piątek, 4 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ 16

  Obudziłam się około 7:30. Jednak gdy rozejrzałam się wokoło, zobaczyłam ściany swojego starego pokoju w Warszawie, usłyszałam głos mamy wołającej mnie na śniadanie.. Chwilę pomyślałam i w tym momencie uświadomiłam sobie, że to był tylko sen...



____________________________



A więc to już koniec! Może stworzę jeszcze jakiegoś bloga, zobaczy się..

DZIĘKUJĘ! ♥

czwartek, 27 marca 2014

UWAGA

LUDZIE LUDZIE!!! Ja i moje 2 przyjaciółki założyłyśmy bloga, na którym będziemy zamieszczać zdjęcia autografów które mamy i być może będzie możliwość wymiany nimi! Jeśli jesteście zainteresowani tooo ZAPRASZAM! ♥ a tu link do bloga --------------> http://autografyadyikali.blogspot.com/

wtorek, 18 marca 2014

ROZDZIAŁ 15

Marco uchylił drzwi mojego pokoju.
- Kochanie?- odezwał się niepewnie- możesz rozmawiać?
- Ta.. o co chodzi?
- Bo wiesz..- zawahał się- jakiś tydzień temu załatwiłem Ci przepustkę do szkoły malarskiej..
Kiedy go usłyszałam serce zaczęło mi mocniej bić, a oczy rozszerzyły się maksymalnie.
- W Anglii..- dokończył.
- Jeju, Marco...
- Ale..- ciągnął- po ostatnim wydarzeniu nie wiem.. nie byłem pewien czy się zgodzisz.. To miała być niespodzianka.. i przepraszam że tak ci tym zawracam głowę!- dopowiedział szybko.
- Marco.. Kocham cię, wiesz?- powiedziałam cicho i przytuliłam chłopaka.
- Ja też cię kocham.. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Siedzieliśmy tak  ciszy, wtuleni w siebie przez kilka minut, dopóki Reus się odezwał.
- To jak? Zastanowisz się? Wiesz.. Twój tata cię teraz potrzebuje. I niedługo twoja 18-nastka.. Sam nie wiem czy dobrze zrobiłem załatwiając ci tą przepustkę..
- Zwariowałeś?! Przecież dzięki tobie wszystko się teraz ułoży.. Zobaczysz - uśmiechnęłam się, dałam buziaka  policzek i wyszłam z pokoju. Zastanawiałam się tylko czy powiedzieć o tym tacie. Z jednej strony dobrze by było gdyby wiedział, ale z drugiej.. To za dużo jak na tak krótki czas.

~ tydzień później~

- Będę za Tobą tęsknił..- powiedział blondyn ze łzami w oczach. 
Byliśmy już na lotnisku, miałam jeszcze 20 minut do samolotu. Taty z nami nie było.. Nie był  stanie wyjść z domu.
- A myślisz, że ja za tobą nie? Najlepiej by było gdybyś pojechał tam ze mną..- trzymałam chłopaka za rękę.
- Wiesz przecież, że nie mogę. Gadaliśmy już o tym..- wpadł w nieco ostrzejszy ton.
- No wiem, wiem.. Kocham Cię. - przytuliłam Marco jak najmocniej mogłam.
Zostało mi tylko 10 minut i musiałam już się zbierać. Odeszłam od chłopaka z wielką pustką w sercu, ale nie wytrzymałam. Wróciłam się i przytuliłam go jeszcze raz. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Kiedy jeszcze obróciłam się, żeby pomachać, zobaczyłam jego twarz. Zapłakaną, smutną i zmęczoną twarz.. Uniosłam lekko dłoń, prawie niewidocznie pomachałam i pobiegłam do samolotu.

~2 godziny później~

Chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziła mnie stewardessa dosłownie 2 minuty przed lądowaniem. Nawet nie wiem ile leciałam. Wzięłam bagaże i zamówiłam taksówkę na dany mi już wcześniej adres. Znalazłam się pod wielkim budynkiem, chyba na 10 pięter. Weszłam do niego i zobaczyłam taki hol.. że brak słów. 
- Rany... Jezu jakie piękne.. - szeptałam do siebie.
Zauważyłam coś  rodzaju recepcji hotelowej, podeszłam.
- Dzień dobry, ja chciałam się spytać czy dobrze trafiłam. - pokazałam kobiecie kartkę. Spojrzała się na mnie jak na jakąś.. Nie wiem.. kosmitke, albo coś. Parę sekund później uświadomiłam sobie, że przecież jest  Anglii, a nie w Polsce i powtórzyłam to samo pytanie, tylko że po angielsku. Dała mi kartę do pokoju i kazała jechać na 7 piętro. Miałam pokój z numerem 13.. "Świetnie. Dawka pecha na sam początek dnia"- pomyślałam. Znalazłam drzwi z pechową liczbą, otworzyłam i najpierw zobaczyłam hol. Ja to jednak mam tego cholernego farta. Nic nie mówiłam, poszłam dalej, żeby zobaczyć resztę mieszkania. Na prawo był salon, jak poszło się na lewo od salonu była łazienka, a na górze mega wielka sypialnia. Usiadłam na łóżku, zdjęłam szpilki i złapał mnie chwilowy.. nie wiem jak to nazwać. Zamuliłam się. Takie jakby przetwarzanie danych. Jeszcze raz rozejrzałam się po sypialni, wstałam i.. Nagle jak szalona zaczęłam skakać, krzyczeć i latać po całym domu. Kiedy mijałam jeszcze garderobę obok sypialni, zobaczyłam takie mniejsze drzwi. Były jakieś takie inne od wszystkich. Otworzyłam je i znalazłam się w po prostu cudownym pomieszczeniu. Poczułam, że tu mogę być sobą. Poczułam tą atmosferę unoszącą się w powietrzu. Ten zapach farb, drewna.. Coś pięknego. Schodząc na dół, na półpiętrze zobaczyłam wyjście na balkon. Mały, bo mały.. Ale jaki klimatyczny. Zakochałam się w tym mieszkaniu. Usiadłam na fotelu i zaczęłam myśleć.. I myśleć.
"I co ja będę w takim wielkim mieszkaniu sama robić? 
Jeny.. Jak mama by się ucieszyła gdyby się dowiedziała gdzie teraz jestem..
Dzięki komu tu jestem. 
Co będę robić.. 
Na pewno oszalałaby ze szczęścia..
Cieszyłaby się dlatego, że w końcu spełniam marzenia..
Namalowałabym ją.
Zrobiłabym jej taki piękny i duży portret..
Dlaczego musiałaś umrzeć akurat teraz?
Dlaczego tak wcześnie?..
Brakuje mi Ciebie..
Mamo, wróć.. 
Mam dla Ciebie miejsce, słyszysz? 
Wróć, proszę..
Tęsknię..
Namaluję dla Ciebie portret. Taki jaki zawsze chciałaś!
Kolorowy i duży.
I położę go na Twoim grobie.
Słyszysz?
Mam nadzieję, że Ci się spodoba.."
Jedna prawdziwa, gorzka łza popłynęła mi po policzku. Żeby nie wpaść w za głęboki letarg, włączyłam telefon. Zobaczyłam jedną wiadomość

Od: Marco ;*

No więc chciałem Ci jeszcze kochanie powiedzieć, że bardzo Cię kocham. Nie wyobrażam sobie tych kilku miesięcy bez Ciebie, rozumiesz? Chcę mieć Cię na dzień dobry i na dobra noc. Chcę Ci robić pyszne śniadanko kiedy otworzysz oczy i dawać ciepłe buziaki kiedy będziesz je zamykała. Chcę objechać z Tobą cały świat i spędzić mnóstwo niezapomnianych chwil. Gdy ogarnąłem tą całą sytuację wyciągnąłem jeden wniosek: najlepszą chwilą w moim życiu był dzień kiedy wpadłaś do tej męskiej łazienki i wtedy Cię zobaczyłem :D Teraz wiem, że najlepszą decyzją w moim życiu było oddanie Ci mojego serca. Chcę żebyś o tym pamiętała przez ten cały czas kiedy nie będzie Cię przy mnie i przypominała sobie o mnie patrząc na tego sms'a. Dopiero wyjechałaś, a już za Tobą tęsknię. Mam nadzieję, że jak stamtąd przyjedziesz to namalujesz mój portret :D Kocham Cię ;** ♥

Jakiego ja mam cudownego chłopaka.. I kto by pomyślał. Ja. Taka zwykła dziewczyna z Warszawy zostaje dziewczyną jednego z najbardziej znanych piłkarzy na świecie: Marco Reus'a..  Nawet ja sama nigdy sobie tego nie wyobrażałam. Zadzwoniłam do Poli i Arka i opowiedziałam im o wszystkim. Po jakichś dwóch godzinach poszłam rozpakować swoje rzeczy.

__________________________________

Jeśli czytasz- skomentuj :)

poniedziałek, 10 marca 2014

ROZDZIAŁ 14

  - O Jezu... - wydukałam przecierając zaspane oczy.- Moja głowa...
Wstałam z łóżka, obejrzałam się i zobaczyłam, że obok mnie nie ma Marco. Wyszłam z pokoju ledwo trzymając się na nogach. Zeszłam do salonu, tak też o nie widziałam, no to zobaczyłam do kuchni. Tracąc już cierpliwość zajrzałam do pokoju w którym spali przyjaciele. "No nie no.. Tu też go nie ma? Może wyszedł do sklepu.."- pomyślałam i postanowiłam się trochę odświeżyć. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Kiedy uchyliłam drzwi zobaczyłam Marco.. Śpiącego w wannie... Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zaczęłam się głośno śmiać i wtedy obudziłam chłopaka. Widząc jaki jest zszokowany jak zorientował się, że jest w wannie, śmiałam się jeszcze bardziej. Podniosłam się z podłogi i szybko odkręciłam lodowatą wodę. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się rozbudził, jak Reus po poczuciu zimnej wody na brzuchu. Wziął mnie na ręce i włożył do wanny już trochę napełnionej wodą, no i tak się zaczęło. Ja włączyłam prysznic i zaczęłam opryskiwać Marco, łącznie z całą łazienką, a on wziął żel pod prysznic i zaczął go na mnie wylewać, wyrwał mi prysznic z ręki i teraz mnie zaczął oblewać wodą. Kiedy Pola i Arek weszli do łazienki nie wiedząc co się dzieje a my rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy, że pomieszczenie wygląda jak po powodzi, stwierdziliśmy że już koniec. Śmialiśmy się jak opętani, a przyjaciele wyszli uznając nas za idiotów. 
- Tak właściwie to co ty robiłeś w wannie?- zaśmiałam się
- Wiesz co? Nie wiem.. Ale głowa mnie boli. Chyba idę się przespać.- zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek.
- Kac morderca nie ma serca jak to mówią - krzyknęłam kiedy chłopak wychodził z łazienki.
Mnie przez to wszystko głowa już przestała boleć.. Przebrałam się, umalowałam i ogarnęłam trochę po bitwie na wodę. Oczywiście nikt mi nie mógł pomóc, bo każdy spał po zarwanej nocy. Zrobiłam śniadanie i akurat kiedy siadałam do stołu Marco przyszedł. 
- Wiesz.. Dobrze chociaż, że znalazłam cię w wannie, a nie na przykład z Polą w łóżku, hehhe!
- No wiesz co?..- powiedział jakby z wyrzutem- kochanie.. -Objął mnie w pasie i mocno pocałował.- Jedziemy dzisiaj do twojej mamy?
- Nie wiem właśnie.. Może lepiej będzie jak jeden dzień posiedzi sama z tatą. Jutro pojedziemy, ok?
- No dobrze. Ale dzisiaj posiedźmy w domu.. Jutro mam trening.
- No dobra dobra. W sumie ja też nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
Usiedliśmy i zjedliśmy śniadanie. 

~3 godziny później~

- Kochanie ja muszę na chwilę wyskoczyć, załatwić sprawę, niedługo będę.
Zostałam sama w domu, bo Pola i Arek też musieli na chwilę wyjść. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakąś nudną komedię. Nie miałam nic lepszego do roboty, więc oglądałam. Po ok. pół godziny usłyszałam uchylanie drzwi i kroki w przedpokoju. Myślałam że to Marco albo przyjaciele. Zdziwiłam się kiedy ujrzałam tatę. Po raz pierwszy w domu od kilku dni.. Ale twarz miał jakąś dziwną. Zmęczoną, smutną.. Nie wiem.. Przytuliłam szybko ojca i przywitałam się.
- Co tam? Przyjechałeś po rzeczy jakieś czy coś? Co z mamą.
Tata dalej stał jak wryty w jednym miejscu. Spojrzał się na mnie przygnębionymi oczami. Powtórzyłam pytanie "Co z mamą?". W tym momencie pokręcił głową tak jakby chciał powiedzieć "nie" a do oczy napłynęły mu łzy.. Teraz zrozumiałam o co chodzi.. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i wgapiałam się w wyłączony telewizor. W pewnym momencie wybuchłam płaczem, pobiegłam do taty i zaczęłam wylewać łzy w jego ramię.
- Już dobrze.. Jej pewnie jest dobrze tam na górze.. dobrze.. nie dobrze.. wcale nie dobrze.. Boże, weź ją przyjmij do siebie.. - powtarzałam jakby do siebie dusząc się łzami.. 
Tata nie dostał takiej histerii jak ja.. Widocznie albo to jeszcze do niego nie dotarło, albo wyżył się już na czymś wcześniej. W tym momencie do domu wszedł Marco.

~oczami Marco~

- Kochanie byłem na zakupach - krzyczałem przebijając się z torbami przez drzwi.- kupiłem ci twoje ulubio...- i w tym momencie mnie zatkało.
Zobaczyłem Blankę i jej ojca w przedpokoju. dy zobaczyłem zapłakaną twarz dziewczyny, chyba zrozumiałem o co chodzi. Rzuciłem torby i podbiegłem do nich i objąłem ich oboje.
- Przytul ją, ona teraz cię potrzebuje..- poklepał mnie po ramieniu ledwo widząc przez szklane oczy i położył moje dłonie na plecach Blanki. Mocno ją przytuliłem i nie wiem dlaczego, ale też zacząłem ryczeć jak głupi.. 
Pan Kler usiadł na krześle w kuchni i patrzył się w okno. Zaprowadziłem Blankę do salonu żeby na chwilę usiadła, bo ledwo trzymała się na nogach. 

Kiedy już trochę się uspokoiłam zapytałam tatę:
- Tato?.. - nie dopowiadał - Tato!
- Tak?- wydukał cicho.
- Kiedy.. To się stało?
Zapadła grobowa cisza. Nawet nie było słychać jak ktoś oddycha.
- Dziś.. Rano. Wczoraj zasnęła, a dziś.. Dziś się już nie obudziła.. - łzy znowu popłynęły mu po policzkach.
Nie odezwałam się. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.

To moja wina..
To mnie przy niej nie było
Wczoraj wieczorem..
Nie byłam przy niej kiedy zasypiała.
To moja wina..
Moja!
Nie.. To nie moja wina.
Tak musiało być.
Nic się nie dzieje bez przyczyny prawda?
Tak prawda, prawda..
Niee!
To moja wina..
Kurwa moja!

Nie wiedziałam już co myśleć..

_____________________________________

Przepraszam za taką nieobecność, ale wszystko mi nagle spadło na głowę, ale obiecuję, postaram się to nadrobić ♥


sobota, 1 marca 2014

ROZDZIAŁ 13

- Heej.- podniosłam się z łóżka i obudziłam jeszcze śpiącego Marco buziakiem
- O hej!- uśmiechnął się szeroko
- Wstawaj, wstawaj!
- Jeszcze 5 minutek, prooosze..
- Hhah! No dobra śpiochu! - rzuciłam w niego lekko poduszką i wyszłam z pokoju
Starałam się być w dobrym nastroju i zadzwoniłam do Poli, później do Arka. Mimo, że starałam się mieć wesoły i beztroski głos, i tak wyczuli, że coś jest nie tak. Nie miałam wyjścia, musiałam im powiedzieć o chorobie mamy. Mówili, że przyjadą jak najszybciej, nawet dzisiaj. Oczywiście uznałam to jako żart, bo jakby mieli rzucić wszystko i lecieć do Dortmundu.. Z Arkiem pogadałam trochę dłużej, rozłączyliśmy się kiedy Marco schodził po schodach i krzyczał:
- Z kim rozmawiasz kochanie?!
Arek zawsze był ciekawski i musiał dowiedzieć się kto tak wrzeszczy. Nie ukrywam, że był zazdrosny.. Okropnie mnie to denerwowało..
- To Marco, muszę kończyć, papa - rozłączyłam się i rzuciłam się na szyję Reusa
- No to co dzisiaj robimy?
Chyba był trochę zdziwiony tym, że jestem w tak dobrym nastroju, a przynajmniej tak się wydawało.
- Emm.. Nie chcesz jechać do mamy?
Na chwilę zamilkłam, puściłam szyję chłopaka, złapałam go za rękę i cicho powiedziałam
- Wiesz.. chcę o tym na chwilkę zapomnieć.. Tylko na chwileczkę, na godzinkę-dwie..
- Sugerujesz coś? - uśmiechnął się łobuzersko
- Hhaha! Nie głupku! Sugeruję, żebyśmy gdzieś wyszli.
- Yhmm. No dobra, leć się ubrać, a ja zrobię coś do jedzenia- złapał mnie za plecy, przyciągnął do siebie i dał soczystego buziaka
- Kocham cię- zaśmiałam się i szybko poleciałam na górę
"A jeśli mama się obudzi i nie będzie mnie przy niej?"- myślałam. Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Już sama nie wiedziałam, czy mam jechać do taty.
 W końcu siedzi tam sam z być może śpiącą żoną. 
 Ale przecież jest załamany.. 
 Boże, nie wiem co robić..
 A tam.. godzinka na mieście nie zaszkodzi..
Ubrałam się i zeszłam na dół. Przy stole stał Marco z uszykowanym zdrowym śniadankiem.
- Zapraszam do stołu - wskazał z racją na krzesło i roześmiał się.
- Dziękuję bardzo!
Przez cały czas wyłupialiśmy się i żartowaliśmy, ale obyło się bez bitwy na jedzenie. Wyjątkowo! Miałam tylko nadzieję, że Marco nie zabierze mnie do jakiejś restauracji albo coś..
- No to zakładaj kurtkę i czekaj na mnie w samochodzie. - rzucił mi kluczyki
- No ok!- krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Zastanawiałam się krótko dlaczego nie mógł wyjść ze mną, albo żebym na niego poczekała. Ale nie trułam sobie tym głowy. Po chwili drzwi samochodu otworzyły się
- Zapnij pasy kochanie - uśmiechnął się i ruszyliśmy 
Długo gadaliśmy, na wszystkie tematy, przestało mnie nawet zastanawiać to, gdzie jedziemy.
Po niecałej godzince dotarliśmy do ogromnego parku rozrywki.. Były przeróżne kolejki, karuzele, huśtawki.. Wszystko było! "Tak, tego mi trzeba"- pomyślałam i złapałam Marco za rękę. Chłopak od razu pociągnął mnie w stronę wielkiej kolejki. Była strasznie wysoka, a jeden ten taki jakby wagonik mieścił 6 osób. Wsiedliśmy i w niektórych momentach na pewno moja mina wyglądała mniej więcej tak. Po 10 minutach już miałam dość tej kolejki. A trzeba było tam być 25 minut. Ale jak pomyślałam że przez te 10 minut zapomniałam o całym świecie, tylko czułam się jakbym latała to mówię: wytrzymam! 
Po kolejce poszliśmy jeszcze na wszystko inne co tam było. Akurat kiedy wyszliśmy z parku zadzwonił telefon. 
- Hej Blanka, jesteś w domu?- usłyszałam głos Poli
- Właśnie wracam...- chwilę się zastanowiłam- a czemu pytasz?
- Nic, nic. Paa!
- Pa.- zrobiłam takie dziwne oczy i spojrzałam na Marco- moja przyjaciółka dzwoniła, pytała się czy jestem w domu.
- No to rzeczywiście może przyjedzie.. Chodź do domu, zrobimy jakiś obiad, a później się zobaczy- objął mnie w pasie i szliśmy do samochodu.

~2 godziny później~
 Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Przez chwilę nie wiedziałam czy na prawdę ktoś puka czy mam już jakieś omamy. Uchyliłam je lekko, tak żeby tylko wyjrzeć kto to i zobaczyłam ich. Tych dwoje wariatów! Od razu rzuciłam się na nich i mocno przytuliłam,
- Jejkuu jak ja się za wami stęskniłam!- mówiłam wziąć wtulona w ich ramiona.- chodźcie, wejdźcie. Marco pojechał po coś na obiad, ale zaraz powinien być.
- Haha! Jak to brzmi w ogóle. Mówisz to tak jakbyś mówiła "moja mama wyskoczyła po pieprz, ale zaraz będzie"
W tym momencie posmutniałam. Arek szturchnął Polę i ona też zrozumiała, że źle dobrała słowa.
- Oł.. Przepraszam.. Przepraszam, przyzwyczajenie - widząc łzy w moich oczach, mocno mnie przytuliła i mówiła
- Już dobrze, uspokój się..
- Pojedziemy później do niej?- zapytałam przyjaciół cichym głosem
- Pewnie..!- odpowiedzieli oboje.
Akurat w tym momencie wszedł Reus. Po jego minie widać było że nie wie co robić, ale to było dosyć śmieszne, bo wyglądał trochę jak przestraszony szczeniaczek ♥ . Przedstawili się, dobrze, że Pola i Arek znali angielski, bo to już w ogóle byłaby komedia jak próbowaliby się dogadać. Wszyscy zrobiliśmy obiad, a po nim wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Wszyscy weszliśmy do sali i widząc mamę z otwartymi oczami, która tak bardzo ucieszyła się, że ją odwiedziliśmy na każdej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i łzy. Przytuliliśmy delikatnie mamę i zasypywaliśmy pytaniami jak się czuje, dawaliśmy i układaliśmy w wazonach kwiaty dla niej. rozmawialiśmy z tatą i nawet nie wiem kiedy minęły 3 godziny i w sali pojawiła się pielęgniarka, która prosiła o wyjście. W samochodzie i jeszcze w domu gadaliśmy o tej całej sytuacji, ale później na szczęście zmieniliśmy temat. Nawet już nie pamiętam co później robiliśmy. Wiem, że pojawiło się trochę alkoholu w każdej postaci. 

_______________________________

Ogromnie Was przepraszam że tyle czasu mnie nie było! Postaram się to nadrobić, obiecuję ♥ :) Dzisiaj nasza Borussia wy~grała 3:0! Bądźmy dumni! :D

sobota, 8 lutego 2014

UWAGA!

  Nowy blog!!! Nie wiem czy Was zaciekawi, ale zawsze warto spróbować. Na pewno będą kolejne posty!

http://na-koniec-swiata-i-jeszcze-dalej.blogspot.com/

Zapraszam! <3

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 12

   ~12:30~
   Kiedy się obudziłam zaczęłam się sama do siebie śmiać. Chyba jeszcze nie do końca ogarniałam co się dzieje. Wstałam i zeszłam na dół, żeby jak najszybciej powiedzieć rodzicom gdzie dzisiaj idę.
- Chciałabym cię tam puścić, ale nigdzie nie pójdziesz.. Przynajmniej przez jeszcze dwa dni.- powiedziała ostrym głosem mama
- Ale czemu?! 
- Temu. Lekarz tak powiedział..
- Ale no... Tato?- spojrzałam proszącym wzrokiem na ojca.
- Wiesz.. W sumie.. Marco to dobry chłopak. Na pewno nic jej się nie stanie jeśli na kilka godzin pójdzie do niego.
- No widzisz mamo! Więc?
- No dobra..- odpowiedziała po krótkim zastanowieniu.
- AAAAA! Kochana jesteś! Dziękuję!- rzuciłam się na mamę, później na tatę i poleciałam szybko na górę, żeby ogarnąć coś do ubrania. Po dwugodzinnym przebieraniu, przymierzaniu i przerzucaniu ciuchów wybrałam to. "Na pewno mu się spodoba.."- pomyślałam. Kiedy dobierałam ostatnie dodatki mama zawołała mnie na obiad.
- Blanka, my musimy za chwilę jechać na miasto. Tu masz obiad, nie wiem kiedy wrócimy. Jak będziesz szła do Marco to zadzwoń. Paa! - krzyczała mama wychodząc z domu
- Na razie.- powiedziałam jakby do siebie.
"Ciekawe dlaczego tak nagle?"- myślałam.-"Coś się stało, czy co?" Zjadłam posiłek i włączyłam telewizor. Akurat leciała powtórka meczu BVB, mimo że już oglądałam ten mecz z dwa razy, postanowiłam obejrzeć go jeszcze raz. Jak wygodnie ułożyłam się na sofie, oczywiście coś mi musiało przerwać. Marco dzwonił, odebrałam.
- Hej kochanie! Słuchaj ja wpadnę jednak wcześniej ok?
- No hej. Możesz wpaść nawet teraz jeśli chcesz.
- To za chwilę będę.-powiedział i rozłączył się.
Skoro zaraz przyjdzie to postanowiłam się trochę ogarnąć, byłam jeszcze w piżamach. Poszłam na górę i wzięłam to co wpadło mi w ręce. Przebrałam się i umalowałam i akurat kiedy skończyłam usłyszałam dzwonek. Chłopak wszedł do domu i powiedział, żebym zarzucała kurtkę i jechała z nim. No to wzięłam tą kurtkę i wyszliśmy na zewnątrz.
- A gdzie jedziemy ?
- Mam kilka spraw do załatwienia..
- I muszę jechać z tobą?
- To znaczy nie musisz, ale nie miałbym jak po ciebie później przyjechać.. - spojrzał się na mnie i uśmiechnął tak jakby przepraszał.
- No ok.- odwzajemniłam gest
Przez całą drogę śpiewaliśmy i wygłupialiśmy się. Dotarliśmy pod urząd. Po chwili Marco przyszedł i znowu pojechaliśmy pod jakiś budynek. Nie wiedziałam nawet co to jest. Pierwszy raz widziałam tą część Dortmundu. Dopiero jak odwiedziliśmy jeszcze 5 innych miejsc mogliśmy jechać do domu Marco. Byliśmy akurat koło 19. Weszliśmy do środka.
- Siema chłopaki!- krzyknął blondyn zdejmując kurtkę.
Ja oczywiście nie widziałam co powiedzieć..Marco wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski i Bender grali w fife.
- Łooo.. Co to za ślicznota?- zaśmiał się Lewy
- Przedstawiam wam Blankę- powiedział zadowolony Reus
- No stary..- zaśmiał się jeszcze bardziej- Robert, ale Ty chyba mnie kojarzysz- uśmiechnął się i podał mi dłoń na przywitanie.
- Jak mogłabym się nie kojarzyć?- też się uśmiechnęłam i odwzajemniłam gest
- Łukasz. Miło mi - Piszczu również podał rękę, później Kuba i Sven.
- A gdzie dziewczyny?- zapytał Reus
- Na zakupach.- odpowiedzieli wszyscy czterej.
- Mogłem się spodziewać- zaśmiał się chłopak.- Blanka, leć do chłopaków, ja pójdę jakąś kolację zrobić.
Poszłam do nich, chwilę pogadaliśmy. Na początku rozmowa niezbyt się kleiła, bo nie codziennie gadam z takimi osobami, ale później się rozkręciłam i nawet zaczęłam z nimi grać. Wygrałam z Łukaszem, byłam z siebie bardzo dumna, cieszyłam się jak głupia i wypominałam mu to przez długi czas. Marco zrobił sałatkę grecką i wszyscy zasiedliśmy do stołu. Podczas kolacji do domu wparowały dziewczyny: Ania, Ewa, Agata i Simone. Na początku patrzyły się na mnie próbując mnie skojarzyć, wtedy Marco wstał i mnie przedstawił. Przywitałam się z nimi i usiadły razem z nami żeby zjeść posiłek. Przez ten czas zdążyliśmy się bardzo dobrze poznać. Przyznam, że najlepiej rozmawiało mi się z Robertem. Rozmawialiśmy chyba najwięcej, co chyba nie podobało się Marco, bo za każdym razem kiedy zaczynaliśmy dłużej rozmawiać on nam przerywał. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Skończyliśmy jeść i w związku z moimi problemami zdrowotnymi postanowiliśmy porobić coś, żeby zbytnio się nie ruszać, więc padł pomysł żeby obejrzeć jakiś fajny film na DVD. Zrobiliśmy wielkie legowisko na podłodze, żeby wszyscy się zmieścili, położyliśmy się parami i włączyliśmy dobry horror. Najbardziej nalegał na to właśnie Reus. Chyba dlatego żeby trochę się poprzytulać :D W najstraszniejszych scenach chowałam się w jego ramiona, z resztą tak jak reszta dziewczyn. Jak film się skończył nie wiedzieliśmy co dalej robić. Chłopaki skoczyli po parę piw a ja zostałam z dziewczynami i przegadałyśmy cały ten czas pijąc lekkiego drinka. Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do mamy, odeszłam na chwilę od dziewczyn, poszłam do łazienki i nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nikt nie odbierał. Zadzwoniłam do taty.
- Halo?- usłyszałam cichy i łamiący głos.
- No tato ja jestem u Marco jakby coś.. Emm. Stało się coś?
- Stało się.. Jesteśmy teraz w szpitalu.
- W szpitalu?! Tato mów co się stało..
- Lepiej by było gdybyś dowiedziała się w domu..
- Mów!
- Mama ma raka..
Kompletnie mnie zamurowało.. Opuściłam słuchawkę. Zaczęłam ryczeć jak opętana. Po kilkunastu minutach drzwi łazienki się uchyliły i wszedł Marco.
- Jezus, Blanka, co się stało?!- podbiegł szybko i mnie przytulił.
Próbował mnie uspokoić i nic nie mówił. Tylko mnie przytulał. Jak już trochę się opanowałam starałam się powiedzieć chłopakowi o co chodzi.. Kiedy się dowiedział łzy napłynęły mu do oczu. Podniósł mnie i cicho wyszliśmy z domu. Nikt nas nie zauważył, bo wszyscy bardzo dobrze się bawili. Pojechaliśmy do mnie do domu. Dałam chłopakowi jakieś ciuchy taty na przebranie, zrobiliśmy coś gorącego do picia, i położyliśmy się. Nic nie mówiliśmy. Tylko ja od czasu do czasu wybuchałam płaczem, a wtedy Marco jeszcze mocniej mnie przytulał i uciszał. Po godzinie razem usnęliśmy

~Następny dzień~

  Tata nie przyszedł do domu na noc. Wstaliśmy, zrobiliśmy śniadanie i pierwszy raz Marco się odezwał.
- Będziesz chciała jechać do mamy?
Znowu łzy napłynęły mi do oczu.
- Tak..
Chłopak wstał od stołu i znowu dał mi swoje ramię do wypłakania.
- Już.. Już jest dobrze... Pojedziemy po śniadaniu, okej?
- Nie ma sprawy.
Skończyliśmy jeść posiłek i poszliśmy się ogarnąć. Po godzinie byliśmy gotowi. Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy.
- Kupimy twojej mamie coś po drodze?
- Nie mam kasy przy sobie.. To że przyjedziemy będzie dla niej bardzo ważne.
- No masz rację..- złapał mnie za rękę
Przez resztę drogi w ogóle nie rozmawialiśmy. Dojechaliśmy pod szpital i szybko pobiegliśmy dowiedzieć się na której sali mama leży. Po chwili byliśmy już pod drzwiami sali nr 23. Przez chwilę wahałam się czy wejść, ale wtedy Marco złapał mnie za dłoń i sam nacisnął na klamkę.
- Cześć tato..
Zobaczyłam zapłakanego mężczyznę siedzącego obok swojej śpiącej żony. Wtedy też łzy pociekły mi po policzkach i jak najszybciej przytuliłam tatę.
- Kiedy się obudzi?- wydukałam.
- Nie wiem córciu. Nie wiem.. O, cześć Marco..
- Dzień dobry.- odpowiedział smutno i też usiadł obok łóżka.
Do sali wszedł lekarz. Najpierw zapoznał się z nami i przedstawił całą sytuację. Okazało się, że tego raka można wyleczyć, ale są też szanse, że się nie uda. Wzięli mamę na badania i zostaliśmy sami na sali.
- Będziesz jechał dzisiaj do domu?
- Nie wiem jeszcze.. Chyba zostanę. Nie zniósłbym myśli, że Kasia się obudzi a mnie przy niej nie będzie..
- Zostanę z tobą..
- Nie. Nie możesz tu zostać, pielęgniarki zabraniają. Pojedziesz do domu.
Posiedzieliśmy jeszcze 2 godziny czekając na mamę, ale nie doczekaliśmy się. Tata kazał nam już lecieć i mówił, że zadzwoni jak mama się obudzi i wtedy możemy przyjechać. Od momentu wyjścia ze szpitala krążyły mi w głowie myśli "A co będzie jeśli...?" Ale nie dopuszczałam do głowy myśli, że mamy mogę już nie zobaczyć. Marco też odciągał mnie od tej myśli. Wróciliśmy do domu i robiliśmy to samo co wczoraj. Położyliśmy się razem i rozmawialiśmy. Czasami odbiegaliśmy od tematu, może to i dobrze, ale i tak ciągle wracaliśmy do tematu mamy. Cieszyłam się, że Marco był ze mną w tak trudnych chwilach.

________________________

Krótki, ale jest! Pozdrawiam! <3
I jeszcze raz łapcie naszego Reus'a na dobry sen! :D

Rozdział 11

   Kwiaty od Marco jako pierwsze odłożyłam. Wstawiłam w wazon i postawiłam na honorowym miejscu, czyli na komodzie koło mojego łóżka, na której znajdowały się zdjęcia, figurki itp. Pięknie tam wyglądały. Później zajęłam się resztą rzeczy. Rodzice położyli się spać, byli zmęczeni, mało spali. Wzięłam letni prysznic, przebrałam się, wzięłam lapka i weszłam na skype. Akurat byli moi przyjaciele- Pola i Arek.
- Heeeej! Co tam u Was?- zapytałam machając ręką do kamerki
- Hej kochana!- odwzajemnili gest- uu nas.. po staremu! Lepiej opowiadaj co u ciebie!
- A więc tak..
Opowiedziałam im o tym że trafiłam do szpitala i o tym co się działo w tym szpitalu
- Nie uwierzę ci, dopóki Marco tego nie potwierdzi..- powiedziała Pola z otwartymi ustami.
- No ok. Jutro do mnie pewnie przyjdzie, więc zadzwonimy do was i uwierzycie!- powiedziałam śmiejąc się
- No dobra! Hahah!
- Ej, ja muszę już lecieć, ktoś puka do drzwi. Narazie! Trzymajcie się- pokazałam serduszko, pomachałam i rozłączyłam się.
Zeszłam po schodach, zbliżyłam się do drzwi, spojrzałam przez judasz. "Marco?"-pomyślałam-"Tak późno?"
Było po 22 a on był po treningu, więc trochę się zdziwiłam, że chciało mu się przyjeżdżać. Otworzyłam drzwi.
- Wpuścisz mnie?- zrobił minkę zbitego pieska.
- Nie, będziemy gadać tutaj.- zrobiłam poważną minę, a widząc że mina Marco też się zmieniła dodałam- No co ty! Wchodź.
Uchyliłam drzwi szerzej i chłopak wszedł do domu.
- No więc, hej kochanie- przyciągnął mnie do siebie i dał soczystego całusa w usta.
- Mmmm. Hej, chcesz coś do picia?
- No w sumie to napiłbym się czegoś. Zmęczony po treningu jestem- wzdychnął.
- Biedny.. Ściągaj buty i idź do salonu.
Poszłam do kuchni i gdy otwierałam lodówkę poczułam zimny dotyk dłoni na biodrach
- A nie mogę być tu z tobą?- powiedział cicho przybliżając się do mojego policzka.
- Alee przecież ja za chwilkę idę do salonu- obróciłam się z sokiem w ręku- proszę- uśmiechnęłam się szeroko i udałam się w kierunku sofy. Marco, ledwo trzymając się na nogach, poszedł za mną i wygodnie rozłożył się na sofie.
- Aaa tobie nie za wyggodnie królewiczu?- zaśmiałam się lekko uderzając go poduszką.
- Wiesz co? W sumie mogłabyś poprawić nogę i troszkę pochylić głowę nad moją twarzą- powiedział uśmiechając się łobuzersko.
Złapał mnie za szyję i delikatnie przyciągnął do siebie. Nasze usta zetknęły się. Po chwili podniósł się i znowu zaczął. Jego usta smakowały tak cudownie. W takich chwilach cieszyłam się, że trafiłam do tego szpitala. W pewnym momencie odsunął się lekko ode mnie, niezbyt wiedziałam o co mu chodzi. Chwilę na mnie popatrzył i powiedział
- Wiesz co Blanka? Kocham cię..
Po tych słowach to ja rzuciłam się na niego i zaczęłam dawać mu soczyste buziaki. Kiedy na chwilę oderwaliśmy się od swoich warg, odwróciłam głowę, żeby poprawić włosy i przy schodach zobaczyłam rodziców... Patrzyli się na nas mieli ochotę wybuchnąć ze śmiechu. Szybko zeszłam z Marco, stanęłam przy nim i zwróciłam się do rodziców
- No co?- też miałam ochotę wybuchnąć ze śmiechu
Spojrzałam na Reusa, on też podśmiechiwał się i nie wiedział gdzie schować wzrok. W tym momencie rodzice wybuchnęli śmiechem i nie moli się powstrzymać. Tylko kiedy robili sobie przerwę na oddech mówili "Idźcie lepiej już na górę"
- No i z czego się śmiejecie?!- krzyknęłam nadal się śmiejąc- Chodź Marco, nie chcą nas tu hahah !
Złapałam chłopaka za rękę i poprowadziłam po schodach na górę.
- Oo widzę, że kwiaty zachowałaś!- powiedział z uśmiechem rozglądając się po moim pokoju.
- Jak mogłabym nie zachować..?
Podczas gdy ja szukałam jakichś ciuchów, żeby się przebrać, Marco przeglądał wszystkie moje rzeczy.
- Nie rzucaj tak tymi ubraniami! Poczekaj, pomogę ci..- podszedł do mnie i objął mnie w pasie- W tym będzie ci pięknie. Wyjął z mojej szafy to..
- Zboczeniec - rzuciłam na Marco zabijające spojrzenie i zaczęłam się śmiać. Nie zastanawiając się już dłużej wzięłam pierwsze lepsze. Poszłam do łazienki, przebrałam się i ogarnęłam i wróciłam z powrotem do chłopaka.
- No w tym też wyglądasz ślicznie- uśmiechnął się łobuzersko
- Dziękuję bardzo ! - i też się wyszczerzyłam- o właśnie, możesz coś dla mnie zrobić?
- Wszystko o co poprosisz ale pod jednym warunkiem.
- No słucham.
W tym momencie Reus pokazał palcem na swój policzek
- Hhaha! No doobra.-Dałam chłopakowi całusa- Ej, miało być w policzek!- zaśmiałam się lekko
- Aj tam.. Marudzisz. No to mów tą swoją prośbę- obrócił się twarzą w moją stronę
- Słuchaj, moi przyjaciele nie wierzą, że serio jesteśmy parą i w ogóle się spotykamy..
- Więc?
- Mógłbyś do niech zadzwonić i to potwierdzić? Obiecałam im- zrobiłam oczka małego szczeniaczka.
- Jeszcze pytasz!
Weszliśmy na skype, była tylko Pola, więc zadzwoniliśmy. Przywitaliśmy się z nią i w końcu mi uwierzyła. Pogadaliśmy z pół godziny i Marco musiał już iść.
- Wiesz.. To może jutro wpadniesz do mnie? Chłopaki też jutro będą. Oczywiście z dziewczynami. Przyjechałbym po ciebie..
- W sumie czemu nie? Przyjedź koło 20.
Pożegnaliśmy się i chłopak wyszedł. Poszłam na górę, przebrałam się w piżamki i poszłam spać. Mimo tego, że wyspałam się już w szpitalu, byłam strasznie zmęczona.

_______________________________

Strasznie nudny! ;( Ale mam nadzieję, że chociaż trochę Wam się spodoba ;) 8 lutego nasze pszczółki grają z Werder Brema! Będziecie oglądać? <3
Buuuuziaki! I łapcie cudownego Marco z Emmą na noc :D

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 10

   Obudziłam się w środku nocy z potwornym bólem głowy. Słyszałam głośne szumy i takie dziwne, jakby buczenie. Podniosłam się, zakręciło mi się w głowie i znowu upadłam na poduszkę. Po 5 minutach nie wytrzymywałam już, szybko wstałam, żeby pójść po jakąś tabletkę. Schodziłam ze schodów na dół do kuchni i poczułam, że mam nogi jak z waty, czułam jak spadam i.. obudziłam się w szpitalu.

~Oczami rodziców~
   Spaliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś huk dobiegający tak jakby z salonu. Szybko wybiegliśmy, zeszliśmy ze schodów i zobaczyliśmy Blankę leżącą na samym dole. Podbiegliśmy szybko do niej, podnieśliśmy ją i zobaczyliśmy sporą kałuże krwi na podłodze. Sprawdziliśmy najpierw jej głowę, miała głęboko rozciętą skórę z tyłu, na dole, przy szyi. Próbowaliśmy jakoś ją obudzić, krzyczeliśmy do niej, klepaliśmy po policzkach, ale nie odzyskiwała przytomności. Szybko zadzwoniliśmy na pogotowie, po 15 minutach przyjechali i zabrali ją do szpitala, pojechaliśmy razem z nią. Szpital był dosyć daleko, przez cały czas ratownicy również próbowali obudzić Blankę, ale ona nadal nie otwierała oczu. Później spytali nas jak to się stało. Oczywiście niewiele pomogliśmy, nie widzieliśmy co się działo. Dojechaliśmy pod szpital, ratownicy szybko wzięli Blankę na oddział, biegliśmy cały czas za nimi. Dotarliśmy pod salę, lekarz powiedział, że musimy poczekać. Byliśmy bardzo zdenerwowani.. Usiedliśmy na krzesełkach w poczekalni i czekaliśmy, aż lekarz wyjdzie i powie coś.. Cokolwiek..
 
    - Co się stało?- wydukałam
Ledwo widziałam, błyszczały mi przed oczami tylko zarysy dwóch postaci, później poznałam, że to rodzice.
- Tylko spadłaś ze schodów kochanie, ale wszystko już jest dobrze..- powiedziała cicho mama i nachyliła się, żeby pocałować mnie w czoło.
W tym momencie drzwi się uchyliły i zobaczyłam lekarza. Wziął rodziców na bok i rozmawiali. Później podszedł do mnie, poprosił, żeby starsi wyszli.
- Panie doktorze, co się stało?- już dokładnie wszystko widziałam i słyszałam.
- Spadłaś ze schodów, uderzyłaś się o coś w głowę i straciłaś przytomność, ale powiedz mi jeszcze, czy pamiętasz, co się działo przed upadkiem, jak się czułaś?
- Pamiętam..- chwilkę się zastanowiłam- obudziłam się ze strasznym bólem głowy, na początku chyba nie mogłam się podnieść, ale.. ale później normalnie wstałam. A kiedy schodziłam ze schodów to nogi zrobiły mi się jak z waty. No i spadłam, czułam jak spadałam..
- Mhmmm.. A później już nic nie czułaś?
- Nie.. No to znaczy, nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko mnie boli panie doktorze..
- Głowa też dalej się boli?
- Tylko z tyłu..
- To od szwu, spokojnie, wszystko będzie dobrze.- uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu.
Po chwili weszli z powrotem rodzice. Zasypywali mnie pytaniami jak się czuję, czy mi coś przynieść, o czym rozmawiałam z doktorem itp. Wyjaśniłam im całą sytuację, po wiedzieli, że muszą niedługo iść. W sumie to nie dziwię im się, chyba w ogóle nie spali. Poprosiłam ich tylko, żeby się zapytali kiedy stąd wyjdę. Powiedzieli, że rozmawiali z doktorem i powiedział, że jeszcze nie wiadomo, to poprosiłam, żeby chociaż zadzwonili do Marco, powiedzieli, że jestem w szpitalu. Po chwili pożegnali się ze mną i wyszli. Dziwnie się czułam, więc położyłam się spać.

~Oczami Marco~
- Halo?
- Cześć Marco, tu tata Blanki.
- O! dzień dobry!
- Słuchaj Marco, Blanka kazała do ciebie zadzwonić i powiedzieć, że jest w szpitalu.. Mówiła też coś, że nie wyjdziecie.. Coś w tym stylu
Zamurowało mnie trochę. Przecież jeszcze jak byliśmy w centrum, wszystko było w porządku. Co mogło się jej stać?
- Yhmm.. Dziękuję, za informację. Ale co jej się stało?
- Wiesz... Chyba lepiej będzie, jeśli przyjedziesz do niej i sama Ci to powie. Oczywiście jeśli masz czas.
- Mam, mam. Oczywiście, że mam. A który szpital?
- Zaraz ci wyślę. Na razie
- Do widzenia..
Przez chwilę jeszcze stałem z telefonem przy uchu, ale ocknąłem się, kiedy mój mózg rozwalił głośny dźwięk smsa.

"Szpital przy Brandisstraße. "

Ubrałem buty, wziąłem kurtkę, kluczyki, portfel i szybko wsiadłem do samochodu. Kiedy byłem w drodze, mijałem kwiaciarnię z bardzo ładnymi różami. "Na pewno będzie jej miło"- pomyślałem. Wysiadłem z samochodu i starając się być niezauważonym, szybko kupiłem bukiet z 50 róż. Jechałem dalej i po 35 minutach byłem na miejscu. Wszedłem do sali, w której była Blanka, podszedłem, kwiaty położyłem na stoliku obok i przywitałem się. Usiadłem obok niej i czekałem, aż otworzy swoje błyszczące, brązowe oczy.
  Przez ten czas rozmawiałem również z doktorem, powiedział, żebym jej nie budził, sama niedługo powinna się obudzić. Siedziałem przy niej cały czas i trzymałem ją za rękę. Patrzyłem się na nią. Była taka słodka gdy spała. W pewnym momencie coś zaczęło mi nie pasować. Brakowało mi czegoś.. Nagle usłyszałem długi pisk i kreskę. Szybko wybiegłem z sali i krzyknąłem na korytarzu po jakiegoś lekarza. Przybiegł ten sam, z którym wcześniej rozmawiałem. Potraktował ją defibrylatorem i zawołał więcej lekarzy. Kazali szybko wyjść z sali. Usiadłem na krzesełku na zewnątrz. Chwilę pomyślałem i łzy napłynęły mi do oczu, zaczęły ściekać po policzkach coraz mocniej i częściej. Wstałem, żeby chociaż trochę opanować emocje. Podszedłem do drzwi sali i słyszałem
"JESZCZE RAZ DEFIBRYLATOR! NIE ODZYSKUJE TĘTNA.. ONA ODCHODZI..." 
Zacząłem jeszcze bardziej płakać. Podszedłem do ściany, chwilę na nią popatrzyłem i starałem się opanować, ale nie mogłem.. Jeszcze raz podszedłem do drzwi i znowu usłyszałem głosy
"JEST.. TĘTNO WRACA.. MAMY JĄ"
Klęknąłem na ziemi, schowałem twarz w dłonie i zacząłem dziękować Bogu za to, że wszystko jest dobrze.. Po 10 minutach lekarze wyszli z sali, jeden z nich powiedział, że mogę z powrotem wejść. Zapłakany wszedłem i spytałem lekarza co się działo.
- Nie wiemy dlaczego nagle jej serce przestało bić.. Musimy to jeszcze zbadać. Ważne, że wszystko wróciło do normy. Dobrze, że szybko mnie zawołałeś.. Inaczej, źle by się to skończyło.. Teraz możesz zostać przy niej. Na pewno będzie chciała z kimś porozmawiać kiedy się przebudzi.. A przebudzi się na pewno nie długo.
Lekarz poklepał mnie po ramieniu i wyszedł. Spojrzałem się na Blankę, usiadłem koło niej, złapałem ją za rękę i modliłem się, żeby wszystko już było dobrze.. 

~Godzinę później~

 - Ehmm.. Co.. Co się dzieje? Marco?- zapytałam powoli otwierając oczy.
- Marco, Marco. Cześć kochana - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło
- O co chodzi?.. Głowa strasznie mnie boli..
- Emm.. Wiesz.. Twoje serce na chwilę przestało bić.. Ale wszystko jest dobrze. Nic się nie martw, jestem przy tobie.- ścisnął moją dłoń troszkę mocniej. Po dłuższej chwili odpowiedziałam.
- Przestało bić?.. Jak?
- Nie wiem.. Lekarze sami nie wiedzą. Później pewnie wezmą cię na badania.
- Od kiedy tu jesteś? Długo czekałeś?
- Nie wiem.. Pewnie kilka godzin, albo czas mi tak szybko mija.. O właśnie!
Chwycił lekko moją brodę i delikatnie przechylił głowę w kierunku szafeczki.
- Jejku jakie piękne.. 
Zobaczyłam ogromny bukiet czerwonych róż. Marco dał mi jeszcze karteczkę na której było napisane:
" Wracaj do zdrowia. Kocham Cię ♥ Marco." Kiedy to przeczytałam, obróciłam karteczkę w stronę Marco, wskazałam na wyrazy "Kocham Cię" i zrobiłam minę w stylu "No co ty gadasz?!". Kiedy skapnął o co mi chodzi uśmiechnął się i pocałował.. Kiedy już lekko się odsunął i spojrzał mi prosto w oczy, powiedział
- Tak kocham cię. Kocham cię od naszego pierwszego spotkania. Kocham cię od pierwszego prawdziwego spojrzenia w oczy. Kocham cię od chwili, kiedy uświadomiłem sobie, że to właśnie ty.. Że to właśnie ty jesteś tą jedyną.
Zapadła chwilowa cisza. Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć i jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co się dzieje. Po chwili coś się we mnie ruszyło, łza poleciała mi po policzku i powiedziałam
- Ja ciebie też..
Ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej i ciągle patrzyłam w jego oczy.
- Nie płacz, księżniczko- zaśmiał się, otarł kroplę z mojego policzka i znowu się zbliżył i zaczął delikatnie muskać moje usta, po czym znowu zaczął całować. Tę cudowną chwilę oczywiście musiało coś przerwać. Do sali wszedł lekarz, powiedział, że musi mnie zabrać na badania.
- Idź, poczekam..- powiedział i wyszedł z sali.
Na badania zawieźli mnie na wózku inwalidzkim. Dziwnie się wtedy czułam. Wykonali mi szereg badań, po czym wezwali moich rodziców i odwieźli z powrotem na salę. Po 40 minutach zjawiła się mama z tatą, przywitali się ze mną, potem długo rozmawiali z lekarzem, a ja cały ten czas spędziłam z Marco. 
- Poleżysz jeszcze do jutra wieczorem, rodzice po ciebie przyjadą.- rozległ się głos lekarza.
- Dobrze, dziękuję doktorze.
Po chwili rodzice podbieli do mojego łóżka, usiedli i zaczęli zasypywać stertą pytań. Kiedy już trochę się uspokoili, spojrzałam na Marco, żeby się jakoś dowiedzieć czy już czas i powiedziałam do rodziców.
- Mamo, tato, przedstawiam wam mojego nowego chłopaka- pokazałam głową na Reusa
Rodzice również się na niego spojrzeli, a ten nieśmiało się uśmiechnął i wyciągnął rękę do mamy, przedstawił się, później do taty
- A my cię znamy kochaniutki! Blanka co mecz mówi jaki ty jesteś cudowny!- odwzajemniła gest Marco i zaczęła się śmiać. Spojrzała się na mnie, a ja tylko schowałam twarz w dłonie i też zaczęłam się śmiać. Rozmawialiśmy jeszcze długo.. Koło 21 lekarz przyszedł i powiedział, że już koniec odwiedzin. Pożegnałam się z rodzicami i z Marco. Z Marco oczywiście troszkę inaczej się pożegnałam :D. Kiedy wyszli rozluźniłam się i zasnęłam.

~Następnego dnia wieczorem~
 Po południu ucięłam sobie jeszcze krótką drzemkę. Marco niestety nie mógł przyjść, miał akurat dzisiaj trening. Kiedy się obudziłam zobaczyłam nad moim łóżkiem rodziców już pakujących moje rzeczy. 
Przywitaliśmy się, pomogli mi wstać i razem jeszcze poszliśmy do gabinetu doktora.
- Panie doktorze, możemy już iść?
- Tak tak, tylko jeszcze dwa słowa.. Blanka ma się teraz oszczędzać. Wiem, że chcieliście wysłać ją do szkoły, ale to na razie nie możliwe. Nie może się przemęczać przez najbliższe 2 tygodnie, a do szkoły najlepiej niech pójdzie za miesiąc. Jeśli będzie odczuwała jakiekolwiek bóle łowy, proszę dawać jej ten lek- wręczył mamie buteleczkę z tabletkami- Słyszałem też, że córka biega. Niech nie robi tego przez przynajmniej pół roku. Wszystko musi się ustabilizować. No to... to wszystko. Trzymaj się młoda, do widzenia!- poklepał mnie po ramieniu a rodzicom podał rękę na pożegnanie.
Wyszliśmy z gabinetu, udaliśmy się w kierunku drzwi, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu..

_________________________

Dziękuję Wam za ponad 1000 wyświetleń <3 Jeśli czytasz, komentuj :) Pozdrawiam ;3 ;*

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 9

  Mimo, że mama o nic nie pytała, i tak opowiedziałam jej o wszystkim. Przez chwilę nie mogła uwierzyć, ale w końcu się przekonała. Powiedziała też, że skoro mam iść na kolejną randkę, jeśli mogę tak to nazwać, to musimy kupić coś nowego i jutro skoczymy na zakupy. Przytuliłam ją, pocałowałam w policzek i poszłam na górę. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamki i położyłam się. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. 

~Następnego dnia~
Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, była 12:50. Szybko napisałam do Klary i Arka, ogarnęłam się troszkę i zeszłam na dół. Mama już stała w kuchni i nakładała jedzenie na talerze. 
- Hmmmm, obiad na śniadanie? Brzmi nieźle!- zaśmiałam się- cześć wam! 
- No hej, jak się spało?- podszedł tata i pocałował mnie w czoło na przywitanie
- Ciężko.. W ogóle zasnąć nie mogłam.. Domyślacie się chyba czemu.
- Ba! Trudno się nie domyślić- wyłonił się głos mamy wśród dźwięków smażonych jajek.- siadajcie, już idę z obiadem.
Usiedliśmy i czekaliśmy aż mama podstawi talerze. Kiedy wszyscy usiedliśmy tata poruszył temat.
- Słuchaj Blanka.. W Dortmundzie będziemy dosyć długi czas, wiesz o tym.. 
- Yhmm no wiem..
- No właśnie.. Ale przecież musisz chodzić do szkoły. Minął już tydzień odkąd tu jesteśmy, więc za kilka dni przydałoby się chociaż zacząć szukać szkoły do której cię przyjmą.
  Całkowicie zapomniałam o szkole.. Nie miałam czasu na myślenie o tym. Tak szczerze to poczułam się tu jak na wakacjach, mimo, że jest chłodno i jest wrzesień.
- No w sumie raja, ale... Ja nawet nie znam języka. Nawet z Marco gadam po angielsku.
- No właśnie po to pójdziesz do szkoły, żeby się nauczyć.- przerwała mi mama.
- No to możemy poszukać nawet dzisiaj jak macie czas..
Rodzice spojrzeli się na mnie, jakby nie wierzyli w to co powiedziałam. Chyba nie sądzili, że tak szybko się zgodzę. Skończyliśmy jeść posiłek, a w związku z tym, że była bardzo ładna pogoda i byłam trochę zaspana, to stwierdziłam, że pójdę pobiegać. Przebrałam się i wyszłam z domu. Przebiegłam przez tradycyjną trasę i wróciłam do domu. Po 50 minutach byłam z powrotem. Wzięłam prysznic, przebrałam się Sprawdziłam telefon, 3 wiadomości od: Klara, Arek, Marco. Oczywiście jako pierwszą sprawdziłam wiadomość od Marco.
  
    No cześć :) Masz może czas, żeby jutro wpaść do mnie na trening, a później na mały wypad do kina? ;*

Przypomniało mi się, że miałam jechać z mamą na zakupy, nie sprawdzałam już wiadomości od przyjaciół, tylko zleciałam na dół i starałam się jak najszybciej wyciągnąć mamę z domu. Wyjechałyśmy po 20 minutach. Pojechałyśmy do najbliższego centrum handlowego, bo obie jeszcze nie znałyśmy Dortmundu. Po na wejściu zobaczyłyśmy duży plakat na którym najbardziej rzucał się w oczy chłopak w żółtej koszulce.. Piłkarz BVB.. Marco Reus. Na plakacie było napisane, że można się spotkać, wziąć autograf itp. Razem z mamą podeszłyśmy bliżej, żeby zobaczyć czy nie ma napisanej daty kiedy to będzie. 15 wrzesień. Spojrzałyśmy się na siebie.
- To na pewno nie dzisiaj! 15 jest chyba jutro.. 
Chciałam być przekonana, że go tam nie spotkam, ale tej pewności nie miałam. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy łazić po sklepach na parterze. Wjechałyśmy na 1 piętro i obchodziłyśmy kolejne sklepy. Na tym piętrze rozeszłyśmy się. Pochodziłam jeszcze chwilę i poszłam na jakąś kawę do najbliższej kawiarni. Po drodze zobaczyłam jakiś ogrodzony fotel ze stolikiem i stojących ochroniarzy. "Na pewno dla Marco"- powiedziałam " Ale skoro już tu stoją, to to musi być dzisiaj.. O nieee.. Ale na szczęście o tu nie ma" Szłam dalej i wykrakałam sobie. Kiedy mijałam róg, akurat grzebałam w torebce. W pewnym momencie poczułam taki silny odrzut i prawie upadłam, gdyby ktoś mnie nie złapał. Przeprosiłam mężczyznę na którego wpadłam i obróciłam się, żeby zobaczyć to był moim bohaterem. Tylko on ma taką blond czuprynę..
- Ehmm.. Cześć Marco.- uśmiechnęłam się nieśmiało
- No cześć - roześmiał się trochę
 - Dzięki.. Gdyby nie ty, to już bym leżała..
A ten jeszcze bardziej się roześmiał.
- Takie śmieszne? - uśmiechnęłam się szerzej i po chwili też wybuchnęłam śmiechem.
- Nie ma za co, na prawdę.. Ale może.. W zamian za uratowanie życia, dałabyś się namówić na kawę i ciastko?
- Właśnie po to szłam, więc jasne że tak- uśmiechnęłam się - choodź!- złapałam się go pod rękę i poszliśmy razem do pobliskiej kawiarni.
Ludzie naokoło patrzyli się na nas jakby widzieli trójgłowego psa, a dziewczyny w moim wieku i trochę starsze, chyba chciały mnie zabić wzrokiem, ja tylko się z nich śmiałam.
Zamówiliśmy kawę i lody waniliowe, rozmawialiśmy sobie, wygłupialiśmy się i spytałam się go o to spotkanie
- No to dzisiaj.. Za godzinę..- powiedział tak jakby od niechcenia 
- Nie chce ci się spotkać z fanami?
- Wiesz... Wolałbym ten czas spędzić z tobą- spojrzał w moje oczy i się uśmiechnął. Na chwilę zaniemówiłam, zachciało mi się płakać ze szczęścia- Możesz w sumie iść na te spotkanie ze mną, ale widzę, że jesteś na zakupach, a kobiecie na zakupach się nie przeszkadza..
- Ehmm.. Chętnie bym poszła, i nie chodzi nawet o zakupy, ale ja nie mogę. Wstydzę się, boję się, że źle mnie przyjmą, albo coś.. 
- No dobrze.. Too może, pójdziemy na zakupy razem? Podoradzam ci trochę- uśmiechnął się szeroko
- Seerio?
Nie ukrywam, trochę się zdziwiłam, że chłopak chce iść na zakupy..
- No serio, serio.- Wstał, podszedł do mnie i złapał mnie za rękę- No chodź. 
Kiedy wstałam, zostawił rachunek i poszliśmy do mojego ulubionego sklepu. Przymierzałam mnóstwo ciuchów, Marco doradzał mi w czym najlepiej wyglądam. Godzina już minęła.. Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Wróciłam do mamy, bo wydałam już całą swoją kasę, a mama jeszcze szalała między wieszakami. Powiedziałam mamie o całym spotkaniu, zapłaciłyśmy za zakupy i akurat kiedy wracałyśmy na parter, musiałyśmy minąć miejsce spotkania z Reusem.. Starałam się za bardzo nie patrzeć, ale kiedy mama mnie szturchnęła i obróciłam się, zobaczyłam chłopaka obok siebie. Najpierw przywitał się z mamą a później powiedział do mnie
- Wiesz co? Może zamiast tego kina, wpadnij do mnie. Będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami.
Oczywiście, jeśli twoja mama pozwoli..
- Wiesz...- rozejrzałam się po całej sali, oczy wszystkich ludzi utkwiły na nas i prawie oślepłam od blasku fleszy- w sumie to mogę wpaść. Później napisz o której i w ogóle. Na razie- chciałam jak najszybciej odejść, więc złapałam mamę za rękę i dałam krok do przodu. Obróciłam się, uśmiechnęłam i zjechałyśmy na parter.
- Mamo czy ty to widziałaś?..
- No właśnie nie wiem.. O co się zapytał, nie do końca wszystko zrozumiałam..
- Czy jutro zamiast do kina, to czy wpadnę do niego, będą chłopaki z drużyny ze swoimi dziewczynami. Zapoznam się z nimi i w ogóle, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.
- Nie mam córcia, nie mam..
Wyszłyśmy z centrum i pojechałyśmy do domu, akurat na kolację. Tata zrobił naleśniki, moje ulubione danie! :D Zostawiłyśmy torby wypełnione ubraniami w przedpokoju i usiadłyśmy do stołu, byłyśmy strasznie głodne. Opowiedziałyśmy tacie o całej historii z Reusem i tak dalej. Kiedy skończyłam jeść, wzięłam swoją torbę, poszłam do swojego pokoju, oczywiście o wszystkim poinformowałam Klarę i Arka i zaczęłam rozpakowywać ciuchy, przy okazji wybierałam co jutro na siebie założę. Później poszłam się trochę ogarnąć, położyłam się na łóżku i dłuuugo myślałam i myślałam.

___________________________

No i jest ! Przepraszam za kilkudniową nieobecność, ale nie było czasu na pisanie ;/ A przy okazji chciałam Wam bardzo podziękować za ponad 900 wejść <3 Jesteście kochani ;) Jeśli czytasz- zostaw komentarz. Buuziaki! ;*



wtorek, 21 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 8

    Obudziłam się o 19, akurat na kolację.  Przebrałam się w coś luźniejszego, uczesałam się w niedbałego koka, wzięłam telefon i zeszłam na dół. Pięknie pachniało z kuchni. Rodzice siedzieli już przy stole i jedli naleśniki. Przysiadłam się do nich bo byłam strasznie głodna. Kiedy już zaczęłam jeść mama się odezwała.
- Noo Blanka. Zbliża się twoja osiemnastka. Mam nadzieję, planujesz coś?
- Emmm..-przełknęłam kęs- Ale to dopiero za 3 miesiące..
- Według ciebie dopiero, ale jak chcesz jakąś imprezę, to już teraz trzeba zacząć załatwiać.- powiedział tata stanowczym tonem.
- No niby tak.. Nie wiem. Jeszcze o niczym nie myślałam. Dajcie kilka dni. Nawet nie wiem czy chcę jakąś imprezę, czy mogę zrobić domówkę jakąś. Bo chyba wtedy jeszcze nie wrócimy do domu, nie?
- No wtedy jeszcze będziemy tu. No to masz 3 dni na zastanowienie się. Jak się zdecydujesz to od razu mów nam - uśmiechnęła się mama
Wtedy nie myślałam o osiemnastce. Byłam jeszcze zbyt oszołomiona wszystkimi wydarzeniami. Skończyłam jeść i poszłam na kanapę obejrzeć wiadomości sportowe. W sumie nie było nic ciekawego. Kiedy tak sobie leżałam poczułam wibrację od telefonu na brzuchu. Zobaczyłam sms'a

Od: Marco 
Cześć Śliczna ;* Może dasz się namówić na jakąś kolację? 

O matko, matko.... Nie wiedziałam co odpisać! To niecodzienna sytuacja. Ale nie każdy ma okazję iść z Marco Reusem na kolację! Zebrałam się na odwagę i napisałam

Jasne :) A kiedy?

Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź

Hmm.. Najlepiej jutro.. Koło 16, masz wtedy czas? ;)

Oczywiście napisałam, że mam i biegusiem poleciałam na górę coś ładnego wybrać, żeby jakoś wyglądać. Aż prawie się wywróciłam po drodze o dywan.. Byłam strasznie podekscytowana i w ogóle zajarana tym, że idę na kolację z Marco! Ale co chwilę przez głowę przelatywała mi myśl: "A jeśli mnie nie polubi? Albo jak zaliczę jakąś wtopę?" Ale jak najszybciej starałam się te myśli w głowy wypędzić. Po 2 godzinach grzebania w ubraniach wybrałam to:
Postanowiłam na razie nie mówić rodzicom o wypadzie z Reusem, pomyślałam, że zaskoczę ich jutro. Jeśli będą mieli jakieś plany to przecież zrozumieją. Poszłam jeszcze wziąć prysznic, położyłam się na łóżku i dłuugo myślałam o tym wszystkim.. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

~Następny dzień~

- Dzieeń dobry! - krzyknęłam schodząc po schodach.
- Cześć! Co ty taka dziwnie zadowolona? Po wstaniu?- odpowiedziała mama z uśmiechem na ustach
- A booo dzisiaj się wybieram na kolację! - krzyknęłam szczerząc się od ucha do ucha
- Oooo! A mogę wiedzieć kto jest takim szczęściarzem?
- Nie uwierzysz..
- Oj mów! - powiedziała z zaciekawieniem na ustach
- Z.. Marco Reusem - dalej pokazywałam zęby.
- No nie gadaj...- mina troszkę jej się zmieniła, ale dalej się uśmiechała
- No na prawdę!- krzyknęłam i rzuciłam się mamie na szyję - A gdzie tata?
- W pracy, siadaj, zaraz dam ci śniadanie
Usiadłam sobie przy stole a mama skoczyła do kuchni po kanapki i postawiła na stole. Wypytywała się o milion rzeczy i jeszcze trochę.. W pewnym momencie miałam tego troszeczkę dosyć, ale to zrozumiałe, że mama była szczęśliwa i bardzo ciekawa wszystkiego. Zjadłam, oczywiście napisałam do Klary i Arka o wszystkim. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam pisząc Arkowi o randce.. Jeśli mogę tak to nazwać :). Wiedziałam, że Arek się we mnie podkochuje od dawna. Ale w sumie to moje życie, jest przyjacielem, więc powinien być szczęśliwy razem ze mną! Od Klary otrzymałam odpowiedź po kilku sekundach. Na początku musiałam ją przekonywać z 5 razy, że nie kłamie, ale w końcu uwierzyła. Arek nie odpisywał w ogóle. Zbliżała się 12, postanowiłam pójść sobie trochę pobiegać, lepiej poznać okolicę i tak dalej. Przebrałam się i wybiegłam z domu. Biegłam przez park, koło jakiegoś dużego placu i przez małe osiedle.Już byłam pod domem ii nagle JEBUT! Leżę na ziemi.. Powoli się podnosiłam. Od razu zobaczyłam na kolana i na łokcie 
- Żebym tylko nie miała nic zdarte- powtarzałam szybko
I na szczęście byłam cała.. Do domu te kilka metrów wróciłam już pieszo, wolałam się nie narażać. Weszłam do salonu, było już koło 13, akurat był obiad. Zjadłam troszkę i poleciałam się ogarniać. Wzięłam prysznic, nałożyłam lekki makijaż, uczesałam się w luźnego, ale schludnego koka i poszłam założyć sukienkę. Sto tysięcy razy przeglądałam się w lustrze i pytałam mamy czy dobrze wyglądam. Oczywiście każda odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Pięknie wyglądasz, uwierz","Ślicznie", "No no, na prawdę ładnie!", "Na pewno mu się spodobasz!" . Moje rozmyślania nad wyglądem przerwał dzwonek telefonu. Zobaczyłam
Od: Marco
Wyjrzyj przez okno Piękna ;* :)
Cooo? To już?! 16? Tak, była już 16. Tak szybko zleciał mi czas.. Wyjrzałam przez okno w kuchni i zobaczyłam przystojnego blondyna w marynarce i jeansach opierającego się o swój czarny samochód z uwodzicielskim uśmieszkiem na twarzy. Nawet nie wiem czy się uśmiechnęłam kiedy mnie zobaczył. Kompletnie nie kontrolowałam tego, nogi mi się ugięły i zrobiło mi się trochę słabo, odeszłam od okna, popatrzyłam na mamę, a ta mnie przytuliła i powiedziała " Trzymaj się, powodzenia" i pocałowała w czoło. Nic nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się, założyłam buty, lekką kurtkę, jeszcze raz się przejrzałam w lustrze i stanęłam za drzwiami domu. Poczułam dziwny, zimny dreszcz przechodzący przez całe moje ciało i podeszłam do Marco.
- To jak? Jedziemy? - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do samochodu.
- Oczywiście! Dzięki.-odpowiedziałam nieśmiało uśmiechając się i wsiadłam do auta
Po chwili Marco pojawił się obok mnie. Poczułam jego piękny zapach perfum. Złapał za kierownicę, spojrzał się na mnie, ja na niego.
- Too mogę wiedzieć gdzie mnie zabierasz? - ciągle mówiłam tak jakbym miała kulkę w gardle.
- Heh.. No zobaczysz - uśmiechnął się i nacisnął na gaz.
Miałam cichą nadzieję, że nie zabiera mnie do jakieś bardzo ekskluzywnej restauracji. Nigdy nie wiem którego widelca do czego użyć. W pewnym momencie zupełnie się rozluźniłam. Kulka z gardła zniknęła i zimny dreszcz ustąpił. Kiedy jechaliśmy żadne nie pozwoliło na to, żeby chociaż chwilę było cicho. Na początku mówił tylko Marco, a później ja się dołączyłam. Wygłupialiśmy się, śpiewaliśmy i śmialiśmy przez całą drogę. W trasie byliśmy już dobre 40 minut, więc zapytałam się jeszcze raz
- Marco... Powiedz mi gdzie jedziemy, prooooszę - zrobiłam słodkie oczka i minę proszącego pieska
- Oj no zaraz się dowiesz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi - zaśmiał się. 
I rzeczywiście. Po 5 minutach stanęliśmy przed jakąś. Nie była to restauracja, to dobrze, ale to była knajpa, w której zwykle popijano sobie piwko z kolegami. Weszliśmy do tej knajpy, poczułam zapach spalonych frytek i pomyślałam" O nie.. Ja nie chcę tu być" , ale oczywiście nic nie mówiłam. Jednak nie siadaliśmy do żadnego stolika, ominęliśmy ladę i szliśmy do jakichś drzwi. Wyszliśmy przez nie z powrotem na zewnątrz, skręciliśmy w prawo i zobaczyłam cudowny zachód słońca odbijający się w wodzie rzeki. I mostek nad rzeką, na którym stał stolik ze świecami.. Zaczęło mi się płakać ze szczęścia, starałam się to powstrzymać, ale mi się nie udało.
- Nie płacz, coś Ty.. - przytulił mnie i pocałował w policzek.
 Wziął mnie za rękę, podprowadził do stolika, odsunął jedno krzesło i powiedział patrząc głęboko w moje oczy
- Zapraszam Panią na kolację przy świecach- uśmiechnął się
Odsunął się i złapał za oparcie krzesła. Stanęłam przy stoliku, a jak siadałam, Marco podsunął mi krzesło. Po chwili sam usiadł i patrzył się w moje oczy. Za kilka sekund pojawił się obok nas kelner z lampkami wina na tacce. Postawił na stoliku, spojrzał się na Marco i powiedział
- No no. Dobrze Pan wybiera - starał się cicho ale ja i tak usłyszałam.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Podziękowałam za komplement, a kelner odszedł po drugą część zamówienia.
- No więc. Za chwilę- blondyn podniósł lampkę wina i wystawił do "stuknięcia"
- Za chwilę - uśmiechnęłam się i zrobiłam to samo.
Wypiliśmy po łyczku wina i na stole pojawiła się kolacja. Podczas jedzenia nie obyło się bez wygłupów! Prawie cały czas się śmialiśmy. W pewnym momencie nawet Marco rzucił pomysł, żeby pobawić się w "Kto dalej wyrzuci jedzeniem z łyżeczki". Zgodziłam się, bo w sumie mogła być dobra zabawa i nie myliłam się! Bawiliśmy się świetnie, mimo że bardzo dziwnie. Na dworze zrobiło się zimno, bo już był wieczór, a przecież to był początek jesieni. Kiedy o tym powiedziałam, Marco oddał mi swoją marynarkę, poszedł jeszcze po koc, nie wiem skąd go wziął, ale przyszedł z kocem, usiedliśmy na mostku i patrzeliśmy w gwiazdy. W pewnym momencie poczułam rękę chłopaka na swoim ramieniu. Spojrzałam się na niego, on na mnie, uśmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze bardziej. Normalnie, to może bym tego nie zrobiła, ale było coraz zimniej. Opowiadaliśmy sobie różne historie, przeszło nawet na historie o duchach, ale kazałam mu przestać, bo strasznie się bałam. Później bym się cykała przez tydzień chodzić sama po ciemku. Była już 21, wstaliśmy, przeszliśmy przez knajpkę i poszliśmy do samochodu. Marco podwiózł mnie pod sam dom. Wyszłam z auta i stanęłam, żeby pożegnać się z Marco. Podszedł do mnie, złapał za rękę i udał się w stronę moich drzwi. Stanęliśmy na wycieraczce, spojrzał prosto w moje oczy i powiedział.
- Too.. Do zobaczenia, mam nadzieję.- powiedział troszkę nieśmiało
- Do zobaczenia- odpowiedziałam i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Dziękuję..
- Za co?
- Za ten dzień.. Za wszystko. Cieszę się, że spotkałem akurat ciebie wtedy na stadionie.
- Hah.. Ja też dziękuję. - zobaczyłam mamę, która stała w oknie kuchni i wykręcała głowę, żeby cokolwiek zobaczyć- Oo.. Twoja marynarka. Proszę.- uśmiechnęłam się
- Dzięki. Odezwę się. Pa Śliczna - uśmiechnął się szeroko i tym razem to on pocałował mnie w policzek.
Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam i kiedy odjeżdżał pomachałam mu i weszłam do domu. Poszłam do salonu, nie ściągałam butów ani kurtki, obróciłam się w kierunku mamy
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!! - wydarłam się jak najgłośniej mogłam, zaczęłam się śmiać i płakać ze szczęścia i rzuciłam się na mamę. Ona mnie tylko przytuliła i cieszyła się razem ze mną. Na razie o nic nie pytała, wiedziała, że nawet nie będę w stanie nic odpowiedzieć. Po kilku minutach płakania i śmiania się, puściłam jej szyję i wtedy mama już się domyśliła się, że nie musi się już o nic pytać, domyśliła się, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.


-------------------------------------------------------

Kolejny rozdział po krótkiej przerwie! :) Jeśli czytasz- komentuj. To dla mnie bardzo ważne! To mnie motywuje do dalszego pisania :) Buuuuuziaki! :*

niedziela, 19 stycznia 2014

Tak na marginesie :)

Witajcie kochani!!! Przepraszam za moją kilkudniową nieobecność, ale wiecie.. Szkoła.. ;// Ale już niedługo będzie następny rozdział ! <3 I bardzo Was proszę, jeśli przeczytaliście, to zostawiajcie komentarze pod rozdziałami, bo nie wiem czy pisać dalej.. :) Od teraz, każdy może komentować, nawet ten kto nie ma konta na Google ! Buuuuuuziak! ;*

wtorek, 14 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 7

Pierwsza noc w Dortmundzie. Jak to fajnie brzmi .. Wstałam, poszłam się trochę ogarnąć, ubrać i zeszłam na dół na śniadanie. W jadalni czekali już na mnie rodzice, przy kanapkach i ciepłym kakałku. Przywitałam się z nimi i zabrałam się do jedzenia. Podczas posiłku gadaliśmy sobie, śmialiśmy się i kiedy zapadła cisza mama wydukała.
- No powiedz jej już..- podniosła wzrok na tatę.
- Jeszcze nie - odpowiedział starając się tak mówić, żebym się nie kapnęła o co chodzi.
- No jak chcesz..
- Ale o czym?!- wtrąciłam się
- Ehmmm.. No dobra, skoro tak szybko chcesz wiedzieć, to dzisiaj cię gdzieś zabieram.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
- Oooo! A gdzie?
- A to już niespodzianka, skoczę do pracy na chwilę, a ty za 2 godziny bądź gotowa.- zaczął wstawać z krzesła
- Noo dobra! A jak mam się ubrać?
- Hmm.. To nie jest kwestia dla mnie.. Emm.. Mama ci podpowie! - puścił oczko, odwrócił się i wyszedł..
Myślałam na tym, żeby mamy się zapytać, czy wie dokąd tata mnie zabiera. Ale w sumie to niee.. Zepsułabym sobie niespodziankę. Dokończyłam śniadanie i śmignęłam na górę, żeby wziąć prysznic i jakoś się ubrać. Na początku próbowałam dobrać coś sama, ale za dużo tego było, więc zawołałam mamę. Po 15 minutach przebierania, wybierania i dobierania ciuchów wybrałyśmy to. Uczesałam się, umalowałam i usiadłam na sofie w salonie, włączyłam wiadomości sportowe, napisałam do Arka i Klary i czekałam na tatę. Przy okazji jeszcze pomogłam mamie do końca porozkładać ubrania w szafkach. O 12 tata wrócił.
- To co? Gotowa?- krzyknął, nawet nie zdejmując kurtki.
- Gotowa!- odpowiedziałam radośnie i pobiegłam do taty.- paa mamo!- zamknęłam za sobą drzwi i poleciałam do samochodu.
- Ale weź mi powiedz gdzie właściwie jedziemy!
- No zobaczysz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi- zaśmiał się, a ja lekko klepnęłam go po ramieniu.
Po 15 minutach dojechaliśmy pod jakiś budynek, trochę przypominał biuro, ale był bez żadnego szyldu ani nic..
- To tu?- zapytałam wyglądając przez okno
- No tu, tu. Wysiadaj. Zaraz się spóźnimy - wstał z fotela - No już już!- uśmiechnął się.
- No wysiadam
Otworzyłam drzwi od samochodu, postawiłam nogi na chodniku i poszłam przed siebie z tatą obok. Weszliśmy do budynku, tata wszedł na chwilę w jakieś drzwi, kazał mi poczekać, ale po niecałej minucie wyszedł. Wyszliśmy z tego biura i zakręciliśmy. Po 2 minutach zobaczyłam too. Nie miałam pojęcia jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć! Może dlatego że było tam tyle drzew i byłam zajęta rozmową i rozglądaniem się na około. Ale kiedy ujrzałam to cudo, nogi mi się ugięły. Roześmiałam się nie dowierzając, że na prawdę tu jestem. 
- Na prawdę tato?!- spojrzałam na niego błyszczącymi oczami
- Na prawdę! Na prawdę zabieram cię na stadion. Na razie tylko na trening, ale mam nadzieję, że to wystarczy?- przekrzywił głowę i uśmiechnął się
- Matko Boska! Tato nawet nie wiesz jak bardzo wystarczy! Jeejuu! Kocham cię! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję
- Dobra, dobra.. Chodź, bo się spóźnimy.
Puściłam tatę i razem udaliśmy się w kierunku stadionu. Cały czas śmiałam się i cieszyłam jak jakaś psychopatka. W końcu weszliśmy do środka. Na murawie jeszcze nikogo nie było, więc tata kazał mi usiąść na trybuny. Ale kiedy się dowiedziałam, że tata ma iść do Jurgena Kloppa, nie pozwoliłam, aby szedł sam. Trochę się denerwowałam, bo przecież nie umiem nic nawet powiedzieć po niemiecku. A jak się mnie o coś zapyta, a ja będę stała jakbym dostała gongiem po głowie? Co w tedy? Jednak chęć zobaczenia go, przewyższała moje zmartwienia. Poszłam z tatą w kierunku szatni. Najpierw zapukaliśmy, kiedy dali znak, że można wejść otworzyliśmy drzwi i tam zobaczyłam ich.. Reus, Błaszczykowski, Piszczek i reszta zawodników BVB. Ugięły mi się nogi i zapomniałam o całym bożym świecie. Nawet się nie zorientowałam, kiedy tata zaczął wychodzić. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, bo tata wychodził a ja dalej stałam, uśmiechałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. Musiał mnie nieźle szturchnąć żebym się ocknęła. Później się ze mnie cały czas śmiał :D. Okazało się, że trenera nie było w szatni, więc poszliśmy do takiego pomieszczenia zapełnionego kluczami od szatni, schowków itp. Zapukaliśmy, a po chwili weszliśmy do środka. Faceci przywitali się uściskiem ręki, w sumie spodziewałam się tego.. ale po chwili rękę podał też mi.. A tego to kompletnie bym się nie spodziewała! Nieśmiało odwzajemniłam gest i powiedziałam "Dzień dobry", oczywiście po niemiecku. Chwilę rozmawiali i wracaliśmy razem na miejsce treningu. Klopp jeszcze musiał skoczyć do chłopaków na chwilę. Ja z tatą poszliśmy na trybuny i czekaliśmy aż wyjdą.
- I jak? Podoba ci się? - zapytał się przerywając ciszę.
- Czy mi się podoba? Tato, tu jest cudownie.. Nigdy nie byłam w tak pięknym miejscu! Dziękuję..- przytuliłam się do niego, a po policzku spłynęła mi łza, oczywiście ze szczęścia.- O patrz, patrz! Wychodzą! Jeezu jacy oni przystojni.. - podparłam się ręką.
- Może któremuś się spodobasz.. - roześmiał się i spojrzał na mnie.
Również spojrzałam na niego wzrokiem w stylu : "żartujesz sobie człowieku?.." i też zaczęłam się śmiać. Po chwili odwróciłam wzrok i zapatrzyłam się w piłkarzy. Trening trwał około 2 godziny. Może niektórych by nudziło siedzenie 2 godziny i wgapianie się w dziwaczne ćwiczenia, jednak ja wgapiałam się w każdy jeden ruch. Zauważyłam, że niektórzy bardzo często zwracali na nas uwagę. To pewnie dlatego, że nie miewają gości na swoich treningach. Po tym jak piłkarze zeszli z boiska, my z tatą również zeszliśmy z trybun. Tata jeszcze na chwilę musiał pójść do Jurgena, tym razem mówił, żebym została na zewnątrz. W pewnej chwili poczułam potrzebę pójścia do toalety. Nie chciałam wchodzić i im przeszkadzać, żadnej sprzątaczki ani nikogo nie było, więc sama musiałam poszukać jakiegoś miejsca. Napisałam do taty, że jakby coś, szukam toalety i jak skończy to niech zadzwoni. Chodziłam tymi korytarzami, chodziłam i chodziłam aż w końcu trafiłam. Weszłam, nawet nie przeglądałam się w lusterku i już byłam przy drzwiach do miejsca z sedesem, kiedy za rogiem kogoś zobaczyłam. Gorsze było to, że to był facet. A najgorsze było to, że to był.. Marco Reus... Ja oczywiście głupia nie zwróciłam uwagi na oznakowanie drzwi. Spojrzałam na twarz chłopaka. Śmiejącą się twarz.. I to jeszcze jak.. 
- O MY GOD!- nie umiałam po niemiecku, więc powiedziałam po angielsku i walnęłam facepalm'a.
- Hhahahah! Ok ok, zdarza się. Jestem Marco, alee my się już chyba dzisiaj widzieliśmy?- powiedział również po angielsku wyciągnął rękę i uśmiechnął się.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu wydukałam
- Blanka. Tak tak, w szatni- odwzajemniłam gest
- Blaa.. Blee... nn. Blenka! - próbował wymówić moje imię
- No może być Blenka! Miło mi
- Mi również. Emm.. Chyba chciałaś iść do toalety..
- A taak..Przepraszam.
- Wyjdę na zewnątrz, poczekam na ciebie! - krzyknął i zaraz usłyszałam trzask drzwi.
Weszłam do małego pomieszczenia, załatwiłam swoją potrzebę, wyszłam i oparłam się o ścianę patrząc w lustro
- Haa... Gadałam z Marco Reus'em... Z Reus'em!- pomyślałam.
I dopiero wtedy uświadomiłam sobie powagę całej sytuacji. Umyłam ręce, ogarnęłam się troszkę i wyszłam na zewnątrz. Naprzeciwko drzwi, oparty o ścianę piłkarz czekał na mnie.
- Niecierpliwiłem się..
- Wiesz.. Kobieta przed lustrem - zaśmiałam sie  i on również 
- Pan Kler to twój tata tak?
- Skąd wiesz?
- Noo.. idzie się domyślić.- spojrzał się na mnie i uśmiechnął
Akurat w tym momencie tata musiał zadzwonić... Świetnie.. Gadam z zawodnikiem BVB i akurat musimy wracać.  Przeprosiłam Marco i odebrałam telefon. Kiedy powiedziałam, że muszę już lecieć dziwnie posmutniał. Odprowadził mnie pod drzwi pokoiku w którym siedział Klopp. Przez drogę cały czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się i trochę wygłupialiśmy. Kiedy tata zobaczył mnie z Reus'em strasznie wytrzeszczył oczy.
- Emm więc. Musisz już iść? - zapytał się Marco.
- No niestety chyba tak..
- A wrócisz jeszcze?
- No nie wiem.. Może tata jeszcze zabierze mnie na trening!
- Too może zostaniemy w kontakcie?
"W kontakcie? O jeny... To się dzieje na prawdę?"- pomyślałam.
- Wymiana numerami telefonów?
- No to dawaj swój
Podałam mu swój numer, on podał mi swój, jeszcze sprawdziliśmy czy dobrze i nadszedł czas na pożegnanie.
- Więc.. Do zobaczenia! Mam nadzieję - spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się
- Do zobaczenia, na pewno
Odwróciłam wzrok i podbiegłam do taty.
- O nic nie pytaj. W samochodzie ci o wszystkim opowiem- wzięłam tatę pod rękę i wyszliśmy z terenu stadionu.
W czasie drogi do domu, powiedziałam całą historię, oczywiście kochany tatuś się śmiał jak opętany. Ale kiedy powiedziałam, że mam jego numer i że on chce się spotkać, kompletnie nie mógł uwierzyć. Musiałam pokazywać dowody. Kiedy wróciłam do domu na obiad i opowiedziałam o wszystkim też mamie, musiałam zrobić to samo. Po obiedzie napisałam do Klary i Arka o całym dniu i poszłam się na chwilę zdrzemnąć.