niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 12

   ~12:30~
   Kiedy się obudziłam zaczęłam się sama do siebie śmiać. Chyba jeszcze nie do końca ogarniałam co się dzieje. Wstałam i zeszłam na dół, żeby jak najszybciej powiedzieć rodzicom gdzie dzisiaj idę.
- Chciałabym cię tam puścić, ale nigdzie nie pójdziesz.. Przynajmniej przez jeszcze dwa dni.- powiedziała ostrym głosem mama
- Ale czemu?! 
- Temu. Lekarz tak powiedział..
- Ale no... Tato?- spojrzałam proszącym wzrokiem na ojca.
- Wiesz.. W sumie.. Marco to dobry chłopak. Na pewno nic jej się nie stanie jeśli na kilka godzin pójdzie do niego.
- No widzisz mamo! Więc?
- No dobra..- odpowiedziała po krótkim zastanowieniu.
- AAAAA! Kochana jesteś! Dziękuję!- rzuciłam się na mamę, później na tatę i poleciałam szybko na górę, żeby ogarnąć coś do ubrania. Po dwugodzinnym przebieraniu, przymierzaniu i przerzucaniu ciuchów wybrałam to. "Na pewno mu się spodoba.."- pomyślałam. Kiedy dobierałam ostatnie dodatki mama zawołała mnie na obiad.
- Blanka, my musimy za chwilę jechać na miasto. Tu masz obiad, nie wiem kiedy wrócimy. Jak będziesz szła do Marco to zadzwoń. Paa! - krzyczała mama wychodząc z domu
- Na razie.- powiedziałam jakby do siebie.
"Ciekawe dlaczego tak nagle?"- myślałam.-"Coś się stało, czy co?" Zjadłam posiłek i włączyłam telewizor. Akurat leciała powtórka meczu BVB, mimo że już oglądałam ten mecz z dwa razy, postanowiłam obejrzeć go jeszcze raz. Jak wygodnie ułożyłam się na sofie, oczywiście coś mi musiało przerwać. Marco dzwonił, odebrałam.
- Hej kochanie! Słuchaj ja wpadnę jednak wcześniej ok?
- No hej. Możesz wpaść nawet teraz jeśli chcesz.
- To za chwilę będę.-powiedział i rozłączył się.
Skoro zaraz przyjdzie to postanowiłam się trochę ogarnąć, byłam jeszcze w piżamach. Poszłam na górę i wzięłam to co wpadło mi w ręce. Przebrałam się i umalowałam i akurat kiedy skończyłam usłyszałam dzwonek. Chłopak wszedł do domu i powiedział, żebym zarzucała kurtkę i jechała z nim. No to wzięłam tą kurtkę i wyszliśmy na zewnątrz.
- A gdzie jedziemy ?
- Mam kilka spraw do załatwienia..
- I muszę jechać z tobą?
- To znaczy nie musisz, ale nie miałbym jak po ciebie później przyjechać.. - spojrzał się na mnie i uśmiechnął tak jakby przepraszał.
- No ok.- odwzajemniłam gest
Przez całą drogę śpiewaliśmy i wygłupialiśmy się. Dotarliśmy pod urząd. Po chwili Marco przyszedł i znowu pojechaliśmy pod jakiś budynek. Nie wiedziałam nawet co to jest. Pierwszy raz widziałam tą część Dortmundu. Dopiero jak odwiedziliśmy jeszcze 5 innych miejsc mogliśmy jechać do domu Marco. Byliśmy akurat koło 19. Weszliśmy do środka.
- Siema chłopaki!- krzyknął blondyn zdejmując kurtkę.
Ja oczywiście nie widziałam co powiedzieć..Marco wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski i Bender grali w fife.
- Łooo.. Co to za ślicznota?- zaśmiał się Lewy
- Przedstawiam wam Blankę- powiedział zadowolony Reus
- No stary..- zaśmiał się jeszcze bardziej- Robert, ale Ty chyba mnie kojarzysz- uśmiechnął się i podał mi dłoń na przywitanie.
- Jak mogłabym się nie kojarzyć?- też się uśmiechnęłam i odwzajemniłam gest
- Łukasz. Miło mi - Piszczu również podał rękę, później Kuba i Sven.
- A gdzie dziewczyny?- zapytał Reus
- Na zakupach.- odpowiedzieli wszyscy czterej.
- Mogłem się spodziewać- zaśmiał się chłopak.- Blanka, leć do chłopaków, ja pójdę jakąś kolację zrobić.
Poszłam do nich, chwilę pogadaliśmy. Na początku rozmowa niezbyt się kleiła, bo nie codziennie gadam z takimi osobami, ale później się rozkręciłam i nawet zaczęłam z nimi grać. Wygrałam z Łukaszem, byłam z siebie bardzo dumna, cieszyłam się jak głupia i wypominałam mu to przez długi czas. Marco zrobił sałatkę grecką i wszyscy zasiedliśmy do stołu. Podczas kolacji do domu wparowały dziewczyny: Ania, Ewa, Agata i Simone. Na początku patrzyły się na mnie próbując mnie skojarzyć, wtedy Marco wstał i mnie przedstawił. Przywitałam się z nimi i usiadły razem z nami żeby zjeść posiłek. Przez ten czas zdążyliśmy się bardzo dobrze poznać. Przyznam, że najlepiej rozmawiało mi się z Robertem. Rozmawialiśmy chyba najwięcej, co chyba nie podobało się Marco, bo za każdym razem kiedy zaczynaliśmy dłużej rozmawiać on nam przerywał. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Skończyliśmy jeść i w związku z moimi problemami zdrowotnymi postanowiliśmy porobić coś, żeby zbytnio się nie ruszać, więc padł pomysł żeby obejrzeć jakiś fajny film na DVD. Zrobiliśmy wielkie legowisko na podłodze, żeby wszyscy się zmieścili, położyliśmy się parami i włączyliśmy dobry horror. Najbardziej nalegał na to właśnie Reus. Chyba dlatego żeby trochę się poprzytulać :D W najstraszniejszych scenach chowałam się w jego ramiona, z resztą tak jak reszta dziewczyn. Jak film się skończył nie wiedzieliśmy co dalej robić. Chłopaki skoczyli po parę piw a ja zostałam z dziewczynami i przegadałyśmy cały ten czas pijąc lekkiego drinka. Przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do mamy, odeszłam na chwilę od dziewczyn, poszłam do łazienki i nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nikt nie odbierał. Zadzwoniłam do taty.
- Halo?- usłyszałam cichy i łamiący głos.
- No tato ja jestem u Marco jakby coś.. Emm. Stało się coś?
- Stało się.. Jesteśmy teraz w szpitalu.
- W szpitalu?! Tato mów co się stało..
- Lepiej by było gdybyś dowiedziała się w domu..
- Mów!
- Mama ma raka..
Kompletnie mnie zamurowało.. Opuściłam słuchawkę. Zaczęłam ryczeć jak opętana. Po kilkunastu minutach drzwi łazienki się uchyliły i wszedł Marco.
- Jezus, Blanka, co się stało?!- podbiegł szybko i mnie przytulił.
Próbował mnie uspokoić i nic nie mówił. Tylko mnie przytulał. Jak już trochę się opanowałam starałam się powiedzieć chłopakowi o co chodzi.. Kiedy się dowiedział łzy napłynęły mu do oczu. Podniósł mnie i cicho wyszliśmy z domu. Nikt nas nie zauważył, bo wszyscy bardzo dobrze się bawili. Pojechaliśmy do mnie do domu. Dałam chłopakowi jakieś ciuchy taty na przebranie, zrobiliśmy coś gorącego do picia, i położyliśmy się. Nic nie mówiliśmy. Tylko ja od czasu do czasu wybuchałam płaczem, a wtedy Marco jeszcze mocniej mnie przytulał i uciszał. Po godzinie razem usnęliśmy

~Następny dzień~

  Tata nie przyszedł do domu na noc. Wstaliśmy, zrobiliśmy śniadanie i pierwszy raz Marco się odezwał.
- Będziesz chciała jechać do mamy?
Znowu łzy napłynęły mi do oczu.
- Tak..
Chłopak wstał od stołu i znowu dał mi swoje ramię do wypłakania.
- Już.. Już jest dobrze... Pojedziemy po śniadaniu, okej?
- Nie ma sprawy.
Skończyliśmy jeść posiłek i poszliśmy się ogarnąć. Po godzinie byliśmy gotowi. Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy.
- Kupimy twojej mamie coś po drodze?
- Nie mam kasy przy sobie.. To że przyjedziemy będzie dla niej bardzo ważne.
- No masz rację..- złapał mnie za rękę
Przez resztę drogi w ogóle nie rozmawialiśmy. Dojechaliśmy pod szpital i szybko pobiegliśmy dowiedzieć się na której sali mama leży. Po chwili byliśmy już pod drzwiami sali nr 23. Przez chwilę wahałam się czy wejść, ale wtedy Marco złapał mnie za dłoń i sam nacisnął na klamkę.
- Cześć tato..
Zobaczyłam zapłakanego mężczyznę siedzącego obok swojej śpiącej żony. Wtedy też łzy pociekły mi po policzkach i jak najszybciej przytuliłam tatę.
- Kiedy się obudzi?- wydukałam.
- Nie wiem córciu. Nie wiem.. O, cześć Marco..
- Dzień dobry.- odpowiedział smutno i też usiadł obok łóżka.
Do sali wszedł lekarz. Najpierw zapoznał się z nami i przedstawił całą sytuację. Okazało się, że tego raka można wyleczyć, ale są też szanse, że się nie uda. Wzięli mamę na badania i zostaliśmy sami na sali.
- Będziesz jechał dzisiaj do domu?
- Nie wiem jeszcze.. Chyba zostanę. Nie zniósłbym myśli, że Kasia się obudzi a mnie przy niej nie będzie..
- Zostanę z tobą..
- Nie. Nie możesz tu zostać, pielęgniarki zabraniają. Pojedziesz do domu.
Posiedzieliśmy jeszcze 2 godziny czekając na mamę, ale nie doczekaliśmy się. Tata kazał nam już lecieć i mówił, że zadzwoni jak mama się obudzi i wtedy możemy przyjechać. Od momentu wyjścia ze szpitala krążyły mi w głowie myśli "A co będzie jeśli...?" Ale nie dopuszczałam do głowy myśli, że mamy mogę już nie zobaczyć. Marco też odciągał mnie od tej myśli. Wróciliśmy do domu i robiliśmy to samo co wczoraj. Położyliśmy się razem i rozmawialiśmy. Czasami odbiegaliśmy od tematu, może to i dobrze, ale i tak ciągle wracaliśmy do tematu mamy. Cieszyłam się, że Marco był ze mną w tak trudnych chwilach.

________________________

Krótki, ale jest! Pozdrawiam! <3
I jeszcze raz łapcie naszego Reus'a na dobry sen! :D

4 komentarze:

  1. Rozdział cudowny już nie mogę się doczekac kolejnego.
    Pozdrawiam :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny kochana , wiesz o tym doskonale <3
    Mmm , Reus :D
    Czekam nn :3
    Buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. http://welcome-in-london.blogspot.com/ Zapraszam na nowego bloga ; * Przepraszam za spam : /

    OdpowiedzUsuń