wtorek, 21 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 8

    Obudziłam się o 19, akurat na kolację.  Przebrałam się w coś luźniejszego, uczesałam się w niedbałego koka, wzięłam telefon i zeszłam na dół. Pięknie pachniało z kuchni. Rodzice siedzieli już przy stole i jedli naleśniki. Przysiadłam się do nich bo byłam strasznie głodna. Kiedy już zaczęłam jeść mama się odezwała.
- Noo Blanka. Zbliża się twoja osiemnastka. Mam nadzieję, planujesz coś?
- Emmm..-przełknęłam kęs- Ale to dopiero za 3 miesiące..
- Według ciebie dopiero, ale jak chcesz jakąś imprezę, to już teraz trzeba zacząć załatwiać.- powiedział tata stanowczym tonem.
- No niby tak.. Nie wiem. Jeszcze o niczym nie myślałam. Dajcie kilka dni. Nawet nie wiem czy chcę jakąś imprezę, czy mogę zrobić domówkę jakąś. Bo chyba wtedy jeszcze nie wrócimy do domu, nie?
- No wtedy jeszcze będziemy tu. No to masz 3 dni na zastanowienie się. Jak się zdecydujesz to od razu mów nam - uśmiechnęła się mama
Wtedy nie myślałam o osiemnastce. Byłam jeszcze zbyt oszołomiona wszystkimi wydarzeniami. Skończyłam jeść i poszłam na kanapę obejrzeć wiadomości sportowe. W sumie nie było nic ciekawego. Kiedy tak sobie leżałam poczułam wibrację od telefonu na brzuchu. Zobaczyłam sms'a

Od: Marco 
Cześć Śliczna ;* Może dasz się namówić na jakąś kolację? 

O matko, matko.... Nie wiedziałam co odpisać! To niecodzienna sytuacja. Ale nie każdy ma okazję iść z Marco Reusem na kolację! Zebrałam się na odwagę i napisałam

Jasne :) A kiedy?

Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź

Hmm.. Najlepiej jutro.. Koło 16, masz wtedy czas? ;)

Oczywiście napisałam, że mam i biegusiem poleciałam na górę coś ładnego wybrać, żeby jakoś wyglądać. Aż prawie się wywróciłam po drodze o dywan.. Byłam strasznie podekscytowana i w ogóle zajarana tym, że idę na kolację z Marco! Ale co chwilę przez głowę przelatywała mi myśl: "A jeśli mnie nie polubi? Albo jak zaliczę jakąś wtopę?" Ale jak najszybciej starałam się te myśli w głowy wypędzić. Po 2 godzinach grzebania w ubraniach wybrałam to:
Postanowiłam na razie nie mówić rodzicom o wypadzie z Reusem, pomyślałam, że zaskoczę ich jutro. Jeśli będą mieli jakieś plany to przecież zrozumieją. Poszłam jeszcze wziąć prysznic, położyłam się na łóżku i dłuugo myślałam o tym wszystkim.. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

~Następny dzień~

- Dzieeń dobry! - krzyknęłam schodząc po schodach.
- Cześć! Co ty taka dziwnie zadowolona? Po wstaniu?- odpowiedziała mama z uśmiechem na ustach
- A booo dzisiaj się wybieram na kolację! - krzyknęłam szczerząc się od ucha do ucha
- Oooo! A mogę wiedzieć kto jest takim szczęściarzem?
- Nie uwierzysz..
- Oj mów! - powiedziała z zaciekawieniem na ustach
- Z.. Marco Reusem - dalej pokazywałam zęby.
- No nie gadaj...- mina troszkę jej się zmieniła, ale dalej się uśmiechała
- No na prawdę!- krzyknęłam i rzuciłam się mamie na szyję - A gdzie tata?
- W pracy, siadaj, zaraz dam ci śniadanie
Usiadłam sobie przy stole a mama skoczyła do kuchni po kanapki i postawiła na stole. Wypytywała się o milion rzeczy i jeszcze trochę.. W pewnym momencie miałam tego troszeczkę dosyć, ale to zrozumiałe, że mama była szczęśliwa i bardzo ciekawa wszystkiego. Zjadłam, oczywiście napisałam do Klary i Arka o wszystkim. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam pisząc Arkowi o randce.. Jeśli mogę tak to nazwać :). Wiedziałam, że Arek się we mnie podkochuje od dawna. Ale w sumie to moje życie, jest przyjacielem, więc powinien być szczęśliwy razem ze mną! Od Klary otrzymałam odpowiedź po kilku sekundach. Na początku musiałam ją przekonywać z 5 razy, że nie kłamie, ale w końcu uwierzyła. Arek nie odpisywał w ogóle. Zbliżała się 12, postanowiłam pójść sobie trochę pobiegać, lepiej poznać okolicę i tak dalej. Przebrałam się i wybiegłam z domu. Biegłam przez park, koło jakiegoś dużego placu i przez małe osiedle.Już byłam pod domem ii nagle JEBUT! Leżę na ziemi.. Powoli się podnosiłam. Od razu zobaczyłam na kolana i na łokcie 
- Żebym tylko nie miała nic zdarte- powtarzałam szybko
I na szczęście byłam cała.. Do domu te kilka metrów wróciłam już pieszo, wolałam się nie narażać. Weszłam do salonu, było już koło 13, akurat był obiad. Zjadłam troszkę i poleciałam się ogarniać. Wzięłam prysznic, nałożyłam lekki makijaż, uczesałam się w luźnego, ale schludnego koka i poszłam założyć sukienkę. Sto tysięcy razy przeglądałam się w lustrze i pytałam mamy czy dobrze wyglądam. Oczywiście każda odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Pięknie wyglądasz, uwierz","Ślicznie", "No no, na prawdę ładnie!", "Na pewno mu się spodobasz!" . Moje rozmyślania nad wyglądem przerwał dzwonek telefonu. Zobaczyłam
Od: Marco
Wyjrzyj przez okno Piękna ;* :)
Cooo? To już?! 16? Tak, była już 16. Tak szybko zleciał mi czas.. Wyjrzałam przez okno w kuchni i zobaczyłam przystojnego blondyna w marynarce i jeansach opierającego się o swój czarny samochód z uwodzicielskim uśmieszkiem na twarzy. Nawet nie wiem czy się uśmiechnęłam kiedy mnie zobaczył. Kompletnie nie kontrolowałam tego, nogi mi się ugięły i zrobiło mi się trochę słabo, odeszłam od okna, popatrzyłam na mamę, a ta mnie przytuliła i powiedziała " Trzymaj się, powodzenia" i pocałowała w czoło. Nic nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się, założyłam buty, lekką kurtkę, jeszcze raz się przejrzałam w lustrze i stanęłam za drzwiami domu. Poczułam dziwny, zimny dreszcz przechodzący przez całe moje ciało i podeszłam do Marco.
- To jak? Jedziemy? - uśmiechnął się i otworzył mi drzwi do samochodu.
- Oczywiście! Dzięki.-odpowiedziałam nieśmiało uśmiechając się i wsiadłam do auta
Po chwili Marco pojawił się obok mnie. Poczułam jego piękny zapach perfum. Złapał za kierownicę, spojrzał się na mnie, ja na niego.
- Too mogę wiedzieć gdzie mnie zabierasz? - ciągle mówiłam tak jakbym miała kulkę w gardle.
- Heh.. No zobaczysz - uśmiechnął się i nacisnął na gaz.
Miałam cichą nadzieję, że nie zabiera mnie do jakieś bardzo ekskluzywnej restauracji. Nigdy nie wiem którego widelca do czego użyć. W pewnym momencie zupełnie się rozluźniłam. Kulka z gardła zniknęła i zimny dreszcz ustąpił. Kiedy jechaliśmy żadne nie pozwoliło na to, żeby chociaż chwilę było cicho. Na początku mówił tylko Marco, a później ja się dołączyłam. Wygłupialiśmy się, śpiewaliśmy i śmialiśmy przez całą drogę. W trasie byliśmy już dobre 40 minut, więc zapytałam się jeszcze raz
- Marco... Powiedz mi gdzie jedziemy, prooooszę - zrobiłam słodkie oczka i minę proszącego pieska
- Oj no zaraz się dowiesz.. Nie bądź taka niecierpliwa, to piękności szkodzi - zaśmiał się. 
I rzeczywiście. Po 5 minutach stanęliśmy przed jakąś. Nie była to restauracja, to dobrze, ale to była knajpa, w której zwykle popijano sobie piwko z kolegami. Weszliśmy do tej knajpy, poczułam zapach spalonych frytek i pomyślałam" O nie.. Ja nie chcę tu być" , ale oczywiście nic nie mówiłam. Jednak nie siadaliśmy do żadnego stolika, ominęliśmy ladę i szliśmy do jakichś drzwi. Wyszliśmy przez nie z powrotem na zewnątrz, skręciliśmy w prawo i zobaczyłam cudowny zachód słońca odbijający się w wodzie rzeki. I mostek nad rzeką, na którym stał stolik ze świecami.. Zaczęło mi się płakać ze szczęścia, starałam się to powstrzymać, ale mi się nie udało.
- Nie płacz, coś Ty.. - przytulił mnie i pocałował w policzek.
 Wziął mnie za rękę, podprowadził do stolika, odsunął jedno krzesło i powiedział patrząc głęboko w moje oczy
- Zapraszam Panią na kolację przy świecach- uśmiechnął się
Odsunął się i złapał za oparcie krzesła. Stanęłam przy stoliku, a jak siadałam, Marco podsunął mi krzesło. Po chwili sam usiadł i patrzył się w moje oczy. Za kilka sekund pojawił się obok nas kelner z lampkami wina na tacce. Postawił na stoliku, spojrzał się na Marco i powiedział
- No no. Dobrze Pan wybiera - starał się cicho ale ja i tak usłyszałam.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Podziękowałam za komplement, a kelner odszedł po drugą część zamówienia.
- No więc. Za chwilę- blondyn podniósł lampkę wina i wystawił do "stuknięcia"
- Za chwilę - uśmiechnęłam się i zrobiłam to samo.
Wypiliśmy po łyczku wina i na stole pojawiła się kolacja. Podczas jedzenia nie obyło się bez wygłupów! Prawie cały czas się śmialiśmy. W pewnym momencie nawet Marco rzucił pomysł, żeby pobawić się w "Kto dalej wyrzuci jedzeniem z łyżeczki". Zgodziłam się, bo w sumie mogła być dobra zabawa i nie myliłam się! Bawiliśmy się świetnie, mimo że bardzo dziwnie. Na dworze zrobiło się zimno, bo już był wieczór, a przecież to był początek jesieni. Kiedy o tym powiedziałam, Marco oddał mi swoją marynarkę, poszedł jeszcze po koc, nie wiem skąd go wziął, ale przyszedł z kocem, usiedliśmy na mostku i patrzeliśmy w gwiazdy. W pewnym momencie poczułam rękę chłopaka na swoim ramieniu. Spojrzałam się na niego, on na mnie, uśmiechnęłam się i wtuliłam się jeszcze bardziej. Normalnie, to może bym tego nie zrobiła, ale było coraz zimniej. Opowiadaliśmy sobie różne historie, przeszło nawet na historie o duchach, ale kazałam mu przestać, bo strasznie się bałam. Później bym się cykała przez tydzień chodzić sama po ciemku. Była już 21, wstaliśmy, przeszliśmy przez knajpkę i poszliśmy do samochodu. Marco podwiózł mnie pod sam dom. Wyszłam z auta i stanęłam, żeby pożegnać się z Marco. Podszedł do mnie, złapał za rękę i udał się w stronę moich drzwi. Stanęliśmy na wycieraczce, spojrzał prosto w moje oczy i powiedział.
- Too.. Do zobaczenia, mam nadzieję.- powiedział troszkę nieśmiało
- Do zobaczenia- odpowiedziałam i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Dziękuję..
- Za co?
- Za ten dzień.. Za wszystko. Cieszę się, że spotkałem akurat ciebie wtedy na stadionie.
- Hah.. Ja też dziękuję. - zobaczyłam mamę, która stała w oknie kuchni i wykręcała głowę, żeby cokolwiek zobaczyć- Oo.. Twoja marynarka. Proszę.- uśmiechnęłam się
- Dzięki. Odezwę się. Pa Śliczna - uśmiechnął się szeroko i tym razem to on pocałował mnie w policzek.
Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam i kiedy odjeżdżał pomachałam mu i weszłam do domu. Poszłam do salonu, nie ściągałam butów ani kurtki, obróciłam się w kierunku mamy
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!! - wydarłam się jak najgłośniej mogłam, zaczęłam się śmiać i płakać ze szczęścia i rzuciłam się na mamę. Ona mnie tylko przytuliła i cieszyła się razem ze mną. Na razie o nic nie pytała, wiedziała, że nawet nie będę w stanie nic odpowiedzieć. Po kilku minutach płakania i śmiania się, puściłam jej szyję i wtedy mama już się domyśliła się, że nie musi się już o nic pytać, domyśliła się, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu.


-------------------------------------------------------

Kolejny rozdział po krótkiej przerwie! :) Jeśli czytasz- komentuj. To dla mnie bardzo ważne! To mnie motywuje do dalszego pisania :) Buuuuuziaki! :*

4 komentarze:

  1. rozdział jest cudowny, świetnie piszesz, czekam na więcej i zapraszam do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest cudny , kochana kocham go ! <3
    Zapraszam do mnie , buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! <3
    I ta kolacja Blanki z Marco awww <3 Czy to początek miłości?! :D Tego nie wiem.
    Czekam na kolejny i zapraszam do siebie
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no masz talent <3 Kocham ;* zapraszam do mnie hahah ;D http://love-story-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń