sobota, 1 marca 2014

ROZDZIAŁ 13

- Heej.- podniosłam się z łóżka i obudziłam jeszcze śpiącego Marco buziakiem
- O hej!- uśmiechnął się szeroko
- Wstawaj, wstawaj!
- Jeszcze 5 minutek, prooosze..
- Hhah! No dobra śpiochu! - rzuciłam w niego lekko poduszką i wyszłam z pokoju
Starałam się być w dobrym nastroju i zadzwoniłam do Poli, później do Arka. Mimo, że starałam się mieć wesoły i beztroski głos, i tak wyczuli, że coś jest nie tak. Nie miałam wyjścia, musiałam im powiedzieć o chorobie mamy. Mówili, że przyjadą jak najszybciej, nawet dzisiaj. Oczywiście uznałam to jako żart, bo jakby mieli rzucić wszystko i lecieć do Dortmundu.. Z Arkiem pogadałam trochę dłużej, rozłączyliśmy się kiedy Marco schodził po schodach i krzyczał:
- Z kim rozmawiasz kochanie?!
Arek zawsze był ciekawski i musiał dowiedzieć się kto tak wrzeszczy. Nie ukrywam, że był zazdrosny.. Okropnie mnie to denerwowało..
- To Marco, muszę kończyć, papa - rozłączyłam się i rzuciłam się na szyję Reusa
- No to co dzisiaj robimy?
Chyba był trochę zdziwiony tym, że jestem w tak dobrym nastroju, a przynajmniej tak się wydawało.
- Emm.. Nie chcesz jechać do mamy?
Na chwilę zamilkłam, puściłam szyję chłopaka, złapałam go za rękę i cicho powiedziałam
- Wiesz.. chcę o tym na chwilkę zapomnieć.. Tylko na chwileczkę, na godzinkę-dwie..
- Sugerujesz coś? - uśmiechnął się łobuzersko
- Hhaha! Nie głupku! Sugeruję, żebyśmy gdzieś wyszli.
- Yhmm. No dobra, leć się ubrać, a ja zrobię coś do jedzenia- złapał mnie za plecy, przyciągnął do siebie i dał soczystego buziaka
- Kocham cię- zaśmiałam się i szybko poleciałam na górę
"A jeśli mama się obudzi i nie będzie mnie przy niej?"- myślałam. Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Już sama nie wiedziałam, czy mam jechać do taty.
 W końcu siedzi tam sam z być może śpiącą żoną. 
 Ale przecież jest załamany.. 
 Boże, nie wiem co robić..
 A tam.. godzinka na mieście nie zaszkodzi..
Ubrałam się i zeszłam na dół. Przy stole stał Marco z uszykowanym zdrowym śniadankiem.
- Zapraszam do stołu - wskazał z racją na krzesło i roześmiał się.
- Dziękuję bardzo!
Przez cały czas wyłupialiśmy się i żartowaliśmy, ale obyło się bez bitwy na jedzenie. Wyjątkowo! Miałam tylko nadzieję, że Marco nie zabierze mnie do jakiejś restauracji albo coś..
- No to zakładaj kurtkę i czekaj na mnie w samochodzie. - rzucił mi kluczyki
- No ok!- krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Zastanawiałam się krótko dlaczego nie mógł wyjść ze mną, albo żebym na niego poczekała. Ale nie trułam sobie tym głowy. Po chwili drzwi samochodu otworzyły się
- Zapnij pasy kochanie - uśmiechnął się i ruszyliśmy 
Długo gadaliśmy, na wszystkie tematy, przestało mnie nawet zastanawiać to, gdzie jedziemy.
Po niecałej godzince dotarliśmy do ogromnego parku rozrywki.. Były przeróżne kolejki, karuzele, huśtawki.. Wszystko było! "Tak, tego mi trzeba"- pomyślałam i złapałam Marco za rękę. Chłopak od razu pociągnął mnie w stronę wielkiej kolejki. Była strasznie wysoka, a jeden ten taki jakby wagonik mieścił 6 osób. Wsiedliśmy i w niektórych momentach na pewno moja mina wyglądała mniej więcej tak. Po 10 minutach już miałam dość tej kolejki. A trzeba było tam być 25 minut. Ale jak pomyślałam że przez te 10 minut zapomniałam o całym świecie, tylko czułam się jakbym latała to mówię: wytrzymam! 
Po kolejce poszliśmy jeszcze na wszystko inne co tam było. Akurat kiedy wyszliśmy z parku zadzwonił telefon. 
- Hej Blanka, jesteś w domu?- usłyszałam głos Poli
- Właśnie wracam...- chwilę się zastanowiłam- a czemu pytasz?
- Nic, nic. Paa!
- Pa.- zrobiłam takie dziwne oczy i spojrzałam na Marco- moja przyjaciółka dzwoniła, pytała się czy jestem w domu.
- No to rzeczywiście może przyjedzie.. Chodź do domu, zrobimy jakiś obiad, a później się zobaczy- objął mnie w pasie i szliśmy do samochodu.

~2 godziny później~
 Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Przez chwilę nie wiedziałam czy na prawdę ktoś puka czy mam już jakieś omamy. Uchyliłam je lekko, tak żeby tylko wyjrzeć kto to i zobaczyłam ich. Tych dwoje wariatów! Od razu rzuciłam się na nich i mocno przytuliłam,
- Jejkuu jak ja się za wami stęskniłam!- mówiłam wziąć wtulona w ich ramiona.- chodźcie, wejdźcie. Marco pojechał po coś na obiad, ale zaraz powinien być.
- Haha! Jak to brzmi w ogóle. Mówisz to tak jakbyś mówiła "moja mama wyskoczyła po pieprz, ale zaraz będzie"
W tym momencie posmutniałam. Arek szturchnął Polę i ona też zrozumiała, że źle dobrała słowa.
- Oł.. Przepraszam.. Przepraszam, przyzwyczajenie - widząc łzy w moich oczach, mocno mnie przytuliła i mówiła
- Już dobrze, uspokój się..
- Pojedziemy później do niej?- zapytałam przyjaciół cichym głosem
- Pewnie..!- odpowiedzieli oboje.
Akurat w tym momencie wszedł Reus. Po jego minie widać było że nie wie co robić, ale to było dosyć śmieszne, bo wyglądał trochę jak przestraszony szczeniaczek ♥ . Przedstawili się, dobrze, że Pola i Arek znali angielski, bo to już w ogóle byłaby komedia jak próbowaliby się dogadać. Wszyscy zrobiliśmy obiad, a po nim wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Wszyscy weszliśmy do sali i widząc mamę z otwartymi oczami, która tak bardzo ucieszyła się, że ją odwiedziliśmy na każdej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i łzy. Przytuliliśmy delikatnie mamę i zasypywaliśmy pytaniami jak się czuje, dawaliśmy i układaliśmy w wazonach kwiaty dla niej. rozmawialiśmy z tatą i nawet nie wiem kiedy minęły 3 godziny i w sali pojawiła się pielęgniarka, która prosiła o wyjście. W samochodzie i jeszcze w domu gadaliśmy o tej całej sytuacji, ale później na szczęście zmieniliśmy temat. Nawet już nie pamiętam co później robiliśmy. Wiem, że pojawiło się trochę alkoholu w każdej postaci. 

_______________________________

Ogromnie Was przepraszam że tyle czasu mnie nie było! Postaram się to nadrobić, obiecuję ♥ :) Dzisiaj nasza Borussia wy~grała 3:0! Bądźmy dumni! :D