sobota, 4 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 1

   Wstałam wcześniej niż zwykle. Ogarnęłam się, ubrałam, spakowałam i wzięłam kasę na jakieś śniadanie. Wyszłam z mieszkania i zeszłam po Polę. Jak zwykle musiałam na nią czekać, bo ona zawsze dłużej się szykuje. Wyszłyśmy z bloku i przez całą drogę do szkoły o niczym nie gadałyśmy, byłyśmy strasznie zaspane. Z resztą jak zwykle :). Weszłyśmy do szkoły przed ogromne drzwi. Jak zwykle wszyscy byli podzieleni na "grupy". Skejterzy, modnisie, chłopczyce, drużyna grająca w kosza i oczywiście szkolna elita: najładniejsze i najbogatsze dziewczyny z najprzystojniejszymi facetami w liceum. Zdążyłam poznać jedną z tych dziewczyn, ma na imię Klara. Oczywiście nie jesteśmy na "cześć". Zawsze kiedy przechodzę zabija mnie wzrokiem. Dziwnie się wtedy czuję. Czuję się jakaś taka gorsza, brzydsza i wgl. Poszłyśmy pod klasę i usiadłyśmy opierając się o ścianę. W pewnym momencie Pola przerwała milczenie.
- Ej, ta blondyna która stała koło stolików zmierzała cię tak dziwnie wzrokiem czy mi się tylko wydawało? 
- Nie, nie wydawało ci się. Od kilku dni jak koło niej przechodzę zabija mnie wzrokiem. Nie wiem o co jej chodzi.
  Zadzwonił dzwonek. Wszyscy weszli do klasy od fizyki i usiedli do ławek. Od razu oparłam się jedną ręką i nie wiem nawet w którym momencie zasnęłam. Ocknęłam się kiedy usłyszałam głos nauczyciela.
- Panno Kler. Może przynieść pani poduszkę jeszcze, co?
Nie wiedziałam jeszcze za bardzo o co chodzi. Ale jak zaczęłam kminić i zobaczyłam że cała klasa ze mnie ciśnie zrobiło mi się strasznie głupio.. Byłam czerwona jak burak jakiś i nic nie odpowiedziałam, poprawiłam się i spojrzałam na Polę. Ona też trochę się śmiała, w sumie nie dziwię się jej :D. Wychodzi na to że przespałam prawie całą lekcję, bo chwilę po tym jak się obudziłam zadzwonił dzwonek. Wszyscy się zerwali i wybiegli z pomieszczenia. Tylko ja się zatrzymałam, bo nauczyciel mnie zawołał.
- Słuchaj, jesteś w najlepszym liceum w Warszawie. Nie bez powodu się tu dostałaś, jesteś zdolną dziewczyną i ja będę dbał o to, żebyś się rozwijała. Ale jak jeszcze raz zaśniesz na lekcji to przyniosę ci klocki i podusię. - Uśmiechnął się i jeszcze dodał - no zmykaj już, krótka przerwa jest.
- Noo.. dobrze, do widzenia!
Wyszłam i za rogiem zaczepiła mnie Pola.
- co od ciebie chciał?!
- Mówił, że jestem zdolna i że jak jeszcze raz na lekcji zasnę to przyniesie mi klocki.To było trochę dziwne. Na lekcji był szorstki, a teraz? Nawet się do mnie uśmiechnął.
- Łoo.. To nieźle :D
I znowu zadzwonił dzwonek. Tym razem poszłyśmy na wf. Na wf-ie mieliśmy łączone klasy. Najgorsze było to, że akurat z klasą, gdzie jest kilka osób ze szkolnej elity. Łącznie z tą blondi, która się na mnie gapi .
  Miałyśmy grać w kosza. Byłam w tym całkiem dobra, więc nie było problemu. Nauczycielka objaśniła nam zasady gry i zagwizdała swoim gwizdkiem. Na całe szczęście byłam w drużynie z Polą. Zaczęłyśmy grać i pierwsze 8 punktów było nasze. Widać było że przeciwna drużyna już trochę się denerwuje, ale nas to nie obchodziło i graliśmy dalej. Wpadały kolejne punkty. W pewnym momencie zaczęłam kiwać się z Klarą i upadłam na ziemię. Zobaczyłam obdarty łokieć i kolano i usłyszałam..
- Ups.. Przepraszam bardzo pannę Kler.
Doskonale rozpoznałam ten głos, to była Klara. Powiedziała to z taką ironią w głosie, że aż mi się coś w środku ruszyło, ale się powstrzymałam, żeby nie doszło do niepotrzebnych problemów. Chwilę później, kiedy jeszcze leżałam na ziemi, usłyszałam głośny i piskliwy śmiech reszty dziewczyn z przeciwnej drużyny. Pola podbiegła do mnie.
- Nic Ci nie jest?!
- Nie, jest spoko. Tylko to..
Pokazałam obdarte miejsca i z pomocą przyjaciółki wstałam. Poszłyśmy do nauczycielki, żeby się spytać czy mogę iść do pielęgniarki, żeby to przemyć. Pozwoliła, więc wyszłyśmy z sali i po drodze Pola zaczęła temat.
- To ta blondi Cię tak urządziła.?
- No a kto inny? Już wiem że jej nie lubię. Ałaa!
- Jezu, co?!
- Kolano.. Boli cholernie.
- Dobra to zwolnimy..
Weszłyśmy do gabinetu pielęgniarki, przemyła mi rany i obwinęła bandażem elastycznym kolano. Mówiła, że nic poważnego mi nie jest i mogę zostać w szkole, tylko żebym na siebie uważała.
Nie ucieszyło mnie to za bardzo, miałam nadzieję, że będę mogła iść do domu i sie lenić resztę dnia! Ale co ja mogę.. Poszłyśmy już pod inną klasę i czekałyśmy na dzwonek. Zostały jeszcze tylko 4 lekcje.

~4 godziny później~

Do domu musiałam wracać sama, bo Pola miała jakieś tam dodatkowe lekcje. Tak sobie szłam i szłam, zastanawiałam się, jak namówić mamę, żeby nie iść jutro do szkoły i natknęłam się na Arka. Całe szczęście!
- Co ci się stało?- Powiedział śmiejąc się.
- No bardzo śmieszne, rzeczywiście - odpowiedziałam i zaraz później zaczęłam się śmiać :D
Opowiedziałam mu o tej całej Klarze i wypadku.
- Odprowadzę Cię do domu, widać, że ledwo idziesz.
- Dzisiaj jesteś moim rycerzem normalnie :D
Wziął mnie pod rękę i starał się rozśmieszać na różne sposoby. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy dobrze powiedziałam z tym rycerzem. Wiedziałam, że Arek się we mnie podkochuje od 2 lat, więc mógł to odebrać inaczej niż myślałam. No ale cóż. Odprowadził mnie pod same drzwi.
- Śpieszysz się gdzieś? Może wejdziesz? Zjemy pizze, pogadamy..
Spojrzał na zegarek i powiedział.
- No w sumie.. Czemu nie? :)
- No to dawaj !
Mieliśmy czas do 17, bo mama była w pracy, a taty w ogóle nie było. Pojechał do Niemiec ( do Dortmundu) na pół roku. Odgrzaliśmy pizze, Arek skoczył po cole i obejrzeliśmy jakąś komedię, która leciała w TV. Później jakoś przeszło z tematu filmu na najśmieszniejsze historie, które nam się przydarzyły, a jeszcze później do tego, czego najbardziej się boimy. Powiedziałam mu szczerze wszystko, chociaż jednego mogłam nie mówić. Powiedziałam mu , że boję się gilgotek..
- Taak? To był twój błąd, że mi o tym powiedziałaś :D - uśmiechnął się szyderczo i zaczął mnie gilgotać.
- Nieee, nie nie! Prosze, niee! :D
Ale nie mogłam go od siebie odpędzić, śmiałam się jak opętana i w tym momencie weszła mama.. Spojrzała na nas i zaczęła się śmiać, bo oboje byliśmy na podłodze z pokerowymi minami..
- A co wy tu robiliście? - zaczęła się jeszcze bardziej śmiać.
- Maaamo, no bez przesady . - i też zaczęłam się śmiać.
- Co tam w szkole?
- No jak widać. Był mały wypadek. A tak poza tym too.. nic .
- A ty łamaga jesteś. Wiedziałam, że w końcu coś sobie zrobisz. Ehhmm. Arek, chcesz zostać na kolacji?
- Noo. mogę zostać, jeśli pani nie ma nic przeciwko.- odpowiedział nieśmiało.
- Oczywiście, że nie mam! Idźcie do pokoju, a ja zaraz coś tu ogarnę do jedzenia.
Poszliśmy do mojego pokoju. 
- Wiesz co? Dziękuję ci za ten dzień.. - powiedziałam i mocno go przytuliłam.
- Nie masz za co dziękować. To raczej ja powinienem Ci podziękować.
- A ty to niby za co? Tylko zajęłam ci czas.
- Uratowałaś od niechcianej randki! - zaśmiał się.
- Jakiej randki? Co to za dziewczyna? Mów o co chodzi. - rzuciłam moje podejrzliwe spojrzenie.
- No ok, już opowiadam..
Opowiedział o tej dziewczynie i dlaczego nie chciał z nią na randkę i na końcu bardzo mi podziękował i przytulił..
- Łoohoh . No to w takim razie nie ma za co :D
- Młodzi chodźcie na kolacje!! - rozległ się głos mamy.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do stołu. Na kolację była tortilla z moimi ulubionymi dodatkami.
- Mmmm jak pięknie pachnie! - powiedział Arek.
- Hah! Wiedziałam, że lubisz tortillę :) - krzyknęła mama, jakby wygrała 10000 zł w zdrapce :D
Zjedliśmy kolację i zaraz później Arek ubrał się, podziękował za kolację, pożegnał się i wyszedł..