piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 10

   Obudziłam się w środku nocy z potwornym bólem głowy. Słyszałam głośne szumy i takie dziwne, jakby buczenie. Podniosłam się, zakręciło mi się w głowie i znowu upadłam na poduszkę. Po 5 minutach nie wytrzymywałam już, szybko wstałam, żeby pójść po jakąś tabletkę. Schodziłam ze schodów na dół do kuchni i poczułam, że mam nogi jak z waty, czułam jak spadam i.. obudziłam się w szpitalu.

~Oczami rodziców~
   Spaliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś huk dobiegający tak jakby z salonu. Szybko wybiegliśmy, zeszliśmy ze schodów i zobaczyliśmy Blankę leżącą na samym dole. Podbiegliśmy szybko do niej, podnieśliśmy ją i zobaczyliśmy sporą kałuże krwi na podłodze. Sprawdziliśmy najpierw jej głowę, miała głęboko rozciętą skórę z tyłu, na dole, przy szyi. Próbowaliśmy jakoś ją obudzić, krzyczeliśmy do niej, klepaliśmy po policzkach, ale nie odzyskiwała przytomności. Szybko zadzwoniliśmy na pogotowie, po 15 minutach przyjechali i zabrali ją do szpitala, pojechaliśmy razem z nią. Szpital był dosyć daleko, przez cały czas ratownicy również próbowali obudzić Blankę, ale ona nadal nie otwierała oczu. Później spytali nas jak to się stało. Oczywiście niewiele pomogliśmy, nie widzieliśmy co się działo. Dojechaliśmy pod szpital, ratownicy szybko wzięli Blankę na oddział, biegliśmy cały czas za nimi. Dotarliśmy pod salę, lekarz powiedział, że musimy poczekać. Byliśmy bardzo zdenerwowani.. Usiedliśmy na krzesełkach w poczekalni i czekaliśmy, aż lekarz wyjdzie i powie coś.. Cokolwiek..
 
    - Co się stało?- wydukałam
Ledwo widziałam, błyszczały mi przed oczami tylko zarysy dwóch postaci, później poznałam, że to rodzice.
- Tylko spadłaś ze schodów kochanie, ale wszystko już jest dobrze..- powiedziała cicho mama i nachyliła się, żeby pocałować mnie w czoło.
W tym momencie drzwi się uchyliły i zobaczyłam lekarza. Wziął rodziców na bok i rozmawiali. Później podszedł do mnie, poprosił, żeby starsi wyszli.
- Panie doktorze, co się stało?- już dokładnie wszystko widziałam i słyszałam.
- Spadłaś ze schodów, uderzyłaś się o coś w głowę i straciłaś przytomność, ale powiedz mi jeszcze, czy pamiętasz, co się działo przed upadkiem, jak się czułaś?
- Pamiętam..- chwilkę się zastanowiłam- obudziłam się ze strasznym bólem głowy, na początku chyba nie mogłam się podnieść, ale.. ale później normalnie wstałam. A kiedy schodziłam ze schodów to nogi zrobiły mi się jak z waty. No i spadłam, czułam jak spadałam..
- Mhmmm.. A później już nic nie czułaś?
- Nie.. No to znaczy, nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko mnie boli panie doktorze..
- Głowa też dalej się boli?
- Tylko z tyłu..
- To od szwu, spokojnie, wszystko będzie dobrze.- uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu.
Po chwili weszli z powrotem rodzice. Zasypywali mnie pytaniami jak się czuję, czy mi coś przynieść, o czym rozmawiałam z doktorem itp. Wyjaśniłam im całą sytuację, po wiedzieli, że muszą niedługo iść. W sumie to nie dziwię im się, chyba w ogóle nie spali. Poprosiłam ich tylko, żeby się zapytali kiedy stąd wyjdę. Powiedzieli, że rozmawiali z doktorem i powiedział, że jeszcze nie wiadomo, to poprosiłam, żeby chociaż zadzwonili do Marco, powiedzieli, że jestem w szpitalu. Po chwili pożegnali się ze mną i wyszli. Dziwnie się czułam, więc położyłam się spać.

~Oczami Marco~
- Halo?
- Cześć Marco, tu tata Blanki.
- O! dzień dobry!
- Słuchaj Marco, Blanka kazała do ciebie zadzwonić i powiedzieć, że jest w szpitalu.. Mówiła też coś, że nie wyjdziecie.. Coś w tym stylu
Zamurowało mnie trochę. Przecież jeszcze jak byliśmy w centrum, wszystko było w porządku. Co mogło się jej stać?
- Yhmm.. Dziękuję, za informację. Ale co jej się stało?
- Wiesz... Chyba lepiej będzie, jeśli przyjedziesz do niej i sama Ci to powie. Oczywiście jeśli masz czas.
- Mam, mam. Oczywiście, że mam. A który szpital?
- Zaraz ci wyślę. Na razie
- Do widzenia..
Przez chwilę jeszcze stałem z telefonem przy uchu, ale ocknąłem się, kiedy mój mózg rozwalił głośny dźwięk smsa.

"Szpital przy Brandisstraße. "

Ubrałem buty, wziąłem kurtkę, kluczyki, portfel i szybko wsiadłem do samochodu. Kiedy byłem w drodze, mijałem kwiaciarnię z bardzo ładnymi różami. "Na pewno będzie jej miło"- pomyślałem. Wysiadłem z samochodu i starając się być niezauważonym, szybko kupiłem bukiet z 50 róż. Jechałem dalej i po 35 minutach byłem na miejscu. Wszedłem do sali, w której była Blanka, podszedłem, kwiaty położyłem na stoliku obok i przywitałem się. Usiadłem obok niej i czekałem, aż otworzy swoje błyszczące, brązowe oczy.
  Przez ten czas rozmawiałem również z doktorem, powiedział, żebym jej nie budził, sama niedługo powinna się obudzić. Siedziałem przy niej cały czas i trzymałem ją za rękę. Patrzyłem się na nią. Była taka słodka gdy spała. W pewnym momencie coś zaczęło mi nie pasować. Brakowało mi czegoś.. Nagle usłyszałem długi pisk i kreskę. Szybko wybiegłem z sali i krzyknąłem na korytarzu po jakiegoś lekarza. Przybiegł ten sam, z którym wcześniej rozmawiałem. Potraktował ją defibrylatorem i zawołał więcej lekarzy. Kazali szybko wyjść z sali. Usiadłem na krzesełku na zewnątrz. Chwilę pomyślałem i łzy napłynęły mi do oczu, zaczęły ściekać po policzkach coraz mocniej i częściej. Wstałem, żeby chociaż trochę opanować emocje. Podszedłem do drzwi sali i słyszałem
"JESZCZE RAZ DEFIBRYLATOR! NIE ODZYSKUJE TĘTNA.. ONA ODCHODZI..." 
Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Podszedłem do ściany, chwilę na nią popatrzyłem i starałem się opanować, ale nie mogłem.. Jeszcze raz podszedłem do drzwi i znowu usłyszałem głosy
"JEST.. TĘTNO WRACA.. MAMY JĄ"
Klęknąłem na ziemi, schowałem twarz w dłonie i zacząłem dziękować Bogu za to, że wszystko jest dobrze.. Po 10 minutach lekarze wyszli z sali, jeden z nich powiedział, że mogę z powrotem wejść. Zapłakany wszedłem i spytałem lekarza co się działo.
- Nie wiemy dlaczego nagle jej serce przestało bić.. Musimy to jeszcze zbadać. Ważne, że wszystko wróciło do normy. Dobrze, że szybko mnie zawołałeś.. Inaczej, źle by się to skończyło.. Teraz możesz zostać przy niej. Na pewno będzie chciała z kimś porozmawiać kiedy się przebudzi.. A przebudzi się na pewno nie długo.
Lekarz poklepał mnie po ramieniu i wyszedł. Spojrzałem się na Blankę, usiadłem koło niej, złapałem ją za rękę i modliłem się, żeby wszystko już było dobrze.. 

~Godzinę później~

 - Ehmm.. Co.. Co się dzieje? Marco?- zapytałam powoli otwierając oczy.
- Marco, Marco. Cześć kochana - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło
- O co chodzi?.. Głowa strasznie mnie boli..
- Emm.. Wiesz.. Twoje serce na chwilę przestało bić.. Ale wszystko jest dobrze. Nic się nie martw, jestem przy tobie.- ścisnął moją dłoń troszkę mocniej. Po dłuższej chwili odpowiedziałam.
- Przestało bić?.. Jak?
- Nie wiem.. Lekarze sami nie wiedzą. Później pewnie wezmą cię na badania.
- Od kiedy tu jesteś? Długo czekałeś?
- Nie wiem.. Pewnie kilka godzin, albo czas mi tak szybko mija.. O właśnie!
Chwycił lekko moją brodę i delikatnie przechylił głowę w kierunku szafeczki.
- Jejku jakie piękne.. 
Zobaczyłam ogromny bukiet czerwonych róż. Marco dał mi jeszcze karteczkę na której było napisane:
" Wracaj do zdrowia. Kocham Cię ♥ Marco." Kiedy to przeczytałam, obróciłam karteczkę w stronę Marco, wskazałam na wyrazy "Kocham Cię" i zrobiłam minę w stylu "No co ty gadasz?!". Kiedy skapnął o co mi chodzi uśmiechnął się i pocałował.. Kiedy już lekko się odsunął i spojrzał mi prosto w oczy, powiedział
- Tak kocham cię. Kocham cię od naszego pierwszego spotkania. Kocham cię od pierwszego prawdziwego spojrzenia w oczy. Kocham cię od chwili, kiedy uświadomiłem sobie, że to właśnie ty.. Że to właśnie ty jesteś tą jedyną.
Zapadła chwilowa cisza. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć i jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się dzieje. Po chwili coś się we mnie ruszyło, łza poleciała mi po policzku i powiedziałam
- Ja ciebie też..
Ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej i ciągle patrzyłam w jego oczy.
- Nie płacz, księżniczko- zaśmiał się, otarł kroplę z mojego policzka i znowu się zbliżył i zaczął delikatnie muskać moje usta, po czym znowu zaczął całować. Tę cudowną chwilę oczywiście musiało coś przerwać. Do sali wszedł lekarz, powiedział, że musi mnie zabrać na badania.
- Idź, poczekam..- powiedział i wyszedł z sali.
Na badania zawieźli mnie na wózku inwalidzkim. Dziwnie się wtedy czułam. Wykonali mi szereg badań, po czym wezwali moich rodziców i odwieźli z powrotem na salę. Po 40 minutach zjawiła się mama z tatą, przywitali się ze mną, potem długo rozmawiali z lekarzem, a ja cały ten czas spędziłam z Marco. 
- Poleżysz jeszcze do jutra wieczorem, rodzice po ciebie przyjadą.- rozległ się głos lekarza.
- Dobrze, dziękuję doktorze.
Po chwili rodzice podbieli do mojego łóżka, usiedli i zaczęli zasypywać stertą pytań. Kiedy już trochę się uspokoili, spojrzałam na Marco, żeby się jakoś dowiedzieć czy już czas i powiedziałam do rodziców.
- Mamo, tato, przedstawiam wam mojego nowego chłopaka- pokazałam głową na Reusa
Rodzice również się na niego spojrzeli, a ten nieśmiało się uśmiechnął i wyciągnął rękę do mamy, przedstawił się, później do taty
- A my cię znamy kochaniutki! Blanka co mecz mówi jaki ty jesteś cudowny!- odwzajemniła gest Marco i zaczęła się śmiać. Spojrzała się na mnie, a ja tylko schowałam twarz w dłonie i też zaczęłam się śmiać. Rozmawialiśmy jeszcze długo.. Koło 21 lekarz przyszedł i powiedział, że już koniec odwiedzin. Pożegnałam się z rodzicami i z Marco. Z Marco oczywiście troszkę inaczej się pożegnałam :D. Kiedy wyszli rozluźniłam się i zasnęłam.

~Następnego dnia wieczorem~
 Po południu ucięłam sobie jeszcze krótką drzemkę. Marco niestety nie mógł przyjść, miał akurat dzisiaj trening. Kiedy się obudziłam zobaczyłam nad moim łóżkiem rodziców już pakujących moje rzeczy. 
Przywitaliśmy się, pomogli mi wstać i razem jeszcze poszliśmy do gabinetu doktora.
- Panie doktorze, możemy już iść?
- Tak tak, tylko jeszcze dwa słowa.. Blanka ma się teraz oszczędzać. Wiem, że chcieliście wysłać ją do szkoły, ale to na razie nie możliwe. Nie może się przemęczać przez najbliższe 2 tygodnie, a do szkoły najlepiej niech pójdzie za miesiąc. Jeśli będzie odczuwała jakiekolwiek bóle łowy, proszę dawać jej ten lek- wręczył mamie buteleczkę z tabletkami- Słyszałem też, że córka biega. Niech nie robi tego przez przynajmniej pół roku. Wszystko musi się ustabilizować. No to... to wszystko. Trzymaj się młoda, do widzenia!- poklepał mnie po ramieniu a rodzicom podał rękę na pożegnanie.
Wyszliśmy z gabinetu, udaliśmy się w kierunku drzwi, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu..

_________________________

Dziękuję Wam za ponad 1000 wyświetleń <3 Jeśli czytasz, komentuj :) Pozdrawiam ;3 ;*

2 komentarze:

  1. Nie , no kochana rozdział Genialny ! <3
    WoW ! ♥.♥
    Ja chce już następny *.*
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Omomo :** Weź wgl się nie spodziewałam XD ŚWIETNY ROZDZIAŁ ! :D
    zapraszam do mnie huhuhu :) http://love-story-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń