poniedziałek, 10 marca 2014

ROZDZIAŁ 14

  - O Jezu... - wydukałam przecierając zaspane oczy.- Moja głowa...
Wstałam z łóżka, obejrzałam się i zobaczyłam, że obok mnie nie ma Marco. Wyszłam z pokoju ledwo trzymając się na nogach. Zeszłam do salonu, tak też o nie widziałam, no to zobaczyłam do kuchni. Tracąc już cierpliwość zajrzałam do pokoju w którym spali przyjaciele. "No nie no.. Tu też go nie ma? Może wyszedł do sklepu.."- pomyślałam i postanowiłam się trochę odświeżyć. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Kiedy uchyliłam drzwi zobaczyłam Marco.. Śpiącego w wannie... Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zaczęłam się głośno śmiać i wtedy obudziłam chłopaka. Widząc jaki jest zszokowany jak zorientował się, że jest w wannie, śmiałam się jeszcze bardziej. Podniosłam się z podłogi i szybko odkręciłam lodowatą wodę. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się rozbudził, jak Reus po poczuciu zimnej wody na brzuchu. Wziął mnie na ręce i włożył do wanny już trochę napełnionej wodą, no i tak się zaczęło. Ja włączyłam prysznic i zaczęłam opryskiwać Marco, łącznie z całą łazienką, a on wziął żel pod prysznic i zaczął go na mnie wylewać, wyrwał mi prysznic z ręki i teraz mnie zaczął oblewać wodą. Kiedy Pola i Arek weszli do łazienki nie wiedząc co się dzieje a my rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy, że pomieszczenie wygląda jak po powodzi, stwierdziliśmy że już koniec. Śmialiśmy się jak opętani, a przyjaciele wyszli uznając nas za idiotów. 
- Tak właściwie to co ty robiłeś w wannie?- zaśmiałam się
- Wiesz co? Nie wiem.. Ale głowa mnie boli. Chyba idę się przespać.- zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek.
- Kac morderca nie ma serca jak to mówią - krzyknęłam kiedy chłopak wychodził z łazienki.
Mnie przez to wszystko głowa już przestała boleć.. Przebrałam się, umalowałam i ogarnęłam trochę po bitwie na wodę. Oczywiście nikt mi nie mógł pomóc, bo każdy spał po zarwanej nocy. Zrobiłam śniadanie i akurat kiedy siadałam do stołu Marco przyszedł. 
- Wiesz.. Dobrze chociaż, że znalazłam cię w wannie, a nie na przykład z Polą w łóżku, hehhe!
- No wiesz co?..- powiedział jakby z wyrzutem- kochanie.. -Objął mnie w pasie i mocno pocałował.- Jedziemy dzisiaj do twojej mamy?
- Nie wiem właśnie.. Może lepiej będzie jak jeden dzień posiedzi sama z tatą. Jutro pojedziemy, ok?
- No dobrze. Ale dzisiaj posiedźmy w domu.. Jutro mam trening.
- No dobra dobra. W sumie ja też nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
Usiedliśmy i zjedliśmy śniadanie. 

~3 godziny później~

- Kochanie ja muszę na chwilę wyskoczyć, załatwić sprawę, niedługo będę.
Zostałam sama w domu, bo Pola i Arek też musieli na chwilę wyjść. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakąś nudną komedię. Nie miałam nic lepszego do roboty, więc oglądałam. Po ok. pół godziny usłyszałam uchylanie drzwi i kroki w przedpokoju. Myślałam że to Marco albo przyjaciele. Zdziwiłam się kiedy ujrzałam tatę. Po raz pierwszy w domu od kilku dni.. Ale twarz miał jakąś dziwną. Zmęczoną, smutną.. Nie wiem.. Przytuliłam szybko ojca i przywitałam się.
- Co tam? Przyjechałeś po rzeczy jakieś czy coś? Co z mamą.
Tata dalej stał jak wryty w jednym miejscu. Spojrzał się na mnie przygnębionymi oczami. Powtórzyłam pytanie "Co z mamą?". W tym momencie pokręcił głową tak jakby chciał powiedzieć "nie" a do oczy napłynęły mu łzy.. Teraz zrozumiałam o co chodzi.. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i wgapiałam się w wyłączony telewizor. W pewnym momencie wybuchłam płaczem, pobiegłam do taty i zaczęłam wylewać łzy w jego ramię.
- Już dobrze.. Jej pewnie jest dobrze tam na górze.. dobrze.. nie dobrze.. wcale nie dobrze.. Boże, weź ją przyjmij do siebie.. - powtarzałam jakby do siebie dusząc się łzami.. 
Tata nie dostał takiej histerii jak ja.. Widocznie albo to jeszcze do niego nie dotarło, albo wyżył się już na czymś wcześniej. W tym momencie do domu wszedł Marco.

~oczami Marco~

- Kochanie byłem na zakupach - krzyczałem przebijając się z torbami przez drzwi.- kupiłem ci twoje ulubio...- i w tym momencie mnie zatkało.
Zobaczyłem Blankę i jej ojca w przedpokoju. dy zobaczyłem zapłakaną twarz dziewczyny, chyba zrozumiałem o co chodzi. Rzuciłem torby i podbiegłem do nich i objąłem ich oboje.
- Przytul ją, ona teraz cię potrzebuje..- poklepał mnie po ramieniu ledwo widząc przez szklane oczy i położył moje dłonie na plecach Blanki. Mocno ją przytuliłem i nie wiem dlaczego, ale też zacząłem ryczeć jak głupi.. 
Pan Kler usiadł na krześle w kuchni i patrzył się w okno. Zaprowadziłem Blankę do salonu żeby na chwilę usiadła, bo ledwo trzymała się na nogach. 

Kiedy już trochę się uspokoiłam zapytałam tatę:
- Tato?.. - nie dopowiadał - Tato!
- Tak?- wydukał cicho.
- Kiedy.. To się stało?
Zapadła grobowa cisza. Nawet nie było słychać jak ktoś oddycha.
- Dziś.. Rano. Wczoraj zasnęła, a dziś.. Dziś się już nie obudziła.. - łzy znowu popłynęły mu po policzkach.
Nie odezwałam się. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.

To moja wina..
To mnie przy niej nie było
Wczoraj wieczorem..
Nie byłam przy niej kiedy zasypiała.
To moja wina..
Moja!
Nie.. To nie moja wina.
Tak musiało być.
Nic się nie dzieje bez przyczyny prawda?
Tak prawda, prawda..
Niee!
To moja wina..
Kurwa moja!

Nie wiedziałam już co myśleć..

_____________________________________

Przepraszam za taką nieobecność, ale wszystko mi nagle spadło na głowę, ale obiecuję, postaram się to nadrobić ♥


1 komentarz: