czwartek, 27 marca 2014
UWAGA
LUDZIE LUDZIE!!! Ja i moje 2 przyjaciółki założyłyśmy bloga, na którym będziemy zamieszczać zdjęcia autografów które mamy i być może będzie możliwość wymiany nimi! Jeśli jesteście zainteresowani tooo ZAPRASZAM! ♥ a tu link do bloga --------------> http://autografyadyikali.blogspot.com/
wtorek, 18 marca 2014
ROZDZIAŁ 15
Marco uchylił drzwi mojego pokoju.
- Kochanie?- odezwał się niepewnie- możesz rozmawiać?
- Ta.. o co chodzi?
- Bo wiesz..- zawahał się- jakiś tydzień temu załatwiłem Ci przepustkę do szkoły malarskiej..
Kiedy go usłyszałam serce zaczęło mi mocniej bić, a oczy rozszerzyły się maksymalnie.
- W Anglii..- dokończył.
- Jeju, Marco...
- Ale..- ciągnął- po ostatnim wydarzeniu nie wiem.. nie byłem pewien czy się zgodzisz.. To miała być niespodzianka.. i przepraszam że tak ci tym zawracam głowę!- dopowiedział szybko.
- Marco.. Kocham cię, wiesz?- powiedziałam cicho i przytuliłam chłopaka.
- Ja też cię kocham.. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Siedzieliśmy tak ciszy, wtuleni w siebie przez kilka minut, dopóki Reus się odezwał.
- To jak? Zastanowisz się? Wiesz.. Twój tata cię teraz potrzebuje. I niedługo twoja 18-nastka.. Sam nie wiem czy dobrze zrobiłem załatwiając ci tą przepustkę..
- Zwariowałeś?! Przecież dzięki tobie wszystko się teraz ułoży.. Zobaczysz - uśmiechnęłam się, dałam buziaka policzek i wyszłam z pokoju. Zastanawiałam się tylko czy powiedzieć o tym tacie. Z jednej strony dobrze by było gdyby wiedział, ale z drugiej.. To za dużo jak na tak krótki czas.
~ tydzień później~
- Będę za Tobą tęsknił..- powiedział blondyn ze łzami w oczach.
Byliśmy już na lotnisku, miałam jeszcze 20 minut do samolotu. Taty z nami nie było.. Nie był stanie wyjść z domu.
- A myślisz, że ja za tobą nie? Najlepiej by było gdybyś pojechał tam ze mną..- trzymałam chłopaka za rękę.
- Wiesz przecież, że nie mogę. Gadaliśmy już o tym..- wpadł w nieco ostrzejszy ton.
- No wiem, wiem.. Kocham Cię. - przytuliłam Marco jak najmocniej mogłam.
Zostało mi tylko 10 minut i musiałam już się zbierać. Odeszłam od chłopaka z wielką pustką w sercu, ale nie wytrzymałam. Wróciłam się i przytuliłam go jeszcze raz. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Kiedy jeszcze obróciłam się, żeby pomachać, zobaczyłam jego twarz. Zapłakaną, smutną i zmęczoną twarz.. Uniosłam lekko dłoń, prawie niewidocznie pomachałam i pobiegłam do samolotu.
~2 godziny później~
Chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziła mnie stewardessa dosłownie 2 minuty przed lądowaniem. Nawet nie wiem ile leciałam. Wzięłam bagaże i zamówiłam taksówkę na dany mi już wcześniej adres. Znalazłam się pod wielkim budynkiem, chyba na 10 pięter. Weszłam do niego i zobaczyłam taki hol.. że brak słów.
- Rany... Jezu jakie piękne.. - szeptałam do siebie.
Zauważyłam coś rodzaju recepcji hotelowej, podeszłam.
- Dzień dobry, ja chciałam się spytać czy dobrze trafiłam. - pokazałam kobiecie kartkę. Spojrzała się na mnie jak na jakąś.. Nie wiem.. kosmitke, albo coś. Parę sekund później uświadomiłam sobie, że przecież jest Anglii, a nie w Polsce i powtórzyłam to samo pytanie, tylko że po angielsku. Dała mi kartę do pokoju i kazała jechać na 7 piętro. Miałam pokój z numerem 13.. "Świetnie. Dawka pecha na sam początek dnia"- pomyślałam. Znalazłam drzwi z pechową liczbą, otworzyłam i najpierw zobaczyłam hol. Ja to jednak mam tego cholernego farta. Nic nie mówiłam, poszłam dalej, żeby zobaczyć resztę mieszkania. Na prawo był salon, jak poszło się na lewo od salonu była łazienka, a na górze mega wielka sypialnia. Usiadłam na łóżku, zdjęłam szpilki i złapał mnie chwilowy.. nie wiem jak to nazwać. Zamuliłam się. Takie jakby przetwarzanie danych. Jeszcze raz rozejrzałam się po sypialni, wstałam i.. Nagle jak szalona zaczęłam skakać, krzyczeć i latać po całym domu. Kiedy mijałam jeszcze garderobę obok sypialni, zobaczyłam takie mniejsze drzwi. Były jakieś takie inne od wszystkich. Otworzyłam je i znalazłam się w po prostu cudownym pomieszczeniu. Poczułam, że tu mogę być sobą. Poczułam tą atmosferę unoszącą się w powietrzu. Ten zapach farb, drewna.. Coś pięknego. Schodząc na dół, na półpiętrze zobaczyłam wyjście na balkon. Mały, bo mały.. Ale jaki klimatyczny. Zakochałam się w tym mieszkaniu. Usiadłam na fotelu i zaczęłam myśleć.. I myśleć.
"I co ja będę w takim wielkim mieszkaniu sama robić?
Jeny.. Jak mama by się ucieszyła gdyby się dowiedziała gdzie teraz jestem..
Dzięki komu tu jestem.
Co będę robić..
Na pewno oszalałaby ze szczęścia..
Cieszyłaby się dlatego, że w końcu spełniam marzenia..
Namalowałabym ją.
Zrobiłabym jej taki piękny i duży portret..
Dlaczego musiałaś umrzeć akurat teraz?
Dlaczego tak wcześnie?..
Brakuje mi Ciebie..
Mamo, wróć..
Mam dla Ciebie miejsce, słyszysz?
Wróć, proszę..
Tęsknię..
Namaluję dla Ciebie portret. Taki jaki zawsze chciałaś!
Kolorowy i duży.
I położę go na Twoim grobie.
Słyszysz?
Mam nadzieję, że Ci się spodoba.."
Jedna prawdziwa, gorzka łza popłynęła mi po policzku. Żeby nie wpaść w za głęboki letarg, włączyłam telefon. Zobaczyłam jedną wiadomość
Od: Marco ;*
No więc chciałem Ci jeszcze kochanie powiedzieć, że bardzo Cię kocham. Nie wyobrażam sobie tych kilku miesięcy bez Ciebie, rozumiesz? Chcę mieć Cię na dzień dobry i na dobra noc. Chcę Ci robić pyszne śniadanko kiedy otworzysz oczy i dawać ciepłe buziaki kiedy będziesz je zamykała. Chcę objechać z Tobą cały świat i spędzić mnóstwo niezapomnianych chwil. Gdy ogarnąłem tą całą sytuację wyciągnąłem jeden wniosek: najlepszą chwilą w moim życiu był dzień kiedy wpadłaś do tej męskiej łazienki i wtedy Cię zobaczyłem :D Teraz wiem, że najlepszą decyzją w moim życiu było oddanie Ci mojego serca. Chcę żebyś o tym pamiętała przez ten cały czas kiedy nie będzie Cię przy mnie i przypominała sobie o mnie patrząc na tego sms'a. Dopiero wyjechałaś, a już za Tobą tęsknię. Mam nadzieję, że jak stamtąd przyjedziesz to namalujesz mój portret :D Kocham Cię ;** ♥
Jakiego ja mam cudownego chłopaka.. I kto by pomyślał. Ja. Taka zwykła dziewczyna z Warszawy zostaje dziewczyną jednego z najbardziej znanych piłkarzy na świecie: Marco Reus'a.. Nawet ja sama nigdy sobie tego nie wyobrażałam. Zadzwoniłam do Poli i Arka i opowiedziałam im o wszystkim. Po jakichś dwóch godzinach poszłam rozpakować swoje rzeczy.
__________________________________
Jeśli czytasz- skomentuj :)
- Kochanie?- odezwał się niepewnie- możesz rozmawiać?
- Ta.. o co chodzi?
- Bo wiesz..- zawahał się- jakiś tydzień temu załatwiłem Ci przepustkę do szkoły malarskiej..
Kiedy go usłyszałam serce zaczęło mi mocniej bić, a oczy rozszerzyły się maksymalnie.
- W Anglii..- dokończył.
- Jeju, Marco...
- Ale..- ciągnął- po ostatnim wydarzeniu nie wiem.. nie byłem pewien czy się zgodzisz.. To miała być niespodzianka.. i przepraszam że tak ci tym zawracam głowę!- dopowiedział szybko.
- Marco.. Kocham cię, wiesz?- powiedziałam cicho i przytuliłam chłopaka.
- Ja też cię kocham.. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Siedzieliśmy tak ciszy, wtuleni w siebie przez kilka minut, dopóki Reus się odezwał.
- To jak? Zastanowisz się? Wiesz.. Twój tata cię teraz potrzebuje. I niedługo twoja 18-nastka.. Sam nie wiem czy dobrze zrobiłem załatwiając ci tą przepustkę..
- Zwariowałeś?! Przecież dzięki tobie wszystko się teraz ułoży.. Zobaczysz - uśmiechnęłam się, dałam buziaka policzek i wyszłam z pokoju. Zastanawiałam się tylko czy powiedzieć o tym tacie. Z jednej strony dobrze by było gdyby wiedział, ale z drugiej.. To za dużo jak na tak krótki czas.
~ tydzień później~
- Będę za Tobą tęsknił..- powiedział blondyn ze łzami w oczach.
Byliśmy już na lotnisku, miałam jeszcze 20 minut do samolotu. Taty z nami nie było.. Nie był stanie wyjść z domu.
- A myślisz, że ja za tobą nie? Najlepiej by było gdybyś pojechał tam ze mną..- trzymałam chłopaka za rękę.
- Wiesz przecież, że nie mogę. Gadaliśmy już o tym..- wpadł w nieco ostrzejszy ton.
- No wiem, wiem.. Kocham Cię. - przytuliłam Marco jak najmocniej mogłam.
Zostało mi tylko 10 minut i musiałam już się zbierać. Odeszłam od chłopaka z wielką pustką w sercu, ale nie wytrzymałam. Wróciłam się i przytuliłam go jeszcze raz. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Kiedy jeszcze obróciłam się, żeby pomachać, zobaczyłam jego twarz. Zapłakaną, smutną i zmęczoną twarz.. Uniosłam lekko dłoń, prawie niewidocznie pomachałam i pobiegłam do samolotu.
~2 godziny później~
Chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziła mnie stewardessa dosłownie 2 minuty przed lądowaniem. Nawet nie wiem ile leciałam. Wzięłam bagaże i zamówiłam taksówkę na dany mi już wcześniej adres. Znalazłam się pod wielkim budynkiem, chyba na 10 pięter. Weszłam do niego i zobaczyłam taki hol.. że brak słów.
- Rany... Jezu jakie piękne.. - szeptałam do siebie.
Zauważyłam coś rodzaju recepcji hotelowej, podeszłam.
- Dzień dobry, ja chciałam się spytać czy dobrze trafiłam. - pokazałam kobiecie kartkę. Spojrzała się na mnie jak na jakąś.. Nie wiem.. kosmitke, albo coś. Parę sekund później uświadomiłam sobie, że przecież jest Anglii, a nie w Polsce i powtórzyłam to samo pytanie, tylko że po angielsku. Dała mi kartę do pokoju i kazała jechać na 7 piętro. Miałam pokój z numerem 13.. "Świetnie. Dawka pecha na sam początek dnia"- pomyślałam. Znalazłam drzwi z pechową liczbą, otworzyłam i najpierw zobaczyłam hol. Ja to jednak mam tego cholernego farta. Nic nie mówiłam, poszłam dalej, żeby zobaczyć resztę mieszkania. Na prawo był salon, jak poszło się na lewo od salonu była łazienka, a na górze mega wielka sypialnia. Usiadłam na łóżku, zdjęłam szpilki i złapał mnie chwilowy.. nie wiem jak to nazwać. Zamuliłam się. Takie jakby przetwarzanie danych. Jeszcze raz rozejrzałam się po sypialni, wstałam i.. Nagle jak szalona zaczęłam skakać, krzyczeć i latać po całym domu. Kiedy mijałam jeszcze garderobę obok sypialni, zobaczyłam takie mniejsze drzwi. Były jakieś takie inne od wszystkich. Otworzyłam je i znalazłam się w po prostu cudownym pomieszczeniu. Poczułam, że tu mogę być sobą. Poczułam tą atmosferę unoszącą się w powietrzu. Ten zapach farb, drewna.. Coś pięknego. Schodząc na dół, na półpiętrze zobaczyłam wyjście na balkon. Mały, bo mały.. Ale jaki klimatyczny. Zakochałam się w tym mieszkaniu. Usiadłam na fotelu i zaczęłam myśleć.. I myśleć.
"I co ja będę w takim wielkim mieszkaniu sama robić?
Jeny.. Jak mama by się ucieszyła gdyby się dowiedziała gdzie teraz jestem..
Dzięki komu tu jestem.
Co będę robić..
Na pewno oszalałaby ze szczęścia..
Cieszyłaby się dlatego, że w końcu spełniam marzenia..
Namalowałabym ją.
Zrobiłabym jej taki piękny i duży portret..
Dlaczego musiałaś umrzeć akurat teraz?
Dlaczego tak wcześnie?..
Brakuje mi Ciebie..
Mamo, wróć..
Mam dla Ciebie miejsce, słyszysz?
Wróć, proszę..
Tęsknię..
Namaluję dla Ciebie portret. Taki jaki zawsze chciałaś!
Kolorowy i duży.
I położę go na Twoim grobie.
Słyszysz?
Mam nadzieję, że Ci się spodoba.."
Jedna prawdziwa, gorzka łza popłynęła mi po policzku. Żeby nie wpaść w za głęboki letarg, włączyłam telefon. Zobaczyłam jedną wiadomość
Od: Marco ;*
No więc chciałem Ci jeszcze kochanie powiedzieć, że bardzo Cię kocham. Nie wyobrażam sobie tych kilku miesięcy bez Ciebie, rozumiesz? Chcę mieć Cię na dzień dobry i na dobra noc. Chcę Ci robić pyszne śniadanko kiedy otworzysz oczy i dawać ciepłe buziaki kiedy będziesz je zamykała. Chcę objechać z Tobą cały świat i spędzić mnóstwo niezapomnianych chwil. Gdy ogarnąłem tą całą sytuację wyciągnąłem jeden wniosek: najlepszą chwilą w moim życiu był dzień kiedy wpadłaś do tej męskiej łazienki i wtedy Cię zobaczyłem :D Teraz wiem, że najlepszą decyzją w moim życiu było oddanie Ci mojego serca. Chcę żebyś o tym pamiętała przez ten cały czas kiedy nie będzie Cię przy mnie i przypominała sobie o mnie patrząc na tego sms'a. Dopiero wyjechałaś, a już za Tobą tęsknię. Mam nadzieję, że jak stamtąd przyjedziesz to namalujesz mój portret :D Kocham Cię ;** ♥
Jakiego ja mam cudownego chłopaka.. I kto by pomyślał. Ja. Taka zwykła dziewczyna z Warszawy zostaje dziewczyną jednego z najbardziej znanych piłkarzy na świecie: Marco Reus'a.. Nawet ja sama nigdy sobie tego nie wyobrażałam. Zadzwoniłam do Poli i Arka i opowiedziałam im o wszystkim. Po jakichś dwóch godzinach poszłam rozpakować swoje rzeczy.
__________________________________
Jeśli czytasz- skomentuj :)
poniedziałek, 10 marca 2014
ROZDZIAŁ 14
- O Jezu... - wydukałam przecierając zaspane oczy.- Moja głowa...
Wstałam z łóżka, obejrzałam się i zobaczyłam, że obok mnie nie ma Marco. Wyszłam z pokoju ledwo trzymając się na nogach. Zeszłam do salonu, tak też o nie widziałam, no to zobaczyłam do kuchni. Tracąc już cierpliwość zajrzałam do pokoju w którym spali przyjaciele. "No nie no.. Tu też go nie ma? Może wyszedł do sklepu.."- pomyślałam i postanowiłam się trochę odświeżyć. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Kiedy uchyliłam drzwi zobaczyłam Marco.. Śpiącego w wannie... Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zaczęłam się głośno śmiać i wtedy obudziłam chłopaka. Widząc jaki jest zszokowany jak zorientował się, że jest w wannie, śmiałam się jeszcze bardziej. Podniosłam się z podłogi i szybko odkręciłam lodowatą wodę. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się rozbudził, jak Reus po poczuciu zimnej wody na brzuchu. Wziął mnie na ręce i włożył do wanny już trochę napełnionej wodą, no i tak się zaczęło. Ja włączyłam prysznic i zaczęłam opryskiwać Marco, łącznie z całą łazienką, a on wziął żel pod prysznic i zaczął go na mnie wylewać, wyrwał mi prysznic z ręki i teraz mnie zaczął oblewać wodą. Kiedy Pola i Arek weszli do łazienki nie wiedząc co się dzieje a my rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy, że pomieszczenie wygląda jak po powodzi, stwierdziliśmy że już koniec. Śmialiśmy się jak opętani, a przyjaciele wyszli uznając nas za idiotów.
- Tak właściwie to co ty robiłeś w wannie?- zaśmiałam się
- Wiesz co? Nie wiem.. Ale głowa mnie boli. Chyba idę się przespać.- zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek.
- Kac morderca nie ma serca jak to mówią - krzyknęłam kiedy chłopak wychodził z łazienki.
Mnie przez to wszystko głowa już przestała boleć.. Przebrałam się, umalowałam i ogarnęłam trochę po bitwie na wodę. Oczywiście nikt mi nie mógł pomóc, bo każdy spał po zarwanej nocy. Zrobiłam śniadanie i akurat kiedy siadałam do stołu Marco przyszedł.
- Wiesz.. Dobrze chociaż, że znalazłam cię w wannie, a nie na przykład z Polą w łóżku, hehhe!
- No wiesz co?..- powiedział jakby z wyrzutem- kochanie.. -Objął mnie w pasie i mocno pocałował.- Jedziemy dzisiaj do twojej mamy?
- Nie wiem właśnie.. Może lepiej będzie jak jeden dzień posiedzi sama z tatą. Jutro pojedziemy, ok?
- No dobrze. Ale dzisiaj posiedźmy w domu.. Jutro mam trening.
- No dobra dobra. W sumie ja też nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
Usiedliśmy i zjedliśmy śniadanie.
~3 godziny później~
- Kochanie ja muszę na chwilę wyskoczyć, załatwić sprawę, niedługo będę.
Zostałam sama w domu, bo Pola i Arek też musieli na chwilę wyjść. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakąś nudną komedię. Nie miałam nic lepszego do roboty, więc oglądałam. Po ok. pół godziny usłyszałam uchylanie drzwi i kroki w przedpokoju. Myślałam że to Marco albo przyjaciele. Zdziwiłam się kiedy ujrzałam tatę. Po raz pierwszy w domu od kilku dni.. Ale twarz miał jakąś dziwną. Zmęczoną, smutną.. Nie wiem.. Przytuliłam szybko ojca i przywitałam się.
- Co tam? Przyjechałeś po rzeczy jakieś czy coś? Co z mamą.
Tata dalej stał jak wryty w jednym miejscu. Spojrzał się na mnie przygnębionymi oczami. Powtórzyłam pytanie "Co z mamą?". W tym momencie pokręcił głową tak jakby chciał powiedzieć "nie" a do oczy napłynęły mu łzy.. Teraz zrozumiałam o co chodzi.. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i wgapiałam się w wyłączony telewizor. W pewnym momencie wybuchłam płaczem, pobiegłam do taty i zaczęłam wylewać łzy w jego ramię.
- Już dobrze.. Jej pewnie jest dobrze tam na górze.. dobrze.. nie dobrze.. wcale nie dobrze.. Boże, weź ją przyjmij do siebie.. - powtarzałam jakby do siebie dusząc się łzami..
Tata nie dostał takiej histerii jak ja.. Widocznie albo to jeszcze do niego nie dotarło, albo wyżył się już na czymś wcześniej. W tym momencie do domu wszedł Marco.
~oczami Marco~
- Kochanie byłem na zakupach - krzyczałem przebijając się z torbami przez drzwi.- kupiłem ci twoje ulubio...- i w tym momencie mnie zatkało.
Zobaczyłem Blankę i jej ojca w przedpokoju. dy zobaczyłem zapłakaną twarz dziewczyny, chyba zrozumiałem o co chodzi. Rzuciłem torby i podbiegłem do nich i objąłem ich oboje.
- Przytul ją, ona teraz cię potrzebuje..- poklepał mnie po ramieniu ledwo widząc przez szklane oczy i położył moje dłonie na plecach Blanki. Mocno ją przytuliłem i nie wiem dlaczego, ale też zacząłem ryczeć jak głupi..
Pan Kler usiadł na krześle w kuchni i patrzył się w okno. Zaprowadziłem Blankę do salonu żeby na chwilę usiadła, bo ledwo trzymała się na nogach.
Kiedy już trochę się uspokoiłam zapytałam tatę:
- Tato?.. - nie dopowiadał - Tato!
- Tak?- wydukał cicho.
- Kiedy.. To się stało?
Zapadła grobowa cisza. Nawet nie było słychać jak ktoś oddycha.
- Dziś.. Rano. Wczoraj zasnęła, a dziś.. Dziś się już nie obudziła.. - łzy znowu popłynęły mu po policzkach.
Nie odezwałam się. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
To moja wina..
To mnie przy niej nie było
Wczoraj wieczorem..
Nie byłam przy niej kiedy zasypiała.
To moja wina..
Moja!
Nie.. To nie moja wina.
Tak musiało być.
Nic się nie dzieje bez przyczyny prawda?
Tak prawda, prawda..
Niee!
To moja wina..
Kurwa moja!
Nie wiedziałam już co myśleć..
_____________________________________
Przepraszam za taką nieobecność, ale wszystko mi nagle spadło na głowę, ale obiecuję, postaram się to nadrobić ♥
Wstałam z łóżka, obejrzałam się i zobaczyłam, że obok mnie nie ma Marco. Wyszłam z pokoju ledwo trzymając się na nogach. Zeszłam do salonu, tak też o nie widziałam, no to zobaczyłam do kuchni. Tracąc już cierpliwość zajrzałam do pokoju w którym spali przyjaciele. "No nie no.. Tu też go nie ma? Może wyszedł do sklepu.."- pomyślałam i postanowiłam się trochę odświeżyć. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Kiedy uchyliłam drzwi zobaczyłam Marco.. Śpiącego w wannie... Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Zaczęłam się głośno śmiać i wtedy obudziłam chłopaka. Widząc jaki jest zszokowany jak zorientował się, że jest w wannie, śmiałam się jeszcze bardziej. Podniosłam się z podłogi i szybko odkręciłam lodowatą wodę. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się rozbudził, jak Reus po poczuciu zimnej wody na brzuchu. Wziął mnie na ręce i włożył do wanny już trochę napełnionej wodą, no i tak się zaczęło. Ja włączyłam prysznic i zaczęłam opryskiwać Marco, łącznie z całą łazienką, a on wziął żel pod prysznic i zaczął go na mnie wylewać, wyrwał mi prysznic z ręki i teraz mnie zaczął oblewać wodą. Kiedy Pola i Arek weszli do łazienki nie wiedząc co się dzieje a my rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy, że pomieszczenie wygląda jak po powodzi, stwierdziliśmy że już koniec. Śmialiśmy się jak opętani, a przyjaciele wyszli uznając nas za idiotów.
- Tak właściwie to co ty robiłeś w wannie?- zaśmiałam się
- Wiesz co? Nie wiem.. Ale głowa mnie boli. Chyba idę się przespać.- zaśmiał się i dał mi buziaka w policzek.
- Kac morderca nie ma serca jak to mówią - krzyknęłam kiedy chłopak wychodził z łazienki.
Mnie przez to wszystko głowa już przestała boleć.. Przebrałam się, umalowałam i ogarnęłam trochę po bitwie na wodę. Oczywiście nikt mi nie mógł pomóc, bo każdy spał po zarwanej nocy. Zrobiłam śniadanie i akurat kiedy siadałam do stołu Marco przyszedł.
- Wiesz.. Dobrze chociaż, że znalazłam cię w wannie, a nie na przykład z Polą w łóżku, hehhe!
- No wiesz co?..- powiedział jakby z wyrzutem- kochanie.. -Objął mnie w pasie i mocno pocałował.- Jedziemy dzisiaj do twojej mamy?
- Nie wiem właśnie.. Może lepiej będzie jak jeden dzień posiedzi sama z tatą. Jutro pojedziemy, ok?
- No dobrze. Ale dzisiaj posiedźmy w domu.. Jutro mam trening.
- No dobra dobra. W sumie ja też nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
Usiedliśmy i zjedliśmy śniadanie.
~3 godziny później~
- Kochanie ja muszę na chwilę wyskoczyć, załatwić sprawę, niedługo będę.
Zostałam sama w domu, bo Pola i Arek też musieli na chwilę wyjść. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakąś nudną komedię. Nie miałam nic lepszego do roboty, więc oglądałam. Po ok. pół godziny usłyszałam uchylanie drzwi i kroki w przedpokoju. Myślałam że to Marco albo przyjaciele. Zdziwiłam się kiedy ujrzałam tatę. Po raz pierwszy w domu od kilku dni.. Ale twarz miał jakąś dziwną. Zmęczoną, smutną.. Nie wiem.. Przytuliłam szybko ojca i przywitałam się.
- Co tam? Przyjechałeś po rzeczy jakieś czy coś? Co z mamą.
Tata dalej stał jak wryty w jednym miejscu. Spojrzał się na mnie przygnębionymi oczami. Powtórzyłam pytanie "Co z mamą?". W tym momencie pokręcił głową tak jakby chciał powiedzieć "nie" a do oczy napłynęły mu łzy.. Teraz zrozumiałam o co chodzi.. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i wgapiałam się w wyłączony telewizor. W pewnym momencie wybuchłam płaczem, pobiegłam do taty i zaczęłam wylewać łzy w jego ramię.
- Już dobrze.. Jej pewnie jest dobrze tam na górze.. dobrze.. nie dobrze.. wcale nie dobrze.. Boże, weź ją przyjmij do siebie.. - powtarzałam jakby do siebie dusząc się łzami..
Tata nie dostał takiej histerii jak ja.. Widocznie albo to jeszcze do niego nie dotarło, albo wyżył się już na czymś wcześniej. W tym momencie do domu wszedł Marco.
~oczami Marco~
- Kochanie byłem na zakupach - krzyczałem przebijając się z torbami przez drzwi.- kupiłem ci twoje ulubio...- i w tym momencie mnie zatkało.
Zobaczyłem Blankę i jej ojca w przedpokoju. dy zobaczyłem zapłakaną twarz dziewczyny, chyba zrozumiałem o co chodzi. Rzuciłem torby i podbiegłem do nich i objąłem ich oboje.
- Przytul ją, ona teraz cię potrzebuje..- poklepał mnie po ramieniu ledwo widząc przez szklane oczy i położył moje dłonie na plecach Blanki. Mocno ją przytuliłem i nie wiem dlaczego, ale też zacząłem ryczeć jak głupi..
Pan Kler usiadł na krześle w kuchni i patrzył się w okno. Zaprowadziłem Blankę do salonu żeby na chwilę usiadła, bo ledwo trzymała się na nogach.
Kiedy już trochę się uspokoiłam zapytałam tatę:
- Tato?.. - nie dopowiadał - Tato!
- Tak?- wydukał cicho.
- Kiedy.. To się stało?
Zapadła grobowa cisza. Nawet nie było słychać jak ktoś oddycha.
- Dziś.. Rano. Wczoraj zasnęła, a dziś.. Dziś się już nie obudziła.. - łzy znowu popłynęły mu po policzkach.
Nie odezwałam się. Poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku.
To moja wina..
To mnie przy niej nie było
Wczoraj wieczorem..
Nie byłam przy niej kiedy zasypiała.
To moja wina..
Moja!
Nie.. To nie moja wina.
Tak musiało być.
Nic się nie dzieje bez przyczyny prawda?
Tak prawda, prawda..
Niee!
To moja wina..
Kurwa moja!
Nie wiedziałam już co myśleć..
_____________________________________
Przepraszam za taką nieobecność, ale wszystko mi nagle spadło na głowę, ale obiecuję, postaram się to nadrobić ♥
sobota, 1 marca 2014
ROZDZIAŁ 13
- Heej.- podniosłam się z łóżka i obudziłam jeszcze śpiącego Marco buziakiem
- O hej!- uśmiechnął się szeroko
- Wstawaj, wstawaj!
- Jeszcze 5 minutek, prooosze..
- Hhah! No dobra śpiochu! - rzuciłam w niego lekko poduszką i wyszłam z pokoju
Starałam się być w dobrym nastroju i zadzwoniłam do Poli, później do Arka. Mimo, że starałam się mieć wesoły i beztroski głos, i tak wyczuli, że coś jest nie tak. Nie miałam wyjścia, musiałam im powiedzieć o chorobie mamy. Mówili, że przyjadą jak najszybciej, nawet dzisiaj. Oczywiście uznałam to jako żart, bo jakby mieli rzucić wszystko i lecieć do Dortmundu.. Z Arkiem pogadałam trochę dłużej, rozłączyliśmy się kiedy Marco schodził po schodach i krzyczał:
- Z kim rozmawiasz kochanie?!
Arek zawsze był ciekawski i musiał dowiedzieć się kto tak wrzeszczy. Nie ukrywam, że był zazdrosny.. Okropnie mnie to denerwowało..
- To Marco, muszę kończyć, papa - rozłączyłam się i rzuciłam się na szyję Reusa
- No to co dzisiaj robimy?
Chyba był trochę zdziwiony tym, że jestem w tak dobrym nastroju, a przynajmniej tak się wydawało.
- Emm.. Nie chcesz jechać do mamy?
Na chwilę zamilkłam, puściłam szyję chłopaka, złapałam go za rękę i cicho powiedziałam
- Wiesz.. chcę o tym na chwilkę zapomnieć.. Tylko na chwileczkę, na godzinkę-dwie..
- Sugerujesz coś? - uśmiechnął się łobuzersko
- Hhaha! Nie głupku! Sugeruję, żebyśmy gdzieś wyszli.
- Yhmm. No dobra, leć się ubrać, a ja zrobię coś do jedzenia- złapał mnie za plecy, przyciągnął do siebie i dał soczystego buziaka
- Kocham cię- zaśmiałam się i szybko poleciałam na górę
"A jeśli mama się obudzi i nie będzie mnie przy niej?"- myślałam. Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Już sama nie wiedziałam, czy mam jechać do taty.
W końcu siedzi tam sam z być może śpiącą żoną.
Ale przecież jest załamany..
Boże, nie wiem co robić..
A tam.. godzinka na mieście nie zaszkodzi..
Ubrałam się i zeszłam na dół. Przy stole stał Marco z uszykowanym zdrowym śniadankiem.
- Zapraszam do stołu - wskazał z racją na krzesło i roześmiał się.
- Dziękuję bardzo!
Przez cały czas wyłupialiśmy się i żartowaliśmy, ale obyło się bez bitwy na jedzenie. Wyjątkowo! Miałam tylko nadzieję, że Marco nie zabierze mnie do jakiejś restauracji albo coś..
- No to zakładaj kurtkę i czekaj na mnie w samochodzie. - rzucił mi kluczyki
- No ok!- krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Zastanawiałam się krótko dlaczego nie mógł wyjść ze mną, albo żebym na niego poczekała. Ale nie trułam sobie tym głowy. Po chwili drzwi samochodu otworzyły się
- Zapnij pasy kochanie - uśmiechnął się i ruszyliśmy
Długo gadaliśmy, na wszystkie tematy, przestało mnie nawet zastanawiać to, gdzie jedziemy.
Po niecałej godzince dotarliśmy do ogromnego parku rozrywki.. Były przeróżne kolejki, karuzele, huśtawki.. Wszystko było! "Tak, tego mi trzeba"- pomyślałam i złapałam Marco za rękę. Chłopak od razu pociągnął mnie w stronę wielkiej kolejki. Była strasznie wysoka, a jeden ten taki jakby wagonik mieścił 6 osób. Wsiedliśmy i w niektórych momentach na pewno moja mina wyglądała mniej więcej tak. Po 10 minutach już miałam dość tej kolejki. A trzeba było tam być 25 minut. Ale jak pomyślałam że przez te 10 minut zapomniałam o całym świecie, tylko czułam się jakbym latała to mówię: wytrzymam!
Po kolejce poszliśmy jeszcze na wszystko inne co tam było. Akurat kiedy wyszliśmy z parku zadzwonił telefon.
- Hej Blanka, jesteś w domu?- usłyszałam głos Poli
- Właśnie wracam...- chwilę się zastanowiłam- a czemu pytasz?
- Nic, nic. Paa!
- Pa.- zrobiłam takie dziwne oczy i spojrzałam na Marco- moja przyjaciółka dzwoniła, pytała się czy jestem w domu.
- No to rzeczywiście może przyjedzie.. Chodź do domu, zrobimy jakiś obiad, a później się zobaczy- objął mnie w pasie i szliśmy do samochodu.
~2 godziny później~
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Przez chwilę nie wiedziałam czy na prawdę ktoś puka czy mam już jakieś omamy. Uchyliłam je lekko, tak żeby tylko wyjrzeć kto to i zobaczyłam ich. Tych dwoje wariatów! Od razu rzuciłam się na nich i mocno przytuliłam,
- Jejkuu jak ja się za wami stęskniłam!- mówiłam wziąć wtulona w ich ramiona.- chodźcie, wejdźcie. Marco pojechał po coś na obiad, ale zaraz powinien być.
- Haha! Jak to brzmi w ogóle. Mówisz to tak jakbyś mówiła "moja mama wyskoczyła po pieprz, ale zaraz będzie"
W tym momencie posmutniałam. Arek szturchnął Polę i ona też zrozumiała, że źle dobrała słowa.
- Oł.. Przepraszam.. Przepraszam, przyzwyczajenie - widząc łzy w moich oczach, mocno mnie przytuliła i mówiła
- Już dobrze, uspokój się..
- Pojedziemy później do niej?- zapytałam przyjaciół cichym głosem
- Pewnie..!- odpowiedzieli oboje.
Akurat w tym momencie wszedł Reus. Po jego minie widać było że nie wie co robić, ale to było dosyć śmieszne, bo wyglądał trochę jak przestraszony szczeniaczek ♥ . Przedstawili się, dobrze, że Pola i Arek znali angielski, bo to już w ogóle byłaby komedia jak próbowaliby się dogadać. Wszyscy zrobiliśmy obiad, a po nim wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Wszyscy weszliśmy do sali i widząc mamę z otwartymi oczami, która tak bardzo ucieszyła się, że ją odwiedziliśmy na każdej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i łzy. Przytuliliśmy delikatnie mamę i zasypywaliśmy pytaniami jak się czuje, dawaliśmy i układaliśmy w wazonach kwiaty dla niej. rozmawialiśmy z tatą i nawet nie wiem kiedy minęły 3 godziny i w sali pojawiła się pielęgniarka, która prosiła o wyjście. W samochodzie i jeszcze w domu gadaliśmy o tej całej sytuacji, ale później na szczęście zmieniliśmy temat. Nawet już nie pamiętam co później robiliśmy. Wiem, że pojawiło się trochę alkoholu w każdej postaci.
_______________________________
Ogromnie Was przepraszam że tyle czasu mnie nie było! Postaram się to nadrobić, obiecuję ♥ :) Dzisiaj nasza Borussia wy~grała 3:0! Bądźmy dumni! :D
- O hej!- uśmiechnął się szeroko
- Wstawaj, wstawaj!
- Jeszcze 5 minutek, prooosze..
- Hhah! No dobra śpiochu! - rzuciłam w niego lekko poduszką i wyszłam z pokoju
Starałam się być w dobrym nastroju i zadzwoniłam do Poli, później do Arka. Mimo, że starałam się mieć wesoły i beztroski głos, i tak wyczuli, że coś jest nie tak. Nie miałam wyjścia, musiałam im powiedzieć o chorobie mamy. Mówili, że przyjadą jak najszybciej, nawet dzisiaj. Oczywiście uznałam to jako żart, bo jakby mieli rzucić wszystko i lecieć do Dortmundu.. Z Arkiem pogadałam trochę dłużej, rozłączyliśmy się kiedy Marco schodził po schodach i krzyczał:
- Z kim rozmawiasz kochanie?!
Arek zawsze był ciekawski i musiał dowiedzieć się kto tak wrzeszczy. Nie ukrywam, że był zazdrosny.. Okropnie mnie to denerwowało..
- To Marco, muszę kończyć, papa - rozłączyłam się i rzuciłam się na szyję Reusa
- No to co dzisiaj robimy?
Chyba był trochę zdziwiony tym, że jestem w tak dobrym nastroju, a przynajmniej tak się wydawało.
- Emm.. Nie chcesz jechać do mamy?
Na chwilę zamilkłam, puściłam szyję chłopaka, złapałam go za rękę i cicho powiedziałam
- Wiesz.. chcę o tym na chwilkę zapomnieć.. Tylko na chwileczkę, na godzinkę-dwie..
- Sugerujesz coś? - uśmiechnął się łobuzersko
- Hhaha! Nie głupku! Sugeruję, żebyśmy gdzieś wyszli.
- Yhmm. No dobra, leć się ubrać, a ja zrobię coś do jedzenia- złapał mnie za plecy, przyciągnął do siebie i dał soczystego buziaka
- Kocham cię- zaśmiałam się i szybko poleciałam na górę
"A jeśli mama się obudzi i nie będzie mnie przy niej?"- myślałam. Powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Już sama nie wiedziałam, czy mam jechać do taty.
W końcu siedzi tam sam z być może śpiącą żoną.
Ale przecież jest załamany..
Boże, nie wiem co robić..
A tam.. godzinka na mieście nie zaszkodzi..
Ubrałam się i zeszłam na dół. Przy stole stał Marco z uszykowanym zdrowym śniadankiem.
- Zapraszam do stołu - wskazał z racją na krzesło i roześmiał się.
- Dziękuję bardzo!
Przez cały czas wyłupialiśmy się i żartowaliśmy, ale obyło się bez bitwy na jedzenie. Wyjątkowo! Miałam tylko nadzieję, że Marco nie zabierze mnie do jakiejś restauracji albo coś..
- No to zakładaj kurtkę i czekaj na mnie w samochodzie. - rzucił mi kluczyki
- No ok!- krzyknęłam i wybiegłam z domu.
Zastanawiałam się krótko dlaczego nie mógł wyjść ze mną, albo żebym na niego poczekała. Ale nie trułam sobie tym głowy. Po chwili drzwi samochodu otworzyły się
- Zapnij pasy kochanie - uśmiechnął się i ruszyliśmy
Długo gadaliśmy, na wszystkie tematy, przestało mnie nawet zastanawiać to, gdzie jedziemy.
Po niecałej godzince dotarliśmy do ogromnego parku rozrywki.. Były przeróżne kolejki, karuzele, huśtawki.. Wszystko było! "Tak, tego mi trzeba"- pomyślałam i złapałam Marco za rękę. Chłopak od razu pociągnął mnie w stronę wielkiej kolejki. Była strasznie wysoka, a jeden ten taki jakby wagonik mieścił 6 osób. Wsiedliśmy i w niektórych momentach na pewno moja mina wyglądała mniej więcej tak. Po 10 minutach już miałam dość tej kolejki. A trzeba było tam być 25 minut. Ale jak pomyślałam że przez te 10 minut zapomniałam o całym świecie, tylko czułam się jakbym latała to mówię: wytrzymam!
Po kolejce poszliśmy jeszcze na wszystko inne co tam było. Akurat kiedy wyszliśmy z parku zadzwonił telefon.
- Hej Blanka, jesteś w domu?- usłyszałam głos Poli
- Właśnie wracam...- chwilę się zastanowiłam- a czemu pytasz?
- Nic, nic. Paa!
- Pa.- zrobiłam takie dziwne oczy i spojrzałam na Marco- moja przyjaciółka dzwoniła, pytała się czy jestem w domu.
- No to rzeczywiście może przyjedzie.. Chodź do domu, zrobimy jakiś obiad, a później się zobaczy- objął mnie w pasie i szliśmy do samochodu.
~2 godziny później~
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Przez chwilę nie wiedziałam czy na prawdę ktoś puka czy mam już jakieś omamy. Uchyliłam je lekko, tak żeby tylko wyjrzeć kto to i zobaczyłam ich. Tych dwoje wariatów! Od razu rzuciłam się na nich i mocno przytuliłam,
- Jejkuu jak ja się za wami stęskniłam!- mówiłam wziąć wtulona w ich ramiona.- chodźcie, wejdźcie. Marco pojechał po coś na obiad, ale zaraz powinien być.
- Haha! Jak to brzmi w ogóle. Mówisz to tak jakbyś mówiła "moja mama wyskoczyła po pieprz, ale zaraz będzie"
W tym momencie posmutniałam. Arek szturchnął Polę i ona też zrozumiała, że źle dobrała słowa.
- Oł.. Przepraszam.. Przepraszam, przyzwyczajenie - widząc łzy w moich oczach, mocno mnie przytuliła i mówiła
- Już dobrze, uspokój się..
- Pojedziemy później do niej?- zapytałam przyjaciół cichym głosem
- Pewnie..!- odpowiedzieli oboje.
Akurat w tym momencie wszedł Reus. Po jego minie widać było że nie wie co robić, ale to było dosyć śmieszne, bo wyglądał trochę jak przestraszony szczeniaczek ♥ . Przedstawili się, dobrze, że Pola i Arek znali angielski, bo to już w ogóle byłaby komedia jak próbowaliby się dogadać. Wszyscy zrobiliśmy obiad, a po nim wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Wszyscy weszliśmy do sali i widząc mamę z otwartymi oczami, która tak bardzo ucieszyła się, że ją odwiedziliśmy na każdej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i łzy. Przytuliliśmy delikatnie mamę i zasypywaliśmy pytaniami jak się czuje, dawaliśmy i układaliśmy w wazonach kwiaty dla niej. rozmawialiśmy z tatą i nawet nie wiem kiedy minęły 3 godziny i w sali pojawiła się pielęgniarka, która prosiła o wyjście. W samochodzie i jeszcze w domu gadaliśmy o tej całej sytuacji, ale później na szczęście zmieniliśmy temat. Nawet już nie pamiętam co później robiliśmy. Wiem, że pojawiło się trochę alkoholu w każdej postaci.
_______________________________
Ogromnie Was przepraszam że tyle czasu mnie nie było! Postaram się to nadrobić, obiecuję ♥ :) Dzisiaj nasza Borussia wy~grała 3:0! Bądźmy dumni! :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)