wtorek, 14 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7

Pierwsza noc w Dortmundzie. Jak to fajnie brzmi .. Wstałam, poszłam się trochę ogarnąć, ubrać i zeszłam na dół na śniadanie. W jadalni czekali już na mnie rodzice, przy kanapkach i ciepłym kakałku. Przywitałam się z nimi i zabrałam się do jedzenia. Podczas posiłku gadaliśmy sobie, śmialiśmy się i kiedy zapadła cisza mama wydukała.
- No powiedz jej już..- podniosła wzrok na tatę.
- Jeszcze nie - odpowiedział starając się tak mówić, żebym się nie kapnęła o co chodzi.
- No jak chcesz..
- Ale o czym?!- wtrąciłam się
- Ehmmm.. No dobra, skoro tak szybko chcesz wiedzieć, to dzisiaj cię gdzieś zabieram.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
- Oooo! A gdzie?
- A to już niespodzianka, skoczę do pracy na chwilę, a ty za 2 godziny bądź gotowa.- zaczął wstawać z krzesła
- Noo dobra! A jak mam się ubrać?
- Hmm.. To nie jest kwestia dla mnie.. Emm.. Mama ci podpowie! - puścił oczko, odwrócił się i wyszedł..
Myślałam na tym, żeby mamy się zapytać, czy wie dokąd tata mnie zabiera. Ale w sumie to niee.. Zepsułabym sobie niespodziankę. Dokończyłam śniadanie i śmignęłam na górę, żeby wziąć prysznic i jakoś się ubrać. Na początku próbowałam dobrać coś sama, ale za dużo tego było, więc zawołałam mamę. Po 15 minutach przebierania, wybierania i dobierania ciuchów wybrałyśmy to. Uczesałam się, umalowałam i usiadłam na sofie w salonie, włączyłam wiadomości sportowe, napisałam do Arka i Klary i czekałam na tatę. Przy okazji jeszcze pomogłam mamie do końca porozkładać ubrania w szafkach. O 12 tata wrócił.
- To co? Gotowa?- krzyknął, nawet nie zdejmując kurtki.
- Gotowa!- odpowiedziałam radośnie i pobiegłam do taty.- paa mamo!- zamknęłam za sobą drzwi i poleciałam do samochodu.
- Ale weź mi powiedz gdzie właściwie jedziemy!
- No zobaczysz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi- zaśmiał się, a ja lekko klepnęłam go po ramieniu.
Po 15 minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek, trochę przypominał biuro, ale był bez żadnego szyldu ani nic..
- To tu?- zapytałam wyglądając przez okno
- No tu, tu. Wysiadaj. Zaraz się spóźnimy - wstał z fotela - No już już!- uśmiechnął się.
- No wysiadam
Otworzyłam drzwi od samochodu, postawiłam nogi na chodniku i poszłam przed siebie z tatą obok. Weszliśmy do budynku, tata wszedł na chwilę w jakieś drzwi, kazał mi poczekać, ale po niecałej minucie wyszedł. Wyszliśmy z tego biura i zakręciliśmy. Po 2 minutach zobaczyłam too. Nie miałam pojęcia jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć! Może dlatego że było tam tyle drzew i byłam zajęta rozmową i rozglądaniem się na około. Ale kiedy ujrzałam to cudo, nogi mi się ugięły. Roześmiałam się nie dowierzając, że na prawdę tu jestem. 
- Na prawdę tato?!- spojrzałam na niego błyszczącymi oczami
- Na prawdę! Na prawdę zabieram cię na stadion. Na razie tylko na trening, ale mam nadzieję, że to wystarczy?- przekrzywił głowę i uśmiechnął się
- Matko Boska! Tato nawet nie wiesz jak bardzo wystarczy! Jeejuu! Kocham cię! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję
- Dobra, dobra.. Chodź, bo się spóźnimy.
Puściłam tatę i razem udaliśmy się w kierunku stadionu. Cały czas śmiałam się i cieszyłam jak jakaś psychopatka. W końcu weszliśmy do środka. Na murawie jeszcze nikogo nie było, więc tata kazał mi usiąść na trybuny. Ale kiedy się dowiedziałam, że tata ma iść do Jurgena Kloppa, nie pozwoliłam, aby szedł sam. Trochę się denerwowałam, bo przecież nie umiem nic nawet powiedzieć po niemiecku. A jak się mnie o coś zapyta, a ja będę stała jakbym dostała gongiem po głowie? Co w tedy? Jednak chęć zobaczenia go, przewyższała moje zmartwienia. Poszłam z tatą w kierunku szatni. Najpierw zapukaliśmy, kiedy dali znak, że można wejść otworzyliśmy drzwi i tam zobaczyłam ich.. Reus, Błaszczykowski, Piszczek i reszta zawodników BVB. Ugięły mi się nogi i zapomniałam o całym bożym świecie. Nawet się nie zorientowałam, kiedy tata zaczął wychodzić. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, bo tata wychodził a ja dalej stałam, uśmiechałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. Musiał mnie nieźle szturchnąć żebym się ocknęła. Później się ze mnie cały czas śmiał :D. Okazało się, że trenera nie było w szatni, więc poszliśmy do takiego pomieszczenia zapełnionego kluczami od szatni, schowków itp. Zapukaliśmy, a po chwili weszliśmy do środka. Faceci przywitali się uściskiem ręki, w sumie spodziewałam się tego.. ale po chwili rękę podał też mi.. A tego to kompletnie bym się nie spodziewała! Nieśmiało odwzajemniłam gest i powiedziałam "Dzień dobry", oczywiście po niemiecku. Chwilę rozmawiali i wracaliśmy razem na miejsce treningu. Klopp jeszcze musiał skoczyć do chłopaków na chwilę. Ja z tatą poszliśmy na trybuny i czekaliśmy aż wyjdą.
- I jak? Podoba ci się? - zapytał się przerywając ciszę.
- Czy mi się podoba? Tato, tu jest cudownie.. Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu! Dziękuję..- przytuliłam się do niego, a po policzku spłynęła mi łza, oczywiście ze szczęścia.- O patrz, patrz! Wychodzą! Jeezu jacy oni przystojni.. - podparłam się ręką.
- Może któremuś się spodobasz.. - roześmiał się i spojrzał na mnie.
Również spojrzałam na niego wzrokiem w stylu : "żartujesz sobie człowieku?.." i też zaczęłam się śmiać. Po chwili odwróciłam wzrok i zapatrzyłam się w piłkarzy. Trening trwał około 2 godziny. Może niektórych by nudziło siedzenie 2 godziny i wgapianie się w dziwaczne ćwiczenia, jednak ja wgapiałam się w każdy jeden ruch. Zauważyłam, że niektórzy bardzo często zwracali na nas uwagę. To pewnie dlatego, że nie miewają gości na swoich treningach. Po tym jak piłkarze zeszli z boiska, my z tatą również zeszliśmy z trybun. Tata jeszcze na chwilę musiał pójść do Jurgena, tym razem mówił, żebym została na zewnątrz. W pewnej chwili poczułam potrzebę pójścia do toalety. Nie chciałam wchodzić i im przeszkadzać, żadnej sprzątaczki ani nikogo nie było, więc sama musiałam poszukać jakiegoś miejsca. Napisałam do taty, że jakby coś, szukam toalety i jak skończy to niech zadzwoni. Chodziłam tymi korytarzami, chodziłam i chodziłam aż w końcu trafiłam. Weszłam, nawet nie przeglądałam się w lusterku i już byłam przy drzwiach do miejsca z sedesem, kiedy za rogiem kogoś zobaczyłam. Gorsze było to, że to był facet. A najgorsze było to, że to był.. Marco Reus... Ja oczywiście głupia nie zwróciłam uwagi na oznakowanie drzwi. Spojrzałam na twarz chłopaka. Śmiejącą się twarz.. I to jeszcze jak.. 
- O MY GOD!- nie umiałam po niemiecku, więc powiedziałam po angielsku i walnęłam facepalm'a.
- Hhahahah! Ok ok, zdarza się. Jestem Marco, alee my się już chyba dzisiaj widzieliśmy?- powiedział również po angielsku wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu wydukałam
- Blanka. Tak tak, w szatni- odwzajemniłam gest
- Blaa.. Blee... nn. Blenka! - próbował wymówić moje imię
- No może być Blenka! Miło mi
- Mi również. Emm.. Chyba chciałaś iść do toalety..
- A taak..Przepraszam.
- Wyjdę na zewnątrz, poczekam na ciebie! - krzyknął i zaraz usłyszałam trzask drzwi.
Weszłam do małego pomieszczenia, załatwiłam swoją potrzebę, wyszłam i oparłam się o ścianę patrząc w lustro
- Haa... Gadałam z Marco Reus'em... Z Reus'em!- pomyślałam.
I dopiero wtedy uświadomiłam sobie powagę całej sytuacji. Umyłam ręce, ogarnęłam się troszkę i wyszłam na zewnątrz. Naprzeciwko drzwi, oparty o ścianę piłkarz czekał na mnie.
- Niecierpliwiłem się..
- Wiesz.. Kobieta przed lustrem - zaśmiałam sie  i on również 
- Pan Kler to twój tata tak?
- Skąd wiesz?
- Noo.. idzie się domyślić.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
Akurat w tym momencie tata musiał zadzwonić... Świetnie.. Gadam z zawodnikiem BVB i akurat musimy wracać.  Przeprosiłam Marco i odebrałam telefon. Kiedy powiedziałam, że muszę już lecieć dziwnie posmutniał. Odprowadził mnie pod drzwi pokoiku w którym siedział Klopp. Przez drogę cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i trochę wygłupialiśmy. Kiedy tata zobaczył mnie z Reus'em strasznie wytrzeszczył oczy.
- Emm więc. Musisz już iść? - zapytał się Marco.
- No niestety chyba tak..
- A wrócisz jeszcze?
- No nie wiem.. Może tata jeszcze zabierze mnie na trening!
- Too może zostaniemy w kontakcie?
"W kontakcie? O jeny... To się dzieje na prawdę?"- pomyślałam.
- Wymiana numerami telefonów?
- No to dawaj swój
Podałam mu swój numer, on podał mi swój, jeszcze sprawdziliśmy czy dobrze i nadszedł czas na pożegnanie.
- Więc.. Do zobaczenia! Mam nadzieję - spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się
- Do zobaczenia, na pewno
Odwróciłam wzrok i podbiegłam do taty.
- O nic nie pytaj. W samochodzie ci o wszystkim opowiem- wzięłam tatę pod rękę i wyszliśmy z terenu stadionu.
W czasie drogi do domu, powiedziałam całą historię, oczywiście kochany tatuś się śmiał jak opętany. Ale kiedy powiedziałam, że mam jego numer i że on chce się spotkać, kompletnie nie mógł uwierzyć. Musiałam pokazywać dowody. Kiedy wróciłam do domu na obiad i opowiedziałam o wszystkim też mamie, musiałam zrobić to samo. Po obiedzie napisałam do Klary i Arka o całym dniu i poszłam się na chwilę zdrzemnąć.

2 komentarze:

  1. No okay, nadrobiłam całe opowiadanie i powiem Ci, że jest świetne. Nie mam żadnych uwag, zastrzeżeń ani nic. Po prostu świetne! Fajne pomysły, mało błędów, świetne piosenki w tle no i jako duży plus, to to, że BORUSSIA DORTMUND! Kocham <3 OMG! Ona się wymieniła numerem telefonu z samym MARCO REUSEM! Kurczę, bardzo zazdroszczę! ;d
    Czekam na nexty! ^^

    Pzdr ;3 + zapraszam Cię na mój nowiusieńki blog o skokach narciarskich. Mam nadzieję, że się spodoba i zostaniesz na dłużej, co?
    another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/p/sowem-wstepu.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za milutkie słowa i na pewno zajrzę <3 Kocham blogi o skoczkach! ;3

      Usuń