~Następny dzień, 6:30~
- O Matko Boska...- zaraz po ziewnięciu, jak co rano, zaczęłam marudzić na cały świat, bo oczywiście byłam nie wyspana.
Wyszłam z pokoju, wzięłam ze sobą ciuchy i od razu poszłam do łazienki, ogarnęłam się trochę, ubrałam się i udałam się do kuchni. W kuchni siedziała już mama z kawą i papierosem w ręku. Zdziwiło mnie to że już była ubrana.
- Cześć! Co na śniadanie?- powiedziałam zaspana.
- Hej.. Śniadania nie jemy. Zjemy na mieście. Nie idziesz dzisiaj na lekcje. Zarzucaj buty i wychodzimy - odparła gasząc peta w popielniczce.
- Ale jak ? co? Jak to nie na lekcje? A gdzie niby..?
- Ubieraj się, zobaczysz.- uśmiechnęła się i lekko wypchnęła mnie z kuchni.
Szłyśmy ulicami Warszawy mijając różne kafejki, salony gier, centrum handlowe itp. po drodze zaszłyśmy do jakiejś budki z kanapkami, wzięłyśmy na wynos, kupiłyśmy picie i zjadłyśmy w drodze. Doszłyśmy do murów mojej szkoły. "Jezu, co ja znowu zrobiłam...? A jeśli chodzi o tą akcje w centrum?."- pomyślałam. Zaczęło mi się robić gwałtownie gorąco i kiedy mama coś do mnie mówiła, głos mi się załamywał. Poszłyśmy pod drzwi dyrektora. "Już po mnie.."- dalej tkwiłam w przekonaniu, że do domu "wrócę na smyczy" i jeszcze w dodatku "z batem nad plecami". Ku mojemu zaskoczeniu mama weszła na luzie i spokojnie zaczęła rozmawiać z dyrektorem. Póki co, nie wiedziałam kompletnie o co chodzi, rozmawiali cicho, a nie chciałam podsłuchiwać czy coś, bo to by dziwnie wyglądało. Więc stałam jeszcze trochę zdenerwowana pod ścianą..
- A za ile wrócicie?- usłyszałam lekko podwyższony głos dyrektora.
"A skąd wracać? Kto ma wracać?- pomyślałam i wyostrzyłam słuch jeszcze bardziej.
- Postaramy się za pięć miesięcy.. Ewentualnie na następny rok szkolny..
Zapadła chwilowa cisza.
Pierwsza moja myśl była taka, że jedziemy do taty, ale kiedy mama powiedziała, że możemy wrócić na następny rok szkolny, zwątpiłam.. Zastanawiałam się nad tym dopóki dyrektor nie powiedział.
- No dobrze.. Szkoda mi jej trochę. To bardzo zdolna dziewczyna, nie chciałbym, żeby opuszczała naszą szkołę.. Ale dobrze, skoro nie ma innego wyjścia, to nie mam nic przeciwko..
- Dziękuję bardzo panie dyrektorze- odpowiedziała mama wyraźnie kończąc rozmowę.
Mimo to, nie byłam jeszcze do końca pewna, czy chodzi o ten Dortmund. Wysoki, szczupły mężczyzna podszedł do mnie i powiedział cicho:
- Uważaj tam na siebie i ucz się dobrze. Mam nadzieję, że jak wrócisz, to nie będziesz miała żadnych problemów.- uśmiechnął się przyjaźnie i uścisnął moją rękę.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Nie zamurowało mnie, ale po prostu nie miałam żadnych słów na języku.
- Dobrze panie dyrektorze.- odpowiedziałam najprostszymi słowami i odwzajemniłam uśmiech.
- Do widzenia i jeszcze raz dziękuję..- obróciła się i powiedziała trzymając klamkę.
- Do widzenia..- odpowiedział siadając na swój wielki, skórzany fotel.
Wyszłyśmy z gabinetu i szłyśmy korytarzami szkoły..
- Tak właściwie to o co chodzi, mamo?
- Nie domyśliłaś się jeszcze?.. Lecimy do Dortmundu.
Przystanęłam, a uśmiech zajął mi prawie pół twarzy.
- Kocham Cie mamo!! - krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
- Wiem .. Ale mogłaś trochę ciszej bo lekcje są..
- A tamm..
Milion myśli i jeszcze trochę krążyło w mojej głowie. Zastanawiało mnie kiedy niby mamy tam jechać, ale wolałam jeszcze nie pytać.
Wyszłyśmy ze szkoły i zakręciłyśmy w prawo. Nie kierowałyśmy się do domu, tylko prosto do centrum handlowego.
- Na zakupy?.. - spojrzałam się na mamę
- No chyba musimy sobie kupić coś nowego jak jedziemy do Dortmundu..- zaśmiała się
- Jesteś najlepszą mamą na świecie!- wzięłam ją pod rękę i udałyśmy się do centrum
Po 10 minutach byłyśmy już przed sklepami. Zawsze rozchodzimy się, dzielimy się kasą, i kupujemy co nam się podoba. Jednak tym razem było inaczej. W każdym sklepie byłyśmy razem. Ja doradzałam mamie, a ona mi. I w sumie było 100 razy lepiej. Łaziłyśmy po wszystkich pomieszczeniach, w niektórych nawet po prostu stałyśmy żeby popatrzeć na te drogie ciuchy. Do domu wróciłam z maksymalnym poczuciem szczęścia. Napisałam do Poli, żeby wpadła, że muszę jej coś opowiedzieć.
Rozpakowałam wszystkie ciuchy które kupiłyśmy i rozłożyłam je na łóżku. Doszłam do wniosku, że teraz zapytam się mamy kiedy lecimy. W drodze z pokoju do pokoju wymyśliłam pretekst.
- Maamoo? A kiedy tak właściwie lecimy do tego Dortmundu?
- Jutro, więc się szybko pakuj..
- Ołłł... No ok.. Pola za chwilę wpadnie.
Nie powiem, że nie zszokowała mnie ta wiadomość. Myślałam, że gdzieś na tydzień, dwa.. Poszłam do piwnicy szukać walizki. Kiedy wchodziłam po schodach z torbą i z walizką, spotkałam Polę zmierzającą do mojego mieszkania..
- Heej!- krzyknęłam za jej plecami.
- O Boooże! Hej. Wystraszyłaś mnie- osunęła się po barierce przy schodach i zaczęła się śmiać.
Skoro ona zaczęła się śmiać, no to ja też.
- Po co ci ta walizka?. - jej mina trochę się zmieniła. Jej twarz wyrażała trochę smutku ze zdziwieniem, ale jeszcze był cień uśmiechu.
- Noo właśnie.. Miałam ci o tym powiedzieć. Chodź, nie będziemy gadać na klatce.
Weszłyśmy do mieszkania, wniosłam walizkę do mojego pokoju i Poli kazałam do niego wejść.
- No więc.. Jadę do taty. Do Dortmundu..
Jej mina już kompletnie się zmieniła. Zesmutniała a w jednym oku zakręciła się łza.
- Ale jak to? Na ile? - powiedziała łamiącym głosem
- Na tyle ile mówiłam.. Pięć miesięcy.. Chodź tu, daj miśka.
Przytuliłyśmy się najczulej jak mogłyśmy. Popłakała się, w moim sercu też się coś ruszyło, ale nie mogłam się popłakać, bo przecież cieszyłam się jak nigdy!
- Zadzwonić po Arka?
- A jak myślisz? Nie odezwałby się już nigdy gdybyś nie zadzwoniła i mu o tym nie powiedziała.- odpowiedziała stanowczym tonem
Po 15 minutach Arek zapukał do drzwi.
- Heej!
- No hej, co jest? - zapytał wchodząc do domu i ściągając kaptur.
- No wchodź i idź do mojego pokoju to ci powiem.
Usiedliśmy wszyscy w pokoju na podłodze. Widziałam, że Arek trochę się zmartwił kiedy zobaczył jeszcze troszkę roztrzęsioną Polę z podkrążonymi oczami.
- No więc.. Pola już o tym wie.. Jadę do Dortmundu.. - utkwiłam spojrzenie z oczach Arka.
- Egghmm.. A jednak? Na ile?
- Tak jak mówiłam, czyli pięć miesięcy..
- Yhmm..Nie żeby coś, ale wiesz.. Twoja sprawa..- powiedział cicho i spuścił wzrok na podłogę.
- Areek! Wiesz dobrze, że nienawidzę jak tam gadasz..
- No ale to racja. - odpowiedział z jakąś pretensją w głosie..
- Dobra.. Chcecie coś do picia?
- No mi możesz herbatę zrobić- odezwała się Pola.
- A ty Arek?
- Nie, dzięki.
Poszłam do kuchni, wzięłam sobie soku, zrobiłam tą herbatę i wróciłam do nich.
- Dzięki..
- Wiesz co Blanka?.. Będziemy za tobą strasznie tęsknić..
Jak usłyszałam te słowa z ust Arka, coś się we mnie ruszyło. Łzy zakręciły mi się z oczach i wybuchłam płaczem. Widząc to, przyjaciele mnie przytulili jak najmocniej i siedzieliśmy tak dobre 5 minut.
- Dobra, już jest ok.. Pomożecie mi się spakować?
- Jeszcze pytasz! Jasne że tak!
- Kochani jesteście..
Wyczyściliśmy walizkę i zaczęliśmy wkładać do niej najróżniejsze rzeczy. Przy okazji urządziliśmy sobie bitwę na poduszki.
Zapełniliśmy już walizkę i wyszliśmy z pokoju. Na mówiłam ich, żeby zostali na kolacji. Mama zrobiła moją ulubioną sałatkę grecką. Poli i Arkowi też smakowała. Po kolacji jeszcze chwilę pogadaliśmy z mamą i jeszcze raz wszyscy się przytuliliśmy. Obiecaliśmy sobie, że cały czas będziemy w kontakcie. Odprowadziłam Polę pod drzwi i Arka na sam dół.
- Na prawdę będę za tobą bardzo tęsknił..
- Wiesz przecież, że ja za tobą też..
Po tym co powiedziałam mocno mnie przytulił i pocałował.. Zarumieniłam się jak nie wiem, uśmiechnęłam się i szybko spuściłam wzrok.
- Na razie, będziemy w kontakcie.. - odpowiedziałam nieśmiało otwierając drzwi od klatki.
- Cześć!
Stanęłam jeszcze na chwilę na korytarzu, oparłam się o ścianę i zdawałam sobie sprawę z tego co przed chwilą się wydarzyło. Po niedługim czasie weszłam z powrotem na górę, poszłam do pokoju ogarnęłam się i starałam się zasnąć..