić cały wczorajszy dzień na jednym obrazie. To było dosyć ciekawe, ale nie miałam zielonego pojęcia jak to zrobić.. Zaczęłam od namalowania wypadku, oczywiście tak, żeby nie zdradzać, że to Klara go spowodowała. Później w metaforyczny sposób, przedstawiłam idealnie spędzony dzień z Arkiem. Kiedy malowałam ostatnie kreski czas się skończył. Jakoś to wyglądało.. Uważałam oczywiście, że obraz np. Poli był 100 razy lepszy. Ona idealnie namalowała Big Ben'a.
- To jak? Myślisz, że dostaniesz się do tej szkoły?- zapytała chwilę później Pola.
- Nieee. Na pewno nie. Przecież miałaś lepszy obraz ode mnie.
- Daj spokój. Nawet się nie starałam. Nie zależy mi na tym..
- Tak w sumie.. to mi też nie.
Skłamałam. Oczywiście, że mi zależy! To byłaby moja życiowa szansa. Niepowtarzalna. Ale jakoś nie liczę na to, żebym się tam dostała. To raczej graniczy z cudem. Przecież jest jeszcze wieeele innych osób, które malują dużo lepiej ode mnie..
Plastyka. Ten przedmiot akurat uwielbiałam. Jedyny przedmiot w szkole, który sprawiał mi przyjemność. Dzisiaj mieliśmy malować na płótnach. Na początku lekcji nauczycielka powiedziała nam rzecz, która pobudziła mnie bardziej niż lodowaty prysznic z rana. Powiedziała, że najładniejsze 2 obrazy ze szkoły, będą przepustką do szkoły malarskiej do Londynu. Oczy mi się zaświeciły jak nigdy. Na namalowanie obrazu mieliśmy 3 godziny, reszta lekcji była odwołana. Byłam pewna, że każdy namaluje piękny obraz, bo tu trafiały tylko osoby z jakimiś zdolnościami, ja byłam w klasie plastycznej, więc konkurencja była.. i to nawet spora. No ale cóż. Zaczęłam malować. Najgorsze było to, że nie miałam żadnej inspiracji. Ale pomyślałam o wczorajszym dniu i wpadłam na pomysł, żeby przedstawić cały wczorajszy dzień na jednym obrazie. To było dosyć ciekawe, ale nie miałam zielonego pojęcia jak to zrobić.. Zaczęłam od namalowania wypadku, oczywiście tak, żeby nie zdradzać, że to Klara go spowodowała. Później w metaforyczny sposób, przedstawiłam idealnie spędzony dzień z Arkiem. Kiedy malowałam ostatnie kreski czas się skończył. Jakoś to wyglądało.. Uważałam oczywiście, że obraz np. Poli był 100 razy lepszy. Ona idealnie namalowała Big Ben'a.
- To jak? Myślisz, że dostaniesz się do tej szkoły?- zapytała chwilę później Pola.
- Nieee. Na pewno nie. Przecież miałaś lepszy obraz ode mnie.
- Daj spokój. Nawet się nie starałam. Nie zależy mi na tym..
- Tak w sumie.. to mi też nie.
Skłamałam. Oczywiście, że mi zależy! To byłaby moja życiowa szansa. Niepowtarzalna. Ale jakoś nie liczę na to, żebym się tam dostała. To raczej graniczy z cudem. Przecież jest jeszcze wieeele innych osób, które malują dużo lepiej ode mnie..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
